imprezy | Tymko | życie prywatne

Przyjęcie urodzinowe czterolatka z Psim Patrolem.

Kwiecień 19

W tym roku Tymek pierwszy raz zarosił na swoje przyjęcie koleżanki i kolegów. Od początku wybrał motyw przewodni – Psi Patrol, swoją ulubioną bajkę. Przysporzyło mi to na początku zmartwień, bo jak zorganizować fajnie przyjęcie w psim klimacie? ;)

 

Ale rozpisaliśmy plan, obmyśliliśmy dekoracje i poszło nam całkiem nieźle.

 

Miejsce

Pierwsza myśl – nasze mieszkanie. Jednak po zeszłorocznych urodzinach (15 gości) wiedzieliśmy, że to nie jest dobry pomysł. Żeby pomieścić wszystkich w ubiegłym roku wystawiliśmy wszystkie meble z salonu, a ustawiliśmy dwa długie stoły. Miejsca do zabawy już nie było.

Na plener chyba na początku kwietnia jeszcze za zimno.

Doskonałym miejscem okazało się Studium Rozwoju Osobistego. Wielka sala do dyspozycji dzieci, mniejsze pomieszczenie, w którym rodzice przy stole mogą zjeść ciasto i wypić kawę i obserwować pociechy, dostęp do kuchni. Rozwiązanie idealne!

Menu

Dzieci. Jedzenie. Żelki i chipsy? Nie… Chciałam żeby było smacznie, kolorowo, ale i możliwie zdrowo.

Kolorowe galaretki, minimuffiny, cakepopsy (ciastowe lizaki), chrupki kukurydziane, jabłka, marchewki i popcorn.

Wszystko zgrane kolorystycznie i estetycznie podane. No i oczywiście król stołu – tort z motywem przewodnim.

Dla rodziców upiekłam dwa ciasta – mech ze szpinakiem i klasyczne ciasto czekoladowe. To pierwsze rozeszło się w mgnieniu oka. :)

Dekoracje

Tu nie szalałam za bardzo – oprócz „candy baru” przygotowałam mini ściankę z bohaterami Psiego Patrolu.

I dekorację na drzwi Studium, ponieważ większość gości była tu pierwszy raz. Ach, no i piniatę też mogę zaliczyć do dekoracji w sumie.

 

Atrakcje

Żeby zdjąć sobie z głowy chociaż jeden obowiązek zdecydowaliśmy się na animatora. I to była dobra decyzja. Bo mięliśmy okazję porozmawiać z rodzicami (niektórych poznać :)). Dzieci miały zapewnione różnorodne zabawy.


Największą furorę zrobił dmuchany zamek, który rozpoczął całe przyjęcie. Wielkie bańki dmuchane, w których animatorka zamykała dzieci to też był szał. I rozbijanie piniaty, z której na końcu wypadły cukierki. :)

 

Czy było warto?

No jasne! Tymek mimo upływu dwóch tygodni dzień w dzień wspomina urodziny! Ta dziecięca radość na twarzach wszystkich gości była nie do przecenienia. A przy tym odkryłam, że sprawia mi ogromną przyjemność organizowanie takiej imprezy, planowanie wszystkiego, przygotowanie dekoracji. Byłam w swoim żywiole!

 

Zdjęcia: Mateusz Kopacz Studencka Agencja Fotograficzna Jamnik

Lidia Dzwolak ToJa!

 

Zapisz

Zapisz