gry planszowe | życie prywatne

Pochwała codzenności.

Sierpień 10

Adres zmieniliśmy. I metraż. I spokój ducha odzyskaliśmy.

Frazes, ale obijając się o siebie na tych naszych kilku metrach każde z nas było przytłoczone.

Owszem w kupie raźniej, ale czasem potrzeba świeżego powietrza.

W nowym domu mamy go pod dostatkiem i choć większość czasu spędzamy razem, to czasme każde z nas pozwala sobie na chwilkę samotności.

Tymek na przykład upodobał sobie łazienkę. Lubi też czasem zamknąć się od środka na zamek.

Myślicie, że płynnie przeszedł z „buntu dwulatka” w nastoletni okres buntu, a ja nie zauważyłam jak te dzieci szybko dorastają? ;)

Z zaakceptowaniem nowego mieszkania nie miał najmniejszych problemów.

Kiedy zdaża nam się przejechać obok starego adresu głośno woła: „Tu dom nie!”

A zapytany godzie mieszka z dumą odpowiada: Pana …dusza! (Pana Tadeusza).

Po 6 dniach od wprowadzki kupiliśmy lodówkę.

Czy Wy wiecie jakie to uciążliwe nie mieć lodówki? Pominę zimne drinki, lody i inne przyjemności. Codzienność bez lodówki to niezłe wyzwanie logistyczne – zaplanuj posiłki dla rodziny przy 30 stopniowym upale! W obawie o zatrucie zakupy robiliśmy w zasadzie 2-3 razy dziennie, bo nabiał, mięso – wiadomo!

Przynajmniej okolicę dobrze poznaliśmy.

Internetu w naszym domu wciąż brak – kolejna uciążliwość, bo nie spodziewałam się, że moja codzienność jest zdeterminowana dostępem do sieci.

Ot prosty przykład – aby kupić lodówkę musieliśmy w internecie poszukać adresu sklepów – przecież nie będziemy jeździć po całym mieście w poszukiwaniu sklepu z lodówkami. ;)

Zamówienia Tulankowe tymczasowo odwieszone na kołek, bo brak kontaktu z klientami.

O tym co dzieje się na świecie od kilku dni nie mam zielonego pojęcia – bo nawet radia w internecie słuchaliśmy. ;)

Jest plus braku internetu – mamy masę wolnego czasu! Mieszkanie wysprzątane, codzienne turnieje planszówek stały się naszym domowym zwyczajem, ilośc godzin na świeżym powietrzu wzrosła dwukrotnie (gdyby nie te straszne upały, to korzystalibyśmy jeszcze więcej). Widzę dużo plusów, aczkolwiek tydzień offline jest dla mnie wystarczający. (Ale operator uważa, że miesięczny detoks dobrze nam zrobi…!)

Na koniec zostawię Wam małą anegdotkę przeprowadzkową.

Spakowaliśmy nasz dobytek do meblowozu, sami w mazdę i wyruszyliśmy pod nowy dom.

Tam meble szybciutko wypakowane i co się okazuje?

Tomek myślał, że ja wzięłam klucze od nowego domu, a ja byłam pewna, że to on je ma.

Hahaha. Tomek pojechał pod stary adres, bo klucze zostały na szafce. Po godzinie wraca, kluczy brak! Pojechaliśmy razem szukać tych nieszczęsnych kluczy, bo meble na ulicy stoją…

Nie znalazły się! Po naradach telefonicznych i wielkich dwugodzinnych poszukiwaniach otrzymaliśmy zapasowe klucze… Nasze znalazły się dwa dni później. ;)

 

11118089_894250900638499_490681793_nfot. Wiktoria Korzeniewska