tu i teraz | życie prywatne

Tu i teraz – listopad

Grudzień 2

Listopad upłynął mi pod znakiem kreatywnego wyzwania foto, wytężonej pracy zawodowej i wsłuchiwania się w swoje ciało. No dobra, trochę też jęczenia i zrzędzenia. Ale w 8 miesiącu ciąży już miałam prawo, nie? ;)

Czuję się…

wielka! Brzuch wystaje mi jak piłka, ciężko założyć buty, a skarpetki to już dramat! Czuję się też gotowa. Przez chwilę trwał we mnie lęk, że coś mi się stanie podczas porodu, miałam kilka dni na prawdę czarnych myśli, jak sobie chłopacy ewentualnie poradzą beze mnie z noworodkiem, a każda myśl o Tymku powodowała wezbranie łez pod powiekami! Ale na szczęście to było krótkotrwałe czarnowidztwo, teraz jestem już zwarta, gotowa i trochę nawet podekscytowana.

 

Jednocześnie jestem zmęczona, ale tak fizycznie, na myśl o nocy mam lekkie mdłości – budzę się w okolicach pierwszej w nocy i zaliczam dwie, trzy bezsenne godziny. Do tego Tymek ma ostatnio problemy ze snem i wędruje do naszego łóżka czasem w okolicach drugiej, czasem czwartej nad ranem, a dzień zaczyna po 5… W dzień staram się trochę odpocząć, ale wiecie jak się odpoczywa z małym dzieckiem…

Chciałabym…

żeby poród zaczął się spontanicznie, ale w domu. Bo lekko się stresuję, że wody mi odejdą na podwórku, a przy tych temperaturach to jeszcze wilka złapię! ;)

Jestem wdzięczna za…

to, że wszyscy są teraz chętni do pomocy! Ostatni tydzień listopada mama Tomka dzielnie spędziła opiekując się Tymim, bo się rozchorował, a pediatra zaleciła izolację ode mnie, weekendową opiekę przejęła moja mama, tata z Tokmiem remontują nasze mieszkanie, bo zalewał nas sąsiad z góry, a potem poprawiła jeszcze sąsiadka, której pękł kaloryfer, żartowałam, że tego dnia brakowało tylko, żeby wody mi odeszły do pełnej powodzi! ;)

Jestem bardzo wdzięczna moim Dziewczynom, szczególnie Oli i Karolinie, bo ratują z opresji, dzwonią i wspierają w kryzysowych momentach! Dziewczyny! Stawiam różowe wino jak tylko będziemy mogły je wspólnie wypić! ;)

Uczę się…

angielskiego. Pan K. z mojej szkoły mnie zmotywował do odświeżenia języka i stwierdzam, że robię to z wielką przyjemnością. Codzienne 15 minut to może nie wiele, ale liczę na to, że regularność wejdzie mi w krew i niedługo większość językowych luk się wypełni.

Cieszę się…

z wielu spraw! Ogólnie jestem dość pogodna, cieszę się życiem i tym co mnie spotyka. Cieszę się, że wyprawka mojego maleństwa jest ogarnięta. (Aaaa! wiecie, że nie mamy wanienki? Hahaha, zupełnie nam ta kwestia z głowy wypadła, a co pojedziemy na zakupy to zapominamy ją wziąć ze sklepowej półki – już nawet wielka kartka wisi na lodówce).

Cieszę się, że przede mną już tylko maksymalnie jakieś 20 dni zastrzyków z insuliny! Niby nic, głupotka, bo co to zrobić sobie zastrzyk, nie? Ale jakiegoś takiego pecha mam, że prawie codziennie trafiam w jakąś żyłkę i uda mam całe w siniakach.

 

Pracuję nad…

zmotywowaniem dziecka do opuszczenia brzucha, zachęcam je, afirmuję, opowiadam jaki piękny jest świat, ale chyba muszę jeszcze poczekać. ;)

Listopad jak już wspomniałam to był kreatywny zdjęciowo miesiąc – udało mi się zrealizować wszystkie tematy wyzwania, powstała też cała masa książeczek. :)

Tęsknię za…

spaniem! Spaniem na brzuchu, spaniem nieprzerywanym pobudką, spaniem wygodnym… Ot marzenia ściętej głowy patrząc w przyszłość z niemowlęciem… ;)

Czytam…

Świąteczne książki wydane w 2017 roku. Nie będę się nad nimi teraz pochylać, bo planuję w grudniu jeszcze osobny post z polecajkami. :)

 

Czekam na…

decyzje lekarzy kiedy powitamy maleństwo. Bo nie są zgodni w tym temacie, każdy ma inną wizję, a najlepsze jest to, że diabetolog twierdzi, że ma decydujący głos, ginekolog oczywiście uważa inaczej! ;)