firma | rodzinnie | tulanki | Tymko

Mama w domu.

Październik 22

Byłam bardzo szczęśliwa wiedząc, że mój urlop macierzyński nie będzie się wiązał z powrotem do pracy na przepisowe osiem godzin. Cieszyłam się, że będę mogła spędzać czas z moim dzieckiem, że nie będę musiała go codziennie oddawać do przechowalni. Mogłam sobie na to pozwolić dzięki Tulankom. I mojemu mężowi.

Dzięki temu, że mnie wspiera w każdej decyzji, że ufa, że jest.
Minął pierwszy rok. Równolatki Tymka trafiły pod opiekę instytucji państwowych i prywatnych. My spędzaliśmy czas we dwoje (a w weekendy we troje!). Tak się cieszyłam, że nie musimy się rozstawać, że zapewniam mu to co najlepsze!
Koleżanki zasiały we mnie dziwne myśli. Te koleżanki, które wróciły na etat. Ich dzieci w żłobku tak wspaniale się rozwijają, zawierają nowe znajomości, opanowują umiejętności na miarę trzylatków i w ogóle same achy! Do tego mamy takie dzielne, pracują po osiem godzin, zmęczone wracają do domu, ale jak to prawdziwe heroiny stoją jeszcze godzinę przy garach, by wykarmić rodzinę, potem rundka z odkurzaczem i mopem. Może znajdzie się jeszcze chwila na zajęcie się dzieckiem i pada zmęczona i umęczona swoim bohaterstwem. Z kanapy rzuci mi zdziwione spojrzenie: „Czym Ty możesz być zmęczona? Przecież siedzisz cały dzień z dzieckiem w domu!”.
Może i racja. Coraz bardziej w głowie drążyłam ten temat. Może powinnam zapisać Tymka do żłobka, może zabawy, które mu proponuję nie są zbyt rozwijające, w końcu nie skończyłam pedagogiki, nie znam się na dzieciach. Może powinnam iść gdzieś do pracy, być jak moje „dorosłe” znajome?
Z głupiego myślenia o żłobku wyrwały mnie równe babki z grupy o Rodzicielstwie Bliskości. Upewniły mnie w tym, że najlepsze co mogę teraz Tymkowi dać to moja obecność. Żadne żłoby, klubiki nie dadzą mojemu dziecku bliskości. Na rozwijające zabawy wybierzemy się od czasu do czasu na zajęcia dla takich maluchów jak Tymek, po inspirację i kontakty z rówieśnikami.
Wróciła sprawa pracy. I tu sama doszłam do mądrego wniosku. Przecież ja mam pracę! Pracuję dużo. Najczęściej nocą, kiedy Tymek już smacznie śpi. Zarywam noce, żeby skończyć jakiś projekt, odpisać na maila, wysłać fakturę czy ogarnąć nadchodzący jarmark. Połowa weekendów w roku to praca. Na szczęście możemy spędzić ten czas całą rodziną często również świetnie się bawiąc, ale przecież nie będę sobie z tego powodu robić wyrzutów. Nie wiem skąd wzięło się we mnie poczucie nic nie robienia.
Czy miały na to wpływ osoby trzecie, niezadowolone ze swojego życia, chcąc obrzydzić mi moje?
Zawsze będę powtarzać, że każdy jest kowalem swojego losu. Ja mam to szczęście, że mogę być pełnoetatową mamą i pełnoetatową szefową (na razie samej siebie, ale wkrótce…!). Kocham to co robię, nie budzę się z myślą „o nie! znów poniedziałek”, wciąż się rozwijam i mam jeszcze czas na hobby.
Jestem po prostu najlepsza.