życie prywatne

Deadline.

Kwiecień 23

Jest tak jak zawsze w moim życiu. Zbliża się nieubłaganie termin, od którego nie ucieknę, powinnam spiąć pośladki i wziąć się ostro do pracy.

A ja wymyślam sześć milionów innych istotnych zajęć, żeby tylko odwlec szycie. Chociaż lubię to robić. Ale nie lubię pracować pod presją terminów…
Na święta mieliśmy jechać tylko na jedne dzień, spędzić popołudnie z rodziną, a resztę miałam pracować.
W końcu w Ostródzie znaleźliśmy się już w sobotę rano, a pobyt przeciągnął się do wtorku wieczorem.
Oczywiście nic nie zrobiłam, bo święta, bo warto odpocząć… ;)
A! Nie. Podpisałam super-hiper ważną umowę we wtorek, więc pół roku znów mam spokojne.

Dziś był dzień szczepienia. Odroczone tymczasowo.
Pisałam, że Tymowi idzie czwórka. W święta namyśliły się kolejne dwie. Ewidentnie jest mu źle. Lekko gorączkuje, kataru nie nadążamy wycierać, humor nie dopisuje.
Pediatra uznała, że nie ma co go męczyć jeszcze wirusami.

Za to śpi w dzień dłuuuugo. Rano całe 3 godziny. Popołudniu jeszcze godzinka. Rekordy bije normalnie.
Za to u rodziców spało mu się słabo, może odsypia?

Chodzić nie chodzi. Przy meblach zasuwa od dawna, stać sam potrafi. Ale kroku nie zrobi.
Presji nie mam, jak będzie gotowy pójdzie. Gdzies wyczytałam, że ma czas do 18 miesiąca, a dziś learka powiedziała, że do 15 powinien się nauczyć. No nic. Zobaczymy.

A! I pomiary zostały dokonane.
Wzrostu całe 76 cm, waga 9,8 kg. Kawał chłopa. ;)