życie prywatne

Na dawne tory.

Marzec 16

Powoli czuję jak rozlazłość odchodzi w zapomnienie, a my wracamy z wielką mocą na dawne tory.
Wszystkie weekendy do końca kwietnia mamy zaplanowane, aktywnie, rodzinnie (bo inaczej czasu nie spędzamy) i mam nadzieję przyjemnie.
Cieszy mnie to, że kalendarz zapełniony. Cieszy podwójnie. Bo wiem, że żyję i że to co robię ma sens.
A po drugie dlatego, że złe proroctwa się nie spełniają i z dzieckiem można być aktywnym. Nie trzeba go na tydzień wysyłać do babci żeby się realizować i być szczęśliwym.
Wiadomo, teraz już nie jest tak spontanicznie, więcej wysiłku nas to kosztuje, ale z drugiej strony tak już po prostu będzie.
W głowie siedzi marzenie o większym autku, żeby było sprawniej, ale skoro na razie funduszy brak, to kombinujemy jak się da. ;)
Czujecie wiosnę między wierszami? Bo ja zdecydowanie! ;)

Wypiłam dziś koktajl truskawkowy. Pyszny był. Cały sezon nie jadłam truskawek, bo Tymisiek był mały, nie chciałam mu zaszkodzić. Mądre to było? Chyba nie. Ale słabo się jeszcze znaliśmy… ;)

Tymek chrupie w tle żebrowafelka. Znacie żebrowafelki? To takie wafelki, które dziecko wyłudza wzrokiem od pani sprzedawczyni… ;) Albo jak w tej sytuacji rodzice wyłudzają, żeby dziecko dało wypić koktail w spokoju. ;)
Oczywiście pytamy o cenę wafelka. Dziś pani powiedziała, że one nie mają ceny, więc będzie za darmo… ;)

Wyklarowała nam się też sytuacja z urodzinami Tymka, wiemy kto będzie, a kto nie, więc mogę zacząć coś planować. Bała też kolejna próba dmuchania świeczki.
Dziś tata Tymka ma urodziny, więc skorzystaliśmy z okazji. Ale poszło mu troszkę gorzej niż ostatnio. ;)

A w tym tygodniu biorę się za swoją formę. O.