firma | Ostróda

Jako pchacz wózka.

Listopad 13

Czasem narzekam sobie w Olsztynie na utrudnienia. Np. mini CH obok mnie jest piętrowe, a w środku tylko ruchome schody, którymi nie można jeździć z wózkiem. Żeby przemieścić się między piętrami musimy wyjść z budynku, objeść spory kawałek naokoło i wejść z powrotem…
Albo latarnie uliczne postawione na środku wąskich chodniczków przy moim wieżowcu.
Ale to głupotki w porównaniu do Ostródy. Mam wrażenie, że to jest miasto schodów i stromych podjazdów!
Musiałam dziś zrobić rundkę po urzędach.
Na pierwszy ogień – urząd gminy. Przed wejściem podjazd – super, ale przechodzimy przez drzwi i niespodzianka – 10 schodów. Jest ten podnośnik dla wózków inwalidzkich, ale chętnych do pomocy w odpaleniu urządzenia brak. Nic to. 10 schodów dam radę.
Urząd skarbowy – nie będę narzekać, że na końcu miasta, bo dla każdego koniec wypada gdzie indziej, ale po drodze przy głównej ulicy chodniki przecięte bocznymi uliczkami i schodkami. Niby nic, ale na odcinku 100 m wciągać wózek na schodki 4 razy (i tyle samo targać w dół) i się człowiek ostro spoci!
A sam urząd też dostarcza emocji – podjazd dla niepełnosprawnych taki, że bez rozpędu nie ma co podchodzić! Poważnie pchając w górę wózek zastanawiałam się ile siły musi mieć osoba na wózku, żeby dać radę samodzielnie tam podjechać!
I hit dzisiejszego dnia! Urząd miasta. Wszystko elegancko, winda dla niepełnosprawnych od tyłu budynku, podjechałam na odpowiednie piętro zadowolona, że chociaż tu gładko idzie. I niespodzianka. Nie mogę wejść z wózkiem do „pokoju” pani urzędniczki. Dlaczego? Bo drzwi są za wąskie! Tu mi ręce opadły, bo miałam sporo do załatwienia w krótkim czasie, a cały dzień miałam pod górkę (i te wózkowe problemy to był najmniejszy pikuś). Pani urzędniczka wyszła przed gabinet i mówi, że niestety nie ma jak mi pomóc, bo żeby załatwić moją sprawę musi siedzieć przed komputerem. A w ogóle to najłatwiej by było gdybym poszła do domu i w internecie załatwiła co potrzeba, a potem wróciła i ona mi potrzebny druk wydrukuje, bo tak będzie szybciej niż gdyby ona miała wpisywać sama. (Do urzędu mam jakieś 20 minut wędrówki w jedną stronę!) Stanęło na tym, że poczekałam w tym nieszczęsnym urzędzie aż Tym się obudzi i weszłam z nim do pokoju, wózek zostawiając na łaskę i niełaskę urzędu… 35 minut później wyszłam z drukiem w ręce. Masakra! Potem znów wizyta w urzędzie skarbowym i padnięta wróciłam do domu.
Na ZUS nie starczyło mi sił. Będę szturmować go jutro. ;)

Nie wiem czy w Olsztynie nauczyłam się tak dobrze planować trasę, żeby minimalizować ilość problematycznych wózkowo miejsc czy faktycznie jest lepiej zorganizowany? Faktem jest, że po dzisiejszej wędrówce padam na twarz. I czekam aż Tym zacznie chodzić! ;)

I zostało mi jeszcze tylko 30 minut najdłuższego w życiu urlopu! ;)