tu i teraz | życie prywatne

Tu i teraz – październik

Listopad 1

Mój ulubiony miesiąc właśnie się skończył. Był bardzo dobry dla mnie. W szkole czuję się jak u siebie, zawodowo wszystko dobrze się toczy, dzieci rosną na szczęśliwych ludzi. Czego chcieć więcej? :)

Czuję się…

z jednej strony super – rozpiera mnie energia, kreatywność osiąga wyżyny, a z drugiej fizyczne ograniczenia mocno dają w kość. Po ośmiu godzinach w szkole plecy wołają o pomstę do nieba, każdy spacer to zadyszka i lekkie skurcze. Na szczęście już bliżej niż dalej.

Chciałabym…

Zjeść ptasie mleczko! I przespać całą noc! I żeby był już grudzień… :)

Jestem wdzięczna za…

ludzką życzliwość, tak po prostu – przepuszczenie w kolejce, ustąpienie miejsca w tramwaju, podanie produktu z górnej półki w sklepie. Mówi się tyle teraz o znieczulicy ludzi – i to jest fakt, ludzie przepychają się w wejściu do autobusu, udają, że nie widzą wielkiego brzucha ciężarnej kobiety, awanturują, że ktoś przepuścił staruszka w kolejce. Ale coraz częściej spotykam się z przejawami ludzkiej życzliwości, więc właśnie za to jestem wdzięczna.

Uczę się…

poskramiać nerwy. Hormony we mnie szaleją, więc albo krzyczę albo płaczę w kącie. Wkurzam się o wszystko i na wszystkich. Uczę się też przeprosić za taką wredność, ale to trudna nauka… Szczególnie wtedy kiedy hormony znów przejmą kontrolę. ;)

Cieszę się…

że moje maleństwo w brzuchu rośnie zdrowo. Pierwsza ciąża była powikłana, w drugiej nie lepiej, a przy tym większa świadomość ile rzeczy mogłoby pójść nie tak. I chociaż mam cudowną panią doktor, która świetnie rozładowuje napięcie, to przed każdą wizytą czuję się psychicznie rozbita. Wczoraj moja wizyta opóźniła się o prawie 4 godziny, z gabinetu wyszłam o 21, ale cały ten stres nie ważny, kiedy wiem, że dziecko ma się dobrze. :)

 

Pracuję nad…

kilkoma projektami firmowymi, kolekcją ubrań do karmienia piersią w ramach zaliczenia szkoły, dwoma fajnymi projektami blogowymi, pracuję nad tym jak się nie nudzić w łóżku. ;)

Tęsknię za…

ludźmi, za spotkaniami w większym gronie, jakąś imprezą (nawet taką z dziećmi). No ale chyba będę musiała jeszcze troszkę potęsknić, bo z powodu przywiązania do łóżka na większe grono nie mam co liczyć.

Czytam…

Reportaż Pawła Reszki „Mali bogowie”. I to jest książka, którą czytam w kolejkach do lekarzy, można by pomyśleć, że dodatkowo się katuję, a ja właśnie nie – odbieram ją odwrotnie – pozwala mi być bardziej empatyczną wobec gburowatych czy oschłych lekarzy, których spotykam w gabinetach. Straszny i smutny to obraz polskiej służby zdrowia, ale polecam każdemu.

a przeczytałam „Prokuratora”, miał być kryminał, był raczej harlequin, ale czytało się go szybko, myślę, że za chwilę wezmę się za kolejny tom autorki, żeby zweryfikować ten cud objawiony (jak można przeczytać w internetach).

 

Czekam na…

grudzień, ale ile o tym można jeszcze pisać, nie? ;) Czekam na komodę, żeby ogarnąć sprawę wyprawki niemowlęcej. Czekam na niedziele – bo aż do świąt będę miała dla Was fajne wpisy. :)

Zapisz

Zapisz