rodzinnie | wyjazdowo

Podróż sentymentalna.

Czerwiec 14

Mieliśmy dziś przyjemność odbyć sentymentalną podróż do miejsca, w którym się poznaliśmy. No prawie.
Ok. W okolice miejsca, w którym się poznaliśmy. :)
Osiem lat temu pojechałam na kurs drużynowych. On też. Ja jako uczestnik, on był kadrą.
Na początku uznałam go za starego dziada, potem trochę się go bałam, w oko wpadł mi ktoś inny…
Pomagał mi odrabiać wieczorne prace domowe. Nawet go polubiłam. Po wspólnie spędzonych dwóch tygodniach zapytał o numer telefonu. I tak się zaczęło.
1 sierpnia mnie dokładnie osiem lat. Niesamowite! A zważywszy na fakt, że nikt nie wierzył, że coś z tego będzie to wręcz niebywałe!

Ale nie będę się dziś dłużej roztkliwiać. Na wycieczkę pojechaliśmy do Fromborka.
Przywitał nas łzą wzruszenia, że my wciąż tacy młodzi i piękni, a może rzewnie płakał, że tak rzadko go odwiedzamy? W każdym razie lało, wiało i prawie głowę urywało.

Rzuciliśmy więc tylko okiem na Wzgórze Katedralne.

Pan na włościach, Kopernik stoi i wita od progu:

Teraz miał być czas na świeżą rybkę, ale moich ulubionych nie było, więc odpuściliśmy.
Za to wybraliśmy się do portu. Tymko zafascynowany oglądał jachty, łódki i łódeczki spod mojej kurtki:

Fale rozbijające się o brzeg czarowały…

I tylko „główki portu sennie mruczą do widzenia…”!

Bardzo przyjemnie było wrócić do tego miejsca i do chwil sprzed lat…!