życie prywatne

Nieodkryty potencjał.

Marzec 18

Całkiem niedawno przeżywałam wewnętrzny kryzys. Rutyna, brak jasnego celu na najbliższe miesiące, kiepskie perspektywy rozwojowe. Takie myśli krążyły mi po głowie. Czułam, że stoję w miejscu, a może nawet cofam się. Ten stan wywoływał we mnie ogromną frustrację, często popłakiwałam w samotności, bo nawet nie potrafiłam bliskim wyjaśnić co się ze mną dzieje.


Aż pewnego dnia usiadłam z kartką i ołówkiem w ręce i zaczęłam te złe myśli spisywać. Przedzieliłam kartkę na połowę i po drugiej stronie wypisywałam możliwe rozwiązania problemów. Oczywiście nie na wszystko znalazłam rozwiązanie, ale zaczęłam odczuwać satysfakcję, że chociaż nad kilkoma sprawami będę w stanie zapanować. W tym czasie zaczęłam pracować z bujo – porządkował moją codzienność, więc kolejne poczucie porażki (związanej z poczuciem, że domowe obowiązki mnie przerastają) zwyciężone.
Nauczyłam się gospodarować czasem, efektywnie rozdzielać obowiązki na kolejne dni, uzyskując tym samym czas dla siebie, chwilę oddechu, którą przeznaczam na małą przyjemność. To czytanie, leżenie w wannie czy nawet bezsensowne scrolowanie fejsa.
Do przedszkola Tymka mam ok. 20 minut spaceru w jedną stronę (idąc sama), ten czas wykorzystuję na słuchanie podcastów. Aktualnie najbardziej interesują mnie te marketingowe, bo uczę się jednocześnie dotleniając organizm (droga do przedszkola wiedzie prawie w całości przez park! :)).
Jeszcze niecały miesiąc temu powtarzałam wszystkim naokoło, że jestem internetową ciamajdą, która nie umie zmienić nawet szablonu na blogu. Ale życie kazało mi zrewidować te poglądy. Stworzyłam nowe miejsce w sieci, które oczywiście, wymaga dopracowania, ale stworzyłam je samodzielnie. Nie było łatwo. Koszmarnie trudno było mi rozgryźć te wszystkie kody, skróty, angielskie fachowe nazewnictwo. Ale dzięki samozaparciu, godzinom oglądania i czytania tutoriali każdego dnia powolutku posuwałam się kroczek do przodu. Na pewno okiem specjalisty będzie tam masa niedociągnięć, ale mnie już teraz rozpiera duma, bo wszystko zrobiłam sama. Chociaż samej sobie tyle lat wmawiałam, że nie potrafię.

Tak jest z każdą nową umiejętnością – na jakimś minimalnym poziomie zaczęłam ogarniać grafikę, nie używam do tego już painta, ćwiczę zawzięcie kaligrafię, uczę się nowych rzeczy, bo sprawia mi to frajdę i… pomaga w pracy. Udowadniam też sobie samej, że da się, że potrafię jeśli tylko  chcę.

 

Wokół siebie widzę spore grono osób, które bezradnie rozkładają ręce przed wyzwaniami. I puentują, że się do tego nie nadają i wolą komuś zapłacić za wykonanie usługi lub obejść się smakiem, zamiast zakasać rękawy i samodzielnie spróbować dojść do celu. Ciekawi mnie skąd w ludziach strach przed próbowaniem nowych rzeczy.

 

A czego Ty dziś nauczyłaś się nowego?

Ja zaliczyłam niesamowicie inspirujący kurs storytellingu i przygotowałam swoją pierwszą kombuchę. Pełną miłości. :)

 

 

Zapisz

Zapisz