Olsztyn | życie prywatne

Namieszało nam się.

Marzec 22

 Wiosnę poczuliśmy, potrzeba zmian uderzyła ze zdwojoną siłą i namieszaliśmy.
Nie wiem, czy ktoś zaglądał tu w ostatnim czasie, ale rządni przygód włączyliśmy dynamiczny szablon.
Miało być fajnie, wyszedł nieczytelny misz-masz. Wracamy do starej wersji, bez udziwnień, czysta forma.

Przez jakiś czas zastanawialiśmy się co z tym blogiem począć. Wiadomo – Tulanki.pl to firmowy blog, tu wątpliwości nie ma. Migdałowa mama to nasze rodzinne przygody. Czy jest jeszcze coś o czym możemy pisać tu?
Coś nam w głowie kiełkuje, klaruje się pomysł, mamy nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. :)

Dziś o tym, że pierwsze wrażenie bywa złudne.

Stąd widać prawie cały Olsztyn…

Jakiś czas temu szukaliśmy mieszkania. Powodów było kilka – mieszkaliśmy w kawalerce, a jeden pokój to bałagan zawsze na wierzchu… ;) do tego było to trzecie piętro (trzecie piętro niby nic, ale żeby na nie wejść trzeba było wdrapać się pod najbardziej stromą górę w Olsztynie. Całości dopełnili uciążliwi sąsiedzi (mieszkali na parterze, ale często było im po drodze do nas – najczęściej pod wpływem, a to pożyczyć pieluchę, a to w poszukiwaniu psa… Gdy dodamy do tego muzykę disco-polo od rana do nocy i głośne awantury, to na prawdę odechciewa się tam mieszkać).
Dla pełnego obrazu – mieszkanie było przestronne, sam pokój miał z 25 m! Do tego wielkie okna, w kuchni okno w dachu… Pięknie! No ok, może nie najpiękniej nie było, bo mieszkanie wymagało remontu… Ale cóż. Decyzja zapadła – wyprowadzamy się i kropka.
Nie zdążyliśmy się dobrze rozejrzeć, a trafiliśmy na mieszkanie powiedzmy znajomego. Długo się nie namyślając pojechaliśmy obejrzeć. Na moje nieszczęście pierwsze co zobaczyłam to widok z okna.
I przepadłam. Nie istotna już była kuchnia, łazienka, metraż…
Tak się na to mieszkanie nakręciłam, ze Tomek wiedział, że już nie ma odwrotu…
Dwa dni później podpisaliśmy umowę i dostaliśmy klucze.

Na początku euforia nowości przysłaniała mi widok na ciasnotę. Niestety z każdym dniem coraz bardziej duszę się tu… Za mało miejsca. Tak, mamy dwa pokoje, ale w ogólnym rozrachunku 12 metrów mniej. Tą różnicę czuć od pierwszego kroku. Bo robiąc drugi już jesteśmy w pokoju, a przy trzecim w kuchni i można powiedzieć, że jesteśmy w najodleglejszym kącie mieszkania…
Nigdy nie byłam perfekcyjną panią domu. Zawsze jakiś mniejszy (czasem większy) nieład mi towarzyszy. Taka jestem. Ale ostatnio stwierdziłam, że zupełnie mi nie zależy. Nie umiem w tych 4 ścianach zapanować nad chaosem. Dla motywacji oglądałam panią Rozenek. Coś tam pod jej wpływem sprzątałam.
Tak, lubię mieć porządek, ale w związku z tym, że w tym domu nie czuję się jak u siebie bałagan mnie zwyczajnie pokonał.
Ale odbiegłam od tematu. Niestety (albo i stety) w tym mieszkaniu mam poczucie tymczasowości.
A wprowadzając się w głowie pojawiła się myśl – może to już nasze ostatnie…? Może następne będzie już własne?
Teraz już wiem, że nie. Ukradkiem przeglądam oferty mieszkań, może coś fajnego się w końcu trafi?
A robię to ukradkiem, bo Tomek na myśl o przeprowadzce pewnie dostaje zimnych dreszczy… Po co go więc dręczyć…?

Jedyna ma pociecha to ten widok z okien, główny winowajca… Ale piękny jest.

A za każdym światełkiem człowiek stoi…