Tymko | życie prywatne

Czaruję rzeczywistość.

Kwiecień 12

Jest jak jest. Czasem ciężko, zarwana noc, Tymek domagający się całodziennego noszenia lub trenujący głos (piski jakby go przypalali żywcem…).
Czasem rozkosznie. Zdrzemniemy się dwie godzinki w ciągu dnia, budzi mnie z uśmiechem, obcałowuje, karmi wafelkami, wspólnie czytamy książeczkę o lisie, spacerujemy gawędząc o krzakach i gołębiach.

Proza i monotonia, a jednak kiedy się uśmiecha to jakby słońce mocniej świeciło.
Kiedy się nie uśmiecha mam ochotę wyć razem z nim. I po to czaruję rzeczywistość.
Tulę i kołyszę nucąc „już dobrze, dobrze już…”

Czasem mam wrażenie, że częściej mówię „nie wolno” niż „kocham cię”, a kiedy się zreflektuję powtarzam mu to milion razy do ucha.

Nauczył się przytulać do mnie. Kiedy ręce mdleją od słodkiego ciężaru i podaję go Tomkowi, Tymek wtula się we mnie i zaciska łapki na ramionach. Chociaż już ledwo go trzymam  to rozczula mnie i nowe siły
spływają…

Kiedy śmiejemy się z czegoś z Tomkiem Tymek uderza w śmiech razem z nami.

Teraz na topie jest zabawa w śmierdziuszki.*
Tymek leży na plecach. Stopy ma gołe. Bierzemy stopy w dłonie i wachamy, po czym głośno i dosadnie wyrażamy zdanie o „śmierdziuszkach” Na „o fuuu!” reaguje uśmiechem, „ale śmierdzą” wywołuje rechot, „ale śmierdziuchy” i po prostu zrywa boki.

*Tymkowa ciocia (lat kilka więcej niż Tymek) stwierdziła, że stopy Tymka w ogóle nie śmierdzą! :D