ciąża

Bleee.

Luty 25

Bardzo źle śpię, jak uda mi się zasnąć w okolicach 1 jest dobrze, potem około 3 pobudka na siku, kolejna ok. 5.30-6. Niestety za każdym razem ciężko mi znów usnąć. Miotam się z godzinę w łóżku, rano czasem przysnę czasem nie. Nie chcę budzić Tomka bo musi iść do pracy, więc leżę i patrzę jak świta…
Dziś o 7 miałam już tak dość, że ryczeć mi się chciało. Wstałam przed ósmą i zrobiłam jajecznicę na śniadanie, Tomek zjadł i pojechał do pracy a przede mną wizja całego dnia. Próbowałam odespać, ale jak się kładłam to albo kręgosłup, albo brzuch świrował.
Zrobiłam więc megabałagan wyciągając szycie – w końcu za kilkanaście dni pierwszy jarmark. Tydzień później kolejny. Słabo mi idzie szycie, bo kręgosłup boli, no ale trzeba – pieniążki z nieba nie spadają…

Przez cały dzień udało mi się uszyć 3 sztuki. Lekka załamka. Dobrze, że mamy jeszcze jakieś zapasy z poprzedniego sezonu.

Mam problem z towarzyskością własną. Najchętniej uniknęłabym spotkań z ludźmi. M. miał wpaść wczoraj wieczorem na film, ale z ulgą przyjęłam wieści, że się nie wyrobił i jednak zostanie w domu.
W weekend byli u nas A. i S. i przyznam, że fajnie, że wpadli, nieco się rozruszaliśmy, ale przy nich żyliśmy sobie na luzie, jak z domownikami. A niestety z olsztyńskimi znajomymi nie jesteśmy na takiej stopie, żeby czuć się zupełnie swobodnie (no może poza M.). W reakcjach niektórych odczułam, że nie powinnam mieć prawa czuć się zmęczona, bo przecież cały dzień nic nie robię, że powinnam rzygać tęczą, bo przecież tak bardzo chciałam zajść w ciążę. Boję się, że ta olsztyńska garstka przez tą ciążę i moje humory się przerzedzi, ale z drugiej strony nie mam siły udawać jak się wspaniale czuję.
I nie ma co ukrywać – moje życie ogranicza się ostatnio do brzucha, więc nie ma się czemu dziwić, że to główny temat zaprzątający moje myśli. I doskonale rozumiem, że otoczenie słabo jest tym zainteresowane, więc rozmowy słabo się kleją.
i wracam do punktu wyjścia, że dobrze mi teraz w samotności. No dobra, lepiej mi z Tomkiem – chociaż on już też nie może mnie pewnie słuchać. Na szczęście ma 8 godzinny wentyl ;)

Dziś wyszedł mi post mocno marudny, ale zbliża się pora spania a mnie łapie coraz większy dół z tego powodu… :( Pocieszam się, że już tylko z 6 tygodni.