życie prywatne

Biegam!

Marzec 12

Ciężko mi samej w to uwierzyć, ale na prawdę zaczęłam biegać.

Nigdy nie byłam typem sportowca, zawsze wolałam statyczne zajęcia jak czytanie książek… Ale od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, że może to bieganie to fajna sprawa?

Moja siostra biega w półmaratonach, nasz kumpel ot tak rozrywkowo – dla sportu. Trochę ich podziwiałam za determinację, ale żeby samej się ruszyć? No bez przesady…

Aż poznałam Sylwię. Bardzo mi imponuje. Nigdy nie rozmawiałyśmy o bieganiu, podglądam jej fotki na Instagramie i to chyba był ten główny impuls.

Akurat w lidlu była promocja na buty do biegania. Objechałam całe miasto w poszukiwaniu różowych, wiedziałam, że w różowych butach to się uda!

Dokupiłam spodnie i jeszcze tego samego dnia zabrałam się z psem na bieganko!

O jak mnie każda komórka ciała bolała. Zimne powietrze rozrywało płuca, miałam wrażenie, że utonę! Ale zerknęłam na odpaloną aplikację – udało się! Cały kilometr!

W domu podekscytowana opowiadałam Tomkowi o moim mega osiągnięciu, już w głowie snułam plany na to ile przebiegnę następnego dnia! Wkręciłam się!

biegam

Na szczęście wieczorem z tego podniecenia nową pasją otworzyłam sobie stronę dla biegaczy.

Co robiłam źle? Wszystko! Oczywiście się nie rozgrzałam. Zamiast biec sobie interwałami, w sensownym tempie gnałam do przodu do utraty tchu. Okazało się, że na początku nie dystans a czas są ważniejsze. I że nie powinno się biegać codziennie.

Mądrzejsza o rady doświadczonych biegaczy ruszyłam dwa dni później na rundkę wokół parku. Niebo a ziemia! Nie powiem, że czysta przyjemność, bo wciąż bolą mięśnie, których nie przemęczałam od lat! Ba! Ja nawet do autobusu nie podbiegałam, bo przecież za kilka minut podjedzie następny! ;)

 

Wkręciłam się! Nie mogę się doczekać kolejnego biegania, planuję w głowie dokąd tym razem pobiegnę, z dumą spoglądam na moje różowe buty. :)