życie prywatne

Czwórka.

Kwiecień 16

Było tak. Jechaliśmy pociągiem, w przedziale dla podróżnych z dużym bagażem. Naszym przedziale, bo tylko w nim mieścimy się z wózkiem. Jak tylko wsiedliśmy przedział opustoszał. Trzech młodzianów z piwem pod kurtkami pokierowało swe kroki w stronę toalety. Nie ubolewałam.

Jedziemy, stacja pierwsza Tymek zadowolony, ogląda świat przez okna, gada.
Stacja druga – w miarę zadowolony, przez okna już nie wygląda, bo ręce mnie bolą od trzymania go w powietrzu. Gada, pokazuje wyposażenie przedziału oczekując nazwania wskazanych.
Stacja trzecia – dziecko wpada w irytację. Ratując sytuację kładę go sobie na kolanach i gilgoczę. W roześmianej paszczy mignęło mi coś białego. Pierwsza myśl – styropian! W te pędy ruszyłam na ratunek próbując tajemniczy przedmiot wyjąć. Skończyło się na niezłym ugryzieniu!
Miedzy stacją czwartą a piątą upewniłam się, że dziecku wyrosła czwórka!

Duma mnie przez cały dzień rozpierała, do tego cieszyłam się niesamowicie, że tak bezboleśnie poszło.
Bo wyszła nie wiadomo kiedy, w dniu kiedy ją ujrzałam była już zacnych rozmiarów. :)
A to wszystko miesiąc temu. Było to 8 ząb Tymoteusza.

No właśnie. 8. Były 4 jedynki i 3 dwójki. Doszła czwórka. Martwiłam się o tą brakującą dwójkę, dodatkowo dowiedziałam się, że u niektórych nie tworzą się zawiązki i w ogóle zęby nie wyrastają.

Kila dni temu wyszła brakująca dwójka. W bólach. Nie jakichś strasznych, ale widać było, że nie wszystko jest w porządku.

Od dwóch dni jest katastrofa. Gile do pasa, podły nastrój, histerie, zmęczenie. Dziś Tomek wypatrzył drugą czwórkę. 10 ząb. I pierwszy, przy którym aż tak się Tymulo męczy. I mnie męczy. Ale połowa mleczaków już za nami.

I tylko obawiam się czy któryś z sąsiadów nie zadzwoni na policję, bo przy czyszczeniu noska Tymek odstawia takie sceny, że głowa mała. Ryk niesamowity na sam widok fridy, no i niestety „do zabiegu” potrzeba nas dwoje. Macie jakiś patent na to?