życie prywatne

Chodzą pogłoski…

Wrzesień 4

że realne życie wciągnęło nas na tyle, że zapomnieliśmy o naszym blogowym światku.
Nie od dziś wiadomo, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy.

Gdzie byliśmy jak nas nie było? Trochę tu, trochę tam. Odwiedziliśmy wiele pięknych miejsc, uczestniczyliśmy w doniosłych wydarzeniach, czasem ze smutkiem pochylaliśmy głowy nad zastaną sytuacją.
Ot codzienne życie.

Ale nadchodzi jesień, wszystko zwalnia… Na szczęście i my wytracamy prędkość – przed nami ostatnie jarmarki, a już za chwilę weekend będzie oznaczał spokojne popołudnie w fotelu i z książką.

Wrzesień to dla nas miesiąc nowego początku. (Chyba jeszcze przyzwyczajenie ze szkoły!). Porządkujemy mieszkanie, pozbywamy się niepotrzebnych przedmiotów, robiąc miejsce na nowe skarby.
Wyciągnęłam już z czeluści szafy ciepłe skarpety. Wydziergane przez moją babcię.

Jesień to też czas zadumy. Nad upływającym czasem, przemijaniem, stratą bliskich…

Gdzieś głęboko wciśnięte pamiątki, stary koc niosący wspomnienie dziadka, nietypowa igła do haftu od babci. Ciepłe skarpetki, czy rower w korytarzu. Zdjęcie, które nie wiadomo dlaczego nagle wypada z półki…

Okruchy, cichy szept – jesteśmy, czuwamy.
Żal w sercu, że w tych ostatnich dniach zabrakło mi odwagi na spotkanie, uścisk ręki… Ostatnie wymienione słowa.
Czas leczy rany?
Nie wiem. Wraz z ich odejściem przyszło zaskoczenie. Ale jak to? Już? Tak po prostu?
Nie było we mnie zgody. Ani pogodzenia. Zwykła myśl, że ja tu u siebie, a oni tam zabiegani. Za działką, zakupami, kościołem.

Ostatnio ocieram się o myśli. Że nie ma nic. Została pustka. I ten rower w korytarzu. Ciepłe skarpetki…