ciąża

Poszukiwania.

Luty 26

Wyżaliłam się i dziś jest lepiej. :)
Wyszłam dziś nawet samodzielnie po zakupy. Zajęło mi to co prawda z 1,5 godziny, pół przesiedziałam na przystanku, bo nogi mnie tak rozbolały, że już nie miałam siły wracać.
Dotleniłam się nieco spalinami, poobserwowałam znudzonych panów robotników (remontują teatr), nabrałam sił i ruszyłam do domu.

Odkryłam, że synuś po każdej szklance soku pomarańczowego ma czkawkę. :)
Ciekawe czy aż tak mu smakuje? ;)

A poszukiwania odnoszą się do szpitalnych koszul. Tanie są paskudne, ładne są drogie, a ja potrzebuję ich tylko na pobyt w szpitalu. W domu nie używam koszul nocnych i nie sądzę żeby mi się to po porodzie zmieniło. Więc chyba przeboleję paskudy i zdecyduję się na najtańsze. W szpitalu i tak nie życzę sobie wizyt, a lekarzy (chyba) grzeje w czym chodzę. ;)

Wiem, że mam jeszcze sporo czasu do porodu, ale chciałabym już mieć na liście wszystko odhaczone i spokojną głowę.

Dziś też udało mi się trochę poszyć i nawet wyszyły 4 sztuki ;) mam nadzieję, że tendencja zostanie wzrostowa. ;)  Puchną mi dłonie i ciężko takimi serdelkami operować, ale to chyba mam w genach, bo zadzwoniłam dziś do mamy się pożalić, a ona na to, że też tak miała ale jeszcze szybciej niż ja, bo od 5 miesiąca. Na wszelki wypadek zaniosę siuśki do badania przed wizytą u lekarza, bo teraz mi nie zlecił, a ja wolę mieć spokojną głowę.

Za chwilę wezmę ciepłą kąpiel, za radą O.m. wypiję napar z meliski i mam nadzieję mężuś mi plecki wymasuje, a ja szybciutko zasnę szczęśliwa ;)