książki | książki dla dzieci

Lubimy czytać z Tymkiem.

By on Styczeń 31

Jakiś czas temu zapisaliśmy się do miejskiej biblioteki z Tymkiem. Z prostej przyczyny – nas synek bardzo lubi kiedy mu czytamy. Nie tylko przed snem, ale i w ciągu dnia, kiedy potrzebuje chwili wyciszenia. Książki w domu znamy już w zasadzie wszystkie na pamięć, a Tymek ma swoje ulubione tytuły, które możemy czytać kilka razy pod rząd, a one i tak mu się nie nudzą (w przeciwieństwie do nas!). Nie czuję też potrzeby kupowania mu co raz to nowych pozycji, bo nie mamy na nie miejsca, a część przeczytamy tylko raz i trafiają w kąt. Biblioteka w tym przypadku to genialny wybór! Mamy taki układ, że wypożyczamy 4 pozycje tygodniowo – dwie wybiera Tymek – buszuje między półkami i losuje pozycje z najciekawszymi okładkami (ostatnio specjalizuje się w książeczkach z zagadkami – nawet nie wiedziałam, że jest aż taka szeroka oferta w tym temacie!). Natomiast ja wybieram dwie książki, które są dłuższymi opowieściami, tak, żeby zaprzyjaźnić się z bohaterem i przeżywać jego przygody kilka wieczorów.

Postanowiłam podzielić się z Wami naszym zdaniem wydawniczymi perełkami – dziś niedługie poczytajki na popołudniowy moment wytchnienia. :)

Pierwszą z nich jest Orkiestra Krowy Zosi Geoffroy de Pennart .

Bardzo sympatyczna Zosia szuka orkiestry z którą mogłaby wziąć udział w koncercie. Opowiadanie o tym, że nie trzeba być takim samym jak koledzy, żeby osiągnąć sukces, a różnice powinny łączyć zamiast dzielić. Książeczka opatrzona jest w zabawne ilustracje, teksty są krótkie, zachęcają do dyskusji z dzieckiem na temat różnic i podobieństw.

 Tadzik się nudzi Jerzego Hernsterna – to historia o każdym małym chłopcu i małej dziewczynce, zwyczajnie, o dziecku które dopada nuda! A z nudy powstają najwspanialsze przygody. Tak jest i tym razem, Tadzik z kawałkiem zapomnianego sznurka przeżywa niezapomniane historie, które doprowadzą go do kłębka.Książka jest bardzo ciekawie zilustrowana. Na kartkach dominują trzy kolory – czerwony, biały i czarny. Skupiamy się za to na tekście, który wesoło podskakuje, zawija się i chowa pod kłębkiem włóczki.

Świetny pomysł na nudę! :)

A Wy jakie książeczki czytacie? Korzystacie z biblioteki z dziećmi? :)

Continue Reading

Dziecko na Warsztat

Foliowe dziecko na warsztat.

By on Styczeń 30

Styczeń poświęciliśmy na zabawy z różnymi foliami zgodnie z wytycznymi projektu Dziecko na Warsztat.

Na pierwszy ogień poszła gruba, czarna folia malarska. Zaproponowałam Tymkowi, że namalujemy coś farbami. Myślałam, że do tematu podejdzie raczej niechętnie, bo ostatnimi czasy odmawiał bardzo skutecznie. A tu niespodzianka – sam wymyślił temat i jestem zaskoczona jak świetnie wyszedł mu dom, na dachu nawet siedzi kot. :)

Bardzo spodobało mu się również „ciapanie” pędzlem po folii – efekt nieba to praca zespołowa :)


Tata Tymka dostarczył nam ogromny kawał folii, więc kolejną pracę również przygotowaliśmy z jej użyciem, dodatkow foliowa reklamówka (z Biedronki!;)). Tym razem obrazek z za okna:

Pomysł na twarz i skrzydełka znów Tymka, bo to bałwanek biedronka, który przed wiosną odleci do zimnych krajów.

Następnie po długich mrozach zatęskniliśmy za wiosną, więc ją sobie zmalowaliśmy na folii aluminiowej za pomocą farb witrażowych. Bardzo przyjemna praca, na pewno ją powtórzymy. :)

Ja narysowałam kontury, a Tymek cierpliwie nadawał kwiatom kolory.

 

Kolejna zabawa dotyczyła mieszania barw. Do foliowego opakowania włożyłam kolka kolorów farby plakatowej, którą Tymek paluszkami mieszał i rozprowadzał:

A następnie folię rozcięliśmy i odbiliśmy na papierze. Okazało się, że odbitki z obu części folii różnią się, więc dodatkowo mieliśmy zabawę przy szukaniu różnic i nazywaniu powstałych odcieni:

Ostatnim foliowym projektem był foliowy kolaż. Najpierw odbiliśmy folię bąbelkową na papierze:

a potem dokleiliśmy przestrzenne rybki z folii NRC (koc ratunkowy), wodorosty z reklamówki foliowej i spienioną wodę z folii bąbelkowej.

Mamy też własny woreczek skarbów. Foliowy rękaw do pieczenia wypełniłam kilogramem ryżu, a dodatkowo wrzuciłam kila guzików oraz dzwoneczków i zaszyłam boki na maszynie. Zadaniem Tymka jest wyszukanie ukrytych skarbów. :)

 

Jeśli jesteście ciekawi co z folii stworzyły inne blogerki klikajcie w obrazek – traficie na fanpage projektu. :)

Zapisz

Zapisz

Continue Reading

Bullet Journal | czas

Pomidorki.

By on Styczeń 25

Pierwszy krok, który zrobiłam ku uporządkowaniu swojej rzeczywistości było wprowadzenie bullet jounala. Wszystkie notatki lądują w nim zamiast na luźnych karteczkach lub w głowie (że niby będę pamiętać). Jedak druga ważna, jeśli nie ważniejsza sprawa to realizacja każdego z zapisanych zadań w odpowiedniej kolejności. Ustalenie priorytetów i efektywne wykonanie.

rlw-uc03gwc-glenn-carstens-peters

Jakiś czas pracowałam metodą ABC, czyli przyporządkowywałam zadania do 3 grup według statusu pilności wykonania i tak sobie powoli działałam. niestety po pewnym czasie przeglądając notatki stwierdziłam, że zupełnie się u mnie nie sprawdza. O ile grupa A (najważniejsze, nie mogę ich zawalić) oraz B (wciąż ważne, ale nie na „wczoraj) były w zasadzie realizowane. Umykała mi niestety grupa C, z pozoru błahe zadania, których odpuszczenie nie powinno wpłynąć znacząco na funkcjonowanie firmy czy naszego domu. Ale okazuje się, że jednak drobiazgi też są ważne – wrzuciłam w tą kategorię np. aktywność w SM. O ile nie pojawi się żaden post na Tulankach przez dzień czy dwa to fakt, nic złego się nie dzieje. Natomiast kiedy przez tydzień nie publikuję żadnej treści, to wiadomo, spadają zasięgi, trudniej dotrzeć do klientów. To samo w domu. Odkładam duże zakupy tyogdniowe, bo szkoda mi tych dwóch-trzech godzin w supermarkecie, bo czas wolałabym spędzić z chłopakami lub pracując. Dlaczego okazało się to zgubne? Bo nie dość, że codziennie tracę czas na wyjście do sklepu (będzie z pół godziny!) to i pieniądze uciekają bo w koszyku zawsze znajdzie się coś dodatkowego – nie wspominając o tym, że osiedlowe delikatesy są po prostu droższe niż supermarket.
Szukając innej metody pracy trafiłam na POMODORO, opracowana przez Francesco Cirillo. Nazwa wzięła się od kuchennego minutnika w kształcie pomidorka. :) Na czym polega?

jvlahcbxajs-deniz-altindas

Pracujemy w systemie 25-minutówek, po których następuje 5 minut przerwy. Banalnie proste, co? Jest jedna bardzo ważna zasada – w czasie tych 25 minut nie odrywamy się od zadania, pracujemy i skupiamy się wyłącznie na nim. U mnie oznacza to, że wyciszam telefon, żeby żaden facebookowy czy smsowy alert nie oderwał mnie od pracy, herbatę przygotowuję wcześniej, nastawiam minutnik i pracuję. Świadomość upływającego czasu motywuje mnie do szybkiego działania –  zamiast rozmyślać jak powinnam daną rzecz wykonać działam, bo chcę skończyć zanim upłynie czas. :)
Co jeśli potrzebuję więcej czasu na realizację niż 25 minut? Dzielę zadanie na dwa albo 3 pomidorki. Dlaczego nie pracuję w ciągu, żeby szybciej się z czymś uporać? Bo spada mi motywacja, po pewnym czasie moja uwaga rozprasza się, a myśli wędrują swobodnie po domu.
A tak, po 25 minutach efektywnej pracy robię sobie przerwę, przygotowuję nową herbatę, czasem do kogoś zadzwonię lub zjem kostkę czekolady i znów jestem gotowa do pracy  (a w głowie mam, że już tylko 25 minut i zadanie będzie można skreślić z listy!).
Są oczywiście zadania, na wykonanie których nie potrzebuję aż 25 minut – łączę je wtedy w grupy i wykonuję w jednym pomidorku.
Trzeba pamiętać też, że po mniej więcej 4 pomidorach zrobić sobie dłuższą ok. 30 minutową przerwę. :)
Więcej o tej technice możecie przeczytać na oficjalnej pomidorowej stronie.

Słyszeliście o pomidorkach? A Wy jaką metodę w pracy stosujecie? :)

Zapisz

Zapisz

Continue Reading

życie prywatne

Ekspresowe DIY. Prezent na ostatnią chwilę.

By on Styczeń 19

Czasem jest tak, że o ważnym święcie zapominamy w natłoku spraw do załatwienia (o tym, że przypomnieć może nam bullet journal pisałam post wcześniej!;)) i zapominamy przygotować prezent dla świętującego. Przygotowaliśmy dla Was post o ekspresowym DIY, które na pewno chwyci za serce nie jedną babcię czy ulubioną ciocię, a jednocześnie nie jest łapaczem kurzu.

Potrzebna nam będzie bawełniana torba na zakupy – można ją kupić w prawie każdym większym markecie lub uszyć samodzielnie tak jak ja. Do tego odrobina akrylowej farby, pędzelek i dwie pulchne, kochane łapki chętne do pomocy.

Sprawa jest dziecinnie prosta, rączki malujemy farbą, odciskamy na torbie (pamiętajcie o włożeniu kartki do środka, żeby farba nie odbiła się też na drugiej stronie torby!) i zostawiamy na noc do wyschnięcia.

Przyznacie, że zajęcie proste i efektowne? A zamiast odbitych rączek można coś namalować czy napisać.

No bo komu nie przyda się ekotorba na zakupy? :)

IMG_20170119_183252

A żeby osłodzić babciom i dziadkom ten wyjątkowy dzień do torby możemy włożyć czekoladę z laurką od wnuczka.

 

A może chcecie, żeby pokazać Wam jak uszyć taką torbę?

*My o Dniu Babci i Dziadka pamiętamy, Tymek zawzięcie podśpiewuje nową przedszkolną piosenkę, której nauczył się z tej okazji. :)

Zapisz

Zapisz

Continue Reading

Bullet Journal

Bullet journal po mojemu.

By on Styczeń 6

Na instagramie pokazałam kilka stron swojego nowego kalendarza, padły głosy, że chcecie zobaczyć więcej, więc obiecałam, że przygotuję taki wpis. Z obietnicy wywiązuję się szybko, żeby sprawa mi nie umknęła.

img_20170104_1310071

Inspiracją do powstania mojego BuJo był post Kasi z Worqshop. Nie namyślając się długo zamówiłam swój pierwszy zeszyt i zabrałam się do pracy.

Jaki notes wybrać?

Ikoną bullet journalistów jest Leuchtturm 1917, doszłam jednak do wniosku, że wydanie 50 zł na notatnik na początek jest nierozsądne. Nie wiedziałam, czy ta metoda u mnie się sprawdzi, czy nie porzucę takiego planowania po tygodniu a notes trafi na półkę jak wyrzut sumienia. Zależało mi, żeby był w kropki, wiec poszukałam alternatywy – znalazłam MemoBook. Polska produkcja, ciekawy format i przede wszystkim atrakcyjna cena. Część osób narzeka na słabą jakość papieru, że widać przybijanie z drugiej strony. Przyznam, że mi to nie przeszkadza jakoś szczególnie, a w teście notatników u Agaty LT1917 też wypada słabo. Wiele osób radzi początkującym – nie kupuj drogiego zeszytu, sprawdź czy ten system jest w ogóle dla ciebie. I tak, tu przyznam rację, nie warto na start kupować super drogiego notesu, ale nie zgadzam się z teorią, żeby użyć czegokolwiek. Przynajmniej u mnie taka teoria się nie sprawdzi. Zaczęłam od razu w ładnym notatniku, bo po miesiącu na pewno nie chciałoby mi się przenosić wszystkich list, kolekcji do „ładniejszego” notesu. W końcu nie zawsze drogi równa się ładny. :)

Co zawiera mój bullet journal?

Przede wszystkim tygodniowe układy (weekly spread). Notuję w nich codzienne, bieżące sprawy do załatwienia.

Każdy miesiąc rozpoczynam rozkładówką (monthly log) z celami, zadaniami i planami w ujęciu miesięcznym.

Codziennik i dziękczynnik (gratitude) to dwie strony pamiętnikowe, pierwsza pomaga spamiętać najważniejsze wydarzenia każdego dnia, druga zmusza do refleksji nad każdym dniem i znalezienie czegoś pozytywnego.

Śledzenie nawyków (Habit tracker) – to prosta tabelka, w której wierszach wpisuję monitorowane czynności,a w kolumnach kolejne dni miesiąca – motywuje mnie do pracy nad sobą oraz monitoruje moje codzienne zadania.

Roczny kalendarz (future log) to miejsce w którym notuję wydarzenia z odległym terminem (czyli w zasadzie wszystko co wybiega o miesiąc do przodu, bo tygodniówki mam rozpisane tylko na miesiąc), jak choćby stałe imprezy firmowe w roku.

Ostatnia rzecz którą można znaleźć w moim BuJo to kolekcje (colletions). To takie sympatyczny dodatek urozmaicający cały kalendarz, u siebie mam całkiem sporą listę kolekcji: książek, filmów, seriali, rzeczy o których marzę, posiłków, gier planszowych, mas plastycznych, itd. Kolekcje można stworzyć wszystkiego co tylko przyjdzie nam do głowy. :)

I tyle. Obejrzyjcie mój pierwszy mówiony film, w którym możecie zajrzeć do środka mojego bujo. :)

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Continue Reading

gry planszowe | prezenty | rodzinnie

Pełny kurnik – gramy!

By on Styczeń 2

Na Tymkowej półce z grami znalazła się niespodziewanie nowa pozycja – Pełny Kurnik firmy Kukuryku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ładna graficznie, elementy z sztywnego, powlekanego kartonu i… instrukcja nie do ogarnięcia „na sucho”. Przeczytałam ją ja, przeczytał Tomek i spojrzeliśmy na siebie skonsternowani – jak w to zagrać?!


Na szczęście okazało się, że zasady gry są proste. Na tyle proste, że rozgrywamy miłe partyjki z Tymkiem.
O co chodzi? Żeby zapełnić kurnik. Sprawa prosta, kury szybko nam się mnożą, jajek przybywa w oka mgnieniu. Jednak na drodze do wygranej staje zły los! Jeśli na kostkach wypadną dwie takie same liczby spada na nas klęska – od umiarkowanych – jak oddanie jednej kury, jajka czy kurczaka po epidemię ptasiej grypy i utratę całego inwentarza.


Obronić nas może oczywiście kogut, którego możemy zdobyć oddając trzy kury. Gra przypomina nieco Farmera, bo zwierzęta zdobywamy dzięki rzutom kostkami, w podobny sposób wymieniamy je na kolejne zwierzaki. Ma jednak zdecydowaną przewagę w naszym domu, bo rozgrywka jest szybsza, nie tak bardzo zniechęcająca jak w przypadku Farmera (nie ma „pustych rzutów” – każdy rzut przynosi jakąś akcję – dobieramy lub oddajemy zwierzaki). 3,5 latek zdecydowanie lepiej sobie radzi, bo nawet jeśli straci kury to za chwilę może je szybko odzyskać.

Przedział wiekowy: 6-99, naszym zdaniem nieco zawyżone – bo jak widzicie Tymek świetnie wszedł w grę i nie nagina zasad pod siebie.

Cena: Na razie nie udało mi się ustalić, bo gra była prezentem, a internet niewiele pokazuje, Wydaje mi się, że widziałam ją w Pepco, ale to informacja wymagająca potwierdzenia. :)

Nasza ocena: piątka, nawet z plusem, bo gra jest szybka i sympatyczna.

tymoszko-pl2

Zapisz

Continue Reading