życie prywatne

Ręce do góry.

Marzec 31

Poniższe zdjęcie obiegło już chyba cały internet. Historia z nim związana poruszyła mnie tak bardzo, że cały dzień nie mogę przestać o nim myśleć!

Hudea

Na zdjęciu jest czteroletnia Hudea, której ojciec zginął w bombardowaniu w Syrii. Dziewczynka mieszka teraz w obozie dla uchodźców. Na widok fotografa z wycelowanym w nią aparatem podniosła rączki z przerażeniem… Myślała, że to wycelowany w nią karabin…

To zdjęcie mogło być zrobione w dowolnym miejscu na świecie targanym aktualnie wojną.

1684 km. Tyle dzieli Olsztyn od Doniecka. To prawie tyle samo co z Olsztyna do Zgorzelca i z powrotem. Mimo bliskości granicy wschodniej nie czułam się nigdy szczególnie zagrożona.

Wielokrotnie rozmawialiśmy z Tomkiem co w razie wybuchu wojny, ale wiecie, to zawsze były hipotetyczne rozważania w tej samej kategorii nierealności co „gdybyśmy wygrali w totka…”

Pierwsza myśl uciekać z Polski! To oczywiste – chronić życie Tymka i swoje. Ale… nie mamy oszczędności, jechalibyśmy dopóki wystarczyłoby nam paliwa w baku. Pytanie czy granice wciąż stały by dla nas otworem?

Druga myśl a co z rodzicami? Babcią? Zostawić ich tu na pastwę losu? A czy oni byliby gotowi rzucić wszystko i jechać z nami?

Nie znam świata wojny, nie chcę też aby i mój syn go poznał.

Pamiętam za to doskonale opowieści mojej babci – małej dziewczynki wspominającej ucieczkę do lasu przed żołnierzami, zsyłkę na Sybir… Jej historia skończyła się szczęśliwie – wróciła do Polski, założyła rodzinę i dożyła późnej starości.

Czy Hudea, Tymek,Towje dziecko mają na to szansę?