życie prywatne

Co ty robisz?

Marzec 17

Zawsze należałam do osób szczupłych, nie byłam przesadnie chuda, taka normalna. Nie robiłam też nic szczególnego, żeby taką pozostać – ot moja natura.

Niestety z wiekiem to się zaczęło zmieniać. Trochę tyłam, potem chudłam, potem zaszłam w ciążę i po porodzie ekspresowo schudłam – patrząc na zdjęcia sprzed 4 lat sama nie wierzę! Moja waga w miarę się trzymała, mimo, że jadłam bez opamiętania (w tym baardzo dużo słodyczy). Aż tu nagle (haha) przestałam karmić, a kilogramy tłuszczu, zaczęły obrastać moje ciało. Ale wiecie, to się dzieje niezauważalnie, powolutku, aż pewnego dnia wszystkie ubrania są za ciasne.

 

I chociaż patrzyłam w lustro, to widziałam siebie dawną, nie tą pulchną. Pierwszy raz zobaczyłam siebie prawdziwie kiedy uszyłam sobie sukienkę na miarę – no na wieszaku namiot – rzekłabym wręcz, że NS!

Zaczęłam się sobie baczniej przyglądać i o kurcze! Co ja ze sobą zrobiłam! Waga wskazuje taki wynik, że trwam w szoku. Nie, nie kokietuję teraz i nie chcę słów, które mają mi poprawić nastrój – „wcale tak źle nie jest”, „oj, przesadzasz”! Potrzebuję raczej kopniaka motywacyjnego – ale wiecie, takiego bez złośliwej nuty! ;)

Co zmieniam?

Już od ponad miesiąca nie słodzę napojów (a to u mnie duży krok), staram się maksymalnie wyeliminować napoje gazowane (tak, czasem wypiję małą coca-colę), dużo częściej na kolację jem zielone sałatki zamiast tych ziemniaczano-paprykowych (potocznie zwanych Lays’ami).

Dziś pierwszy raz poszłam biegać. Nie powiem, było mi okropnie ciężko, nawet łzy mi popłynęły ze zmęczenia. Ale czemu się dziwić po tak długim okresie lenistwa?

 

Wiem, że będzie lepiej, bo grunt to zobaczyć problem. Trzymajcie za mnie kciuki!

Zapisz