Bez kategorii

Miało być…

Maj 24

święto lasu, lukrowane pierniczki i serpentyny… A wyszło jak zawsze czyli wielka czarna dupa… :(
A o czym mowa? O pieniądzach z ZUSu…
Tadam! Przyszły! Za całe trzy miesiące! W tak porażającej kwocie, że dech mi zaparło z aktualnego bogactwa… ;/ Przyszło akurat tyle, żeby zapłacić za naprawę samochodu i zostaną nam jakieś drobniaki na puszkę karmy dla psa…
(Przemilczę fakt, że kasę listonosz przyniósł do moich rodziców w innym mieście – a do tej pory dostawałam na konto).

Dziś już z tej wściekłości odpuszczę wizytę w zusie, bo się tam jeszcze poryczę ze złości, ale w poniedziałek mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kompetentny i wyjaśni dlaczego tak mało i tak późno!

A wniosek zostaje jeden – dzieciaka na plecy i do pracy, bo inaczej jak żyć… :(