ciąża

Leniwa sobota?

Luty 23

Dzień jakoś tak bez parcia, rozpoczął się chwilkę przed 11 (pomijam nocne spacery na sikanie), chłopaki poszli do piekarni po świeży chlebek na śniadanko – dawno mi tak śniadanie nie smakowało (może kwestia towarzystwa? ;)). Leniwa kawka i pączki i ruszyliśmy w miasto.
Odkryłam, że C&A zlikwidował albo przeniósł w jakieś tajemnicze miejsce dział z ciążowo-namiotowymi ubraniami, na jego miejscu lokując kolekcję XL, niby różnicy prawie nie ma, ale jednak jest. Pojechaliśmy więc piętro wyżej na niubornowe ubranka, ale przyznam, że dupy nie urywają – ani cenowo ani wizualnie, nie wiem czy wpływ na mój osąd ma szeroko zakrojona kampania blogowa KappAhla, ale ubranka stamtąd podobają mi się bardziej. (Jeśli jakaś bogata ciotka chce bezsensownie wydać trochę kasy, to nasz syn szepce mi w pępowinkę, że marzy o trampeczkach stamtąd, o takich:

bo matce rozum podpowiada, żeby się opamiętała ;)).

Następnie poszliśmy na Starówkę na Kroczkowe lody – ale jeszcze zamknięte… :( na szczęście na lodówce była kartka, że do 28 lutego nie czynne, więc liczę, że 1 marca sobie odbiję. Z braku laku skończyło się na koktajlach z greena i spacerowym tempem rozpoczęła się wędrówka do domu. 

Zdyszana i zziajana pokonywałam ostatnie schody a Tomek z S. i Ozem mknęli już w dół na spacer.

Zespołowo dokonaliśmy obiadu, ja się złapałam za ogórki i cóż. Lubię ocet. Lubię ten smak i zapach, nieco zaszalałam doprawiając ;) Ale ostatnio tak mam, albo wychodzi mi zbyt mdłe, albo zbyt octowe.

Pani S. napomknęła nieśmiało o torebeczce, więc od słów do czynów poszło szybciutko i sama jestem zaskoczona, że już i gotowe ;). Efekty zdjęciowe wkrótce.

Niby codziennie brzuszysko moje szanowne widzę, codziennie sapię i dyszę, ale codziennie zaskoczona jestem jak ciężko wciągnąć spodnie na tyłek. Już nawet o skarpetkach nie wspominam. A najbardziej się wkurzam, jak te nieszczęsne spodnie tył na przód założę – a zdarza mi się to ostatnio często…

Skończyłam wreszcie szydełkową firankę do kuchni. Fajnie się ją robiło, ale już mi się nieco dłużyło.
Tu serduszkowy detal, jeśli ktoś ciekawy to klikamy w Nasze niebieskie migdały ;)

Dłonie mi puchną ostatnio więc i robótki wszelkie jakoś tak słabo posuwają się w czasie. Ale cóż, takie ponoć uroki ciąży. Kolejny urok to sny – chore, ale przy tym zadziwiająco realistyczne.
Dziś np. śniło mi się, że pracowałam jako kelnerka z wielkim brzuchem i mega wielkich obcasach, za to Tomek pracował jako spinacz wózków w kerfurze. W tle rozgrywał się jeszcze dramat mieszkaniowy ;)

Usłyszałam w ogóle, że mój blog się fajnie czyta, fajnie to słyszeć, rośnie motywacja do pisania i  może wejdzie mi to w krew na tyle, żeby kontynuować go dalej po skończeniu wyzwania 101 w 101. :)

a i ciągle zapominam!
z całkiem ciekawych wyszukiwań ludzie do mnie trafiają, np:
poduszka cycki – czy to znak, że mam uszyć?
co musi mi dolegać żeby lekarz wystawił zwolnienie – mi dolega ciąża, ale nie wiem czy to satysfakcjonuje poszukiwacza ;)