Olsztyn | uszyłam

Bluzkę sobie uszyję!

Maj 4

Z tą myślą powitałam sobotę. Plan Tomkowi nakreśliłam, dobry mąż przystał na mój plan.
A potem okazało się, że idziemy na spacer. Po lody. No i Tymek zasnął, więc jeszcze rundka po parku, o i targi po drodze. I tak minęły 2 godzinki… Nic to do wieczora jeszcze czasu sporo.
Szybki obiad i się biorę! A! Zaraz dziś miałam gołąbki zrobić… A tak mi się nie chce… No może spontaniczny grill u Marka? W sumie czemu nie i tak wiedziałam, że tej bluzki nie uszyję… ;)

Objedliśmy się grilowanymi pysznościami, pooddychaliśmy wiejskim powietrzem, pobawiliśmy z jamnikiem sąsiadki. Do domu wróciliśmy padnięci. Tymek zasnął nie wiadomo kiedy, myślę sobie noc jeszcze taka młoda, bluzka ma tylko 4 elementy, dam radę!

Po pokonaniu trudności z przytarganiem maszyny z pracownio-sypialni, odnalezieniem papieru do wykrojów, znalezieniem w gąszczu burdowych szlaczków tych właściwych samo szycie było już pikusiem!
Rach ciach i gotowe. 21.30 a ja z dumą wciągam ją na kark…
I co? Wyszła mi sukienka w stylu Kelly Familly. Rękawy tak szerokie, że mogłabym na moje wcale nie chude uda wciągnąć. Długość sukienki sugerowałaby przeznaczenie kościelne, grzecznie za kolano, workowata forma… Gdyby nie dekolt sięgający prawie pępka…

A jeszcze dodam, że wycinając plecy zagadałam się z Tomkiem zapominając o zapasie na szew i szyłam z trwogą czy się zmieszczę…!

Mówię sobie ok. Mam bazę, gorzej być nie może, czas na eksperymenta!
Rękawy zwężałam 4 razy. Całość tylko 3. Wyszło lepiej. Całkiem zacna koszula nocna. Skróciłam z długości, o zaczyna mi się podobać! Szkoda tylko że wisi jak worek.
Ha! Słyszałam kiedyś o zaszewkach! Strzelę sobie takie! (Nigdy tego nie robiłam, ale przecież do odważnych świat należy).

Wszyłam pierwszą biustową, nawet Tomasz dostrzegł poprawę. Szyję drugą. I tu poniosła mnie fantazja, bo z rozpędu wszyłam sobie jeszcze na plecach. Przód rewelacja! Dopasowało mi się wszystko tam gdzie powinno, dumna prezentuję się mężowi… Aż tu nagle w oknie widzę swoje odbicie – garb jakiś na plecach mi urósł. W sumie co się dziwić, nad maszyną pochylam się, to i plecy garbate…
Zerwałam z siebie podróbkę koszuliny, patrzę garba nie ma! A to ci wredne zaszewki – taką mi zemstę przygotowały?
Wyprułam! Uf. Północ dochodzi…
Za tu jeszcze coś z tym dekoltem trzeba zrobić… W burdzie pisali coś o pliskach ze skosu, pora już za późna na konsultacje z teściową, o co im w tej gazecie chodzi. Wycięłam sobie paseczek i doszyłam po długości. ukontentowana skończyłam kilka minut po północy! Czyli plan sobotniej bluzki zrealizowany!
I teraz uwaga. Będą efekty zdjęciowe.