książki

Musisz to przeczytać!

By on Luty 2

W styczniu przeczytałam 6 nowych książek. Znalazły się w śród nich czasowypełniacze, czytadła dla zwykłej rozrywki, jedna pozycja wybitnie męcząca i dwie książki, które bardzo Wam polecam!

Koniecznie sięgnijcie po „Jak pokochać centra handlowe” Natalii Fidorczuk-Cieślak.

Okładka nie zachęca, jednak treść szybko z głowy Wam nie wyjdzie. Obraz kobiety, która staje się matką i staje twarzą w twarz z własnymi lękami, oczekiwaniami innych, chorobą dziecka. Inteligentny humor wymieszany z dramatem codzienności daje niesamowity efekt. Czasem miałam wrażenie, że narrator siedzi w mojej głowie i wyciąga historie, do których nikomu nie chciałabym się przyznać. Polecam!

Druga książka, którą polecam każdemu, kogo spotkam to historia „O dziewczynce, która połknęła chmurę tak wielką jak wieża Eiffla” Romain Puértolasa.

Dziewczynka, która połknęła chmurę to Zahera. Kilkulatka chorująca na mukowiscydozę, sierota, która całe życie spędziła w marokańskim szpitalu. Młoda Francuzka poznała ją przypadkiem i postanowiła adoptować. Wybuch wulkanu Eyjafjallajoekull uniemożliwia Providence Dupuis lot po Zaherę, by podarować jej dom w Paryżu. Tu rozpoczyna się niesamowita historia, pełna groteski, niewiarygodnych splotów akcji i determinacji matki w dążeniu do celu. I obiecuję, że zakończenie Was bardzo zaskoczy, a może i wzruszy… :)

W styczniu przeczytałam również:

„Minimalizm po polsku czyli jak uczynić życie prostszym” Anny Mularczyk-Meyer – odświeżyłam sobie temat, ale jak pisałam na moim profilu na Instagramie – czułam mocną inspirację Magią sprzątania.

„Czy miałaś kiedyś rodzinę?” Bill Clegg – mam co do niej mieszane uczucia, z jednej strony podobało mi się, ale z drugiej czytałam i nie byłam pewna czy dam radę skończyć. Książka o stracie najbliższych, o układaniu świata na nowo.

„Jak stać się szczęśliwym człowiekiem” Ania Kęska – sympatyczna pozycja, napisana prostym językiem, szybko się ją czyta, autorka nie narzuca nam swojej metody na szczęście, podsuwa za to ciekawe pomysły i eksperymenty.

I książka, która obiecywała wiele, a odebrałam ją jako bardzo nijaką – „Milion cudownych listów” Jodi Ann Bickley. Autorka zachorowała a kleszczowe zapalenie mózgu i straciła chęć życia. Chciała popełnić samobójstwo, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Postanowiła pomóc innym ludziom na krawędzi wysyłając im listy pełne otuchy. I czytało się to do pewnego momentu sympatycznie, aż przesyciłam się i kilka dni zmuszałam się do skończenia… Nie polecam.

Znalezione obrazy dla zapytania Milion cudownych listów

Zapisz

Continue Reading

książki | książki dla dzieci

Lubimy czytać z Tymkiem.

By on Styczeń 31

Jakiś czas temu zapisaliśmy się do miejskiej biblioteki z Tymkiem. Z prostej przyczyny – nas synek bardzo lubi kiedy mu czytamy. Nie tylko przed snem, ale i w ciągu dnia, kiedy potrzebuje chwili wyciszenia. Książki w domu znamy już w zasadzie wszystkie na pamięć, a Tymek ma swoje ulubione tytuły, które możemy czytać kilka razy pod rząd, a one i tak mu się nie nudzą (w przeciwieństwie do nas!). Nie czuję też potrzeby kupowania mu co raz to nowych pozycji, bo nie mamy na nie miejsca, a część przeczytamy tylko raz i trafiają w kąt. Biblioteka w tym przypadku to genialny wybór! Mamy taki układ, że wypożyczamy 4 pozycje tygodniowo – dwie wybiera Tymek – buszuje między półkami i losuje pozycje z najciekawszymi okładkami (ostatnio specjalizuje się w książeczkach z zagadkami – nawet nie wiedziałam, że jest aż taka szeroka oferta w tym temacie!). Natomiast ja wybieram dwie książki, które są dłuższymi opowieściami, tak, żeby zaprzyjaźnić się z bohaterem i przeżywać jego przygody kilka wieczorów.

Postanowiłam podzielić się z Wami naszym zdaniem wydawniczymi perełkami – dziś niedługie poczytajki na popołudniowy moment wytchnienia. :)

Pierwszą z nich jest Orkiestra Krowy Zosi Geoffroy de Pennart .

Bardzo sympatyczna Zosia szuka orkiestry z którą mogłaby wziąć udział w koncercie. Opowiadanie o tym, że nie trzeba być takim samym jak koledzy, żeby osiągnąć sukces, a różnice powinny łączyć zamiast dzielić. Książeczka opatrzona jest w zabawne ilustracje, teksty są krótkie, zachęcają do dyskusji z dzieckiem na temat różnic i podobieństw.

 Tadzik się nudzi Jerzego Hernsterna – to historia o każdym małym chłopcu i małej dziewczynce, zwyczajnie, o dziecku które dopada nuda! A z nudy powstają najwspanialsze przygody. Tak jest i tym razem, Tadzik z kawałkiem zapomnianego sznurka przeżywa niezapomniane historie, które doprowadzą go do kłębka.Książka jest bardzo ciekawie zilustrowana. Na kartkach dominują trzy kolory – czerwony, biały i czarny. Skupiamy się za to na tekście, który wesoło podskakuje, zawija się i chowa pod kłębkiem włóczki.

Świetny pomysł na nudę! :)

A Wy jakie książeczki czytacie? Korzystacie z biblioteki z dziećmi? :)

Continue Reading

Dziecko na Warsztat

Foliowe dziecko na warsztat.

By on Styczeń 30

Styczeń poświęciliśmy na zabawy z różnymi foliami zgodnie z wytycznymi projektu Dziecko na Warsztat.

Na pierwszy ogień poszła gruba, czarna folia malarska. Zaproponowałam Tymkowi, że namalujemy coś farbami. Myślałam, że do tematu podejdzie raczej niechętnie, bo ostatnimi czasy odmawiał bardzo skutecznie. A tu niespodzianka – sam wymyślił temat i jestem zaskoczona jak świetnie wyszedł mu dom, na dachu nawet siedzi kot. :)

Bardzo spodobało mu się również „ciapanie” pędzlem po folii – efekt nieba to praca zespołowa :)


Tata Tymka dostarczył nam ogromny kawał folii, więc kolejną pracę również przygotowaliśmy z jej użyciem, dodatkow foliowa reklamówka (z Biedronki!;)). Tym razem obrazek z za okna:

Pomysł na twarz i skrzydełka znów Tymka, bo to bałwanek biedronka, który przed wiosną odleci do zimnych krajów.

Następnie po długich mrozach zatęskniliśmy za wiosną, więc ją sobie zmalowaliśmy na folii aluminiowej za pomocą farb witrażowych. Bardzo przyjemna praca, na pewno ją powtórzymy. :)

Ja narysowałam kontury, a Tymek cierpliwie nadawał kwiatom kolory.

 

Kolejna zabawa dotyczyła mieszania barw. Do foliowego opakowania włożyłam kolka kolorów farby plakatowej, którą Tymek paluszkami mieszał i rozprowadzał:

A następnie folię rozcięliśmy i odbiliśmy na papierze. Okazało się, że odbitki z obu części folii różnią się, więc dodatkowo mieliśmy zabawę przy szukaniu różnic i nazywaniu powstałych odcieni:

Ostatnim foliowym projektem był foliowy kolaż. Najpierw odbiliśmy folię bąbelkową na papierze:

a potem dokleiliśmy przestrzenne rybki z folii NRC (koc ratunkowy), wodorosty z reklamówki foliowej i spienioną wodę z folii bąbelkowej.

Mamy też własny woreczek skarbów. Foliowy rękaw do pieczenia wypełniłam kilogramem ryżu, a dodatkowo wrzuciłam kila guzików oraz dzwoneczków i zaszyłam boki na maszynie. Zadaniem Tymka jest wyszukanie ukrytych skarbów. :)

 

Jeśli jesteście ciekawi co z folii stworzyły inne blogerki klikajcie w obrazek – traficie na fanpage projektu. :)

Zapisz

Zapisz

Continue Reading

Bullet Journal | czas

Pomidorki.

By on Styczeń 25

Pierwszy krok, który zrobiłam ku uporządkowaniu swojej rzeczywistości było wprowadzenie bullet jounala. Wszystkie notatki lądują w nim zamiast na luźnych karteczkach lub w głowie (że niby będę pamiętać). Jedak druga ważna, jeśli nie ważniejsza sprawa to realizacja każdego z zapisanych zadań w odpowiedniej kolejności. Ustalenie priorytetów i efektywne wykonanie.

rlw-uc03gwc-glenn-carstens-peters

Jakiś czas pracowałam metodą ABC, czyli przyporządkowywałam zadania do 3 grup według statusu pilności wykonania i tak sobie powoli działałam. niestety po pewnym czasie przeglądając notatki stwierdziłam, że zupełnie się u mnie nie sprawdza. O ile grupa A (najważniejsze, nie mogę ich zawalić) oraz B (wciąż ważne, ale nie na „wczoraj) były w zasadzie realizowane. Umykała mi niestety grupa C, z pozoru błahe zadania, których odpuszczenie nie powinno wpłynąć znacząco na funkcjonowanie firmy czy naszego domu. Ale okazuje się, że jednak drobiazgi też są ważne – wrzuciłam w tą kategorię np. aktywność w SM. O ile nie pojawi się żaden post na Tulankach przez dzień czy dwa to fakt, nic złego się nie dzieje. Natomiast kiedy przez tydzień nie publikuję żadnej treści, to wiadomo, spadają zasięgi, trudniej dotrzeć do klientów. To samo w domu. Odkładam duże zakupy tyogdniowe, bo szkoda mi tych dwóch-trzech godzin w supermarkecie, bo czas wolałabym spędzić z chłopakami lub pracując. Dlaczego okazało się to zgubne? Bo nie dość, że codziennie tracę czas na wyjście do sklepu (będzie z pół godziny!) to i pieniądze uciekają bo w koszyku zawsze znajdzie się coś dodatkowego – nie wspominając o tym, że osiedlowe delikatesy są po prostu droższe niż supermarket.
Szukając innej metody pracy trafiłam na POMODORO, opracowana przez Francesco Cirillo. Nazwa wzięła się od kuchennego minutnika w kształcie pomidorka. :) Na czym polega?

jvlahcbxajs-deniz-altindas

Pracujemy w systemie 25-minutówek, po których następuje 5 minut przerwy. Banalnie proste, co? Jest jedna bardzo ważna zasada – w czasie tych 25 minut nie odrywamy się od zadania, pracujemy i skupiamy się wyłącznie na nim. U mnie oznacza to, że wyciszam telefon, żeby żaden facebookowy czy smsowy alert nie oderwał mnie od pracy, herbatę przygotowuję wcześniej, nastawiam minutnik i pracuję. Świadomość upływającego czasu motywuje mnie do szybkiego działania –  zamiast rozmyślać jak powinnam daną rzecz wykonać działam, bo chcę skończyć zanim upłynie czas. :)
Co jeśli potrzebuję więcej czasu na realizację niż 25 minut? Dzielę zadanie na dwa albo 3 pomidorki. Dlaczego nie pracuję w ciągu, żeby szybciej się z czymś uporać? Bo spada mi motywacja, po pewnym czasie moja uwaga rozprasza się, a myśli wędrują swobodnie po domu.
A tak, po 25 minutach efektywnej pracy robię sobie przerwę, przygotowuję nową herbatę, czasem do kogoś zadzwonię lub zjem kostkę czekolady i znów jestem gotowa do pracy  (a w głowie mam, że już tylko 25 minut i zadanie będzie można skreślić z listy!).
Są oczywiście zadania, na wykonanie których nie potrzebuję aż 25 minut – łączę je wtedy w grupy i wykonuję w jednym pomidorku.
Trzeba pamiętać też, że po mniej więcej 4 pomidorach zrobić sobie dłuższą ok. 30 minutową przerwę. :)
Więcej o tej technice możecie przeczytać na oficjalnej pomidorowej stronie.

Słyszeliście o pomidorkach? A Wy jaką metodę w pracy stosujecie? :)

Zapisz

Zapisz

Continue Reading

życie prywatne

Ekspresowe DIY. Prezent na ostatnią chwilę.

By on Styczeń 19

Czasem jest tak, że o ważnym święcie zapominamy w natłoku spraw do załatwienia (o tym, że przypomnieć może nam bullet journal pisałam post wcześniej!;)) i zapominamy przygotować prezent dla świętującego. Przygotowaliśmy dla Was post o ekspresowym DIY, które na pewno chwyci za serce nie jedną babcię czy ulubioną ciocię, a jednocześnie nie jest łapaczem kurzu.

Potrzebna nam będzie bawełniana torba na zakupy – można ją kupić w prawie każdym większym markecie lub uszyć samodzielnie tak jak ja. Do tego odrobina akrylowej farby, pędzelek i dwie pulchne, kochane łapki chętne do pomocy.

Sprawa jest dziecinnie prosta, rączki malujemy farbą, odciskamy na torbie (pamiętajcie o włożeniu kartki do środka, żeby farba nie odbiła się też na drugiej stronie torby!) i zostawiamy na noc do wyschnięcia.

Przyznacie, że zajęcie proste i efektowne? A zamiast odbitych rączek można coś namalować czy napisać.

No bo komu nie przyda się ekotorba na zakupy? :)

IMG_20170119_183252

A żeby osłodzić babciom i dziadkom ten wyjątkowy dzień do torby możemy włożyć czekoladę z laurką od wnuczka.

 

A może chcecie, żeby pokazać Wam jak uszyć taką torbę?

*My o Dniu Babci i Dziadka pamiętamy, Tymek zawzięcie podśpiewuje nową przedszkolną piosenkę, której nauczył się z tej okazji. :)

Zapisz

Zapisz

Continue Reading