firma | tulanki | życie prywatne

Moja ścieżka zawodowa.

By on Sierpień 18

Po blogach krąży bardzo ciekawy temat. Pierwsze siedem prac. Na początku pomyślałam, e… to nie dla mnie, w końcu nie pracowałam w aż tylu miejscach. Jednak po przemyśleniu – chyba się nazbiera. ;)

  1. Rozpoczęłam od pracy na własny rachunek. ;) z koleżanką z podwórka zbebrałyśmy jabłka z pobliskiego „dzikiego” sadu i sprzedawałyśmy na murku pod osiedlowym sklepem. Chyba po 0,50 gr za kilogram. Miałyśmy po około dziesięć lat.Nie wiem skąd miałyśmy wiaderko, jak odmierzyłyśmy kilogram, szczerze nie pamiętam czy w ogóle coś sprzedałyśmy. ;)
  2. Znów w owocach – z przyjaciółką i siostrą wybrałyśmy się na truskawki. Raz. Może dwa. Pieniędzy zupełnie nie pamiętam, za to brzuch obolały z przejedzenia baardzo dobrze. To chyba najcięższa praca z całej mojej kariery. Ale przy tym jaka słodka. ;)
  3. Pilnowanie Domu Harcerza. Tu już musiałam mieć osiemnaście lat. Super praca, niestety bardzo krótka. Polegała na pilnowaniu dobytku i gości, którzy w okresie wakacji mieszkali w DH. Siedziałyśmy tam z przyjaciółką i świetnie się bawiłyśmy. Zarobków niestety nie pamiętam.
  4. Opiekun kolonijny. Brzmi sielankowo. Ale w rzeczywistości po prawie 10 latach zastanawiam się jak to możliwe, że chciałam tam pracować. Powiem jedno. Masakra. A za turnus zarabialiśmy o ile dobrze pamiętam 450 zł. (pierwszy rok byłam sama na kilku turnusach, w drugim roku pracowaliśmy z Tomkiem przez całe wakacje). Chociaż były plusy tej pracy – poznaliśmy fajnych ludzi, objeździliśmy trochę Polski. :)
  5. Sprzedawca w sklepie zoologicznym. Wytrzymałam dwa tygodnie. Praca dość ciekawa, ale nie dla mnie. Pierwsze dni uczyłam się szamponów dla psów, kolejne roślin i rybek akwariowych, a do tego moim zadaniem była zmiana wody bojownikom w takich plastikowych kubeczkach. Wycierałam też kurze z wszystkiego co się dało. Stawka 5 zł/h.
  6. Opiekunka do dziecka.  To była miła praca, opiekowałam się małą dziewczynką, chodziłyśmy na spacery, bawiłam się z nią, luz blues ameryka. :) Jedyny minus – raz czy dwa w tygodniu musiałam być o 6 rano na Jarotach – więc 5.06 miałam autobus z drugiego końca miasta. :)
  7. Praca w pasmanterii – miał być staż, wyszedł rok pracy na czarno. ale miło go wspominam. Zdobyłam dużą wiedzę o materiałach, którą wykorzystuję aktualnie, poznałam super kobiety, pewnie gdyby nie brak umowy to pracowałabym tam dłużej. Aha no i pierwszy raz w życiu zarabiałam tysiąc miesięcznie, jakie mi to się wtedy bogactwo wydawało! ;)

JARMARK

Jak widzicie żadna praca mi nie straszna. Po pasmanterii pracowałam jeszcze prawie rok w Empiku, a potem już powstały Tulanki.  Więcej grzechów nie pamiętam. ;)

Continue Reading

życie prywatne

O karmieniu piersią.

By on Sierpień 12

Nie planuję zabrać głosu w chorej podnietce mediów na temat karmienia piersią publicznie.

Chcę napisać o czymś innym.

O tym, że to sprawa moja. Mojego dziecka. I męża, który nas w tym wspierał.

Nie podejmowałam decyzji o tym jak długo będę karmić. Po zagłębieni się w temat wiedziałam, że to będzie długo. Bo to dla zdrowia. Nie będę przytaczać tu naukowych źródeł, najlepiej robi to Hafija. To osoba, której w pełni ufam, to ona była dla mnie drogowskazem. I wyznacznikiem pewnych standardów.

Dobre rady, szczególnie od osób, które o karmieniu piersią nie mają najmniejszego pojęcia puszczałam mimo uszu i postępowałam jak mi serce i wiedza od Hafiji podpowiadała.

Kilka dni temu skończyłam karmić. W zgodzie ze sobą, Tymek wyraża jeszcze lekkie niezadowolenie, ale w zasadzie czuję, że on też to rozumie. Tak po prostu. Bez histerii nocnych przez tydzień. Bez smarowania piersi musztardą, gencjaną czy gorzkim lakierem. Bez wyjeżdżania i porzucania Tymka na pastwę „poradź sobie”. Po prawie trzech i pół roku nadszedł czas na nas. (O wartości mleka w 3 roku).

I to mogło być takie fajne zakończenie pewnego etapu. Mogłoby być, ale nie jest. Dlaczego?

Dopiero teraz spada na mnie grad „miłych” komentarzy w stylu: no wreszcie, moim zdaniem to trwało za długo, szkoda, że do zerówki go nie karmiłaś. Przyznam, że jest mi na prawdę smutno.

Nie dość, że podarowałam mojemu dziecku coś niezwykle cennego, zakończyliśmy wszystko w momencie kiedy byliśmy oboje na to gotowi, nigdy jakoś nie wystawiałam się specjalnie na widok publiczny, bo uważam, że to moja prywatna sprawa, to na koniec mam poczucie, że część otoczenia ma poczucie, że karmiąc Tymka piersią wyrządzałam mu krzywdę.

I słyszę to od osób, które nie widzą nic złego napychając moje dziecko słodyczami. Ja wiem, że to niewiedza, że nie zbawię całego świata, a jako dorosła kobieta opinie innych powinnam mieć głęboko w poważaniu, ale mimo wszystko uczucie żalu zostaje.

Stanisław_Wyspiański,_Macierzyństwo

Nie wstawię tu na zakończenie swojego zdjęcia z Tymkiem przy piersi, bo jak już wspomniałam to moja prywatna sprawa. Ale wspieram całym sercem wszystkie karmiące mamy!

PS: Możecie kliknąć w linki i poczytać. Tak dla zdobycia ciekawej wiedzy.

 

Continue Reading

książki

Przeczytane w lipcu.

By on Sierpień 8

Czasu biwaków, jarmarków, urlopu zdecydowanie sprzyja czytelnictwu. :)

42/52 Będzie dobrze kotku Wioletta Sawicka – wkurzenie na jednego z głównych bohaterów zmusiło mnie do przeczytania. W ogóle lubię czytać kilkutomowe książki, bo szybko przywiązuję się do bohaterów. Za mało Olsztyna.4

43/52 Sakrament niedoskonały Anna Karpińska – bardzo lekki kryminał. Jest śmierć, jest zagadka. Nie ma rzeki krwi i makabrycznych opisów. Słaba jestem w te klocki, bo źle obstawiałam do samego końca. :)4

44/52 Jeśli się odnajdziemy kotku – Wioletta Sawicka – no! ostatnia część wreszcie jakieś emocje we mnie wywołała. Zakończenie zbyt cukierkowe, ale ogólnie na plus. :)4

45/52 Ja, pani woźna Ewa Ostrowska – pomysł na książkę świetny, ale kreacja syna mnie zmroziła, nie wierzę, że 11latek może w taki sposób odnosić się do matki… I jak zwykle koniec przesłodzony. W pewnym momencie miałam wrażenie, że autorka chce już szybko skończyć książkę, bo wyczerpała limit znaków i takie dziwadło wyszło.4

46/52 Awaria małżeńska Natasza Socha Magdalena Witkiewicz – książkę wzięłam pod namiot i całe szczęście, bo uratowała mi deszczowy dzień. Zaśmiewałam się do łez co chwilę czytając Tomkowi, żeby i jemu humor poprawić. No genialna! A bałam się połączenia tych dwóch autorek, bo o ile Witkiewicz uwielbiam, o tyle z jedną książką pani Sochy miałam ciężkie przejścia i się zniechęciłam… ;) Ale dostanie ode mnie teraz drugą szansę.4

47/52 Chorwacka przystań Anna Karpińska – to książka tego miesiąca dla mnie. Pięknie napisana (no dobra, pamiętnik córki trochę mnie irytował), moja wymarzona Chorwacja, świetny romans. No wzięła mnie i siedzi w głowie. Fakt, że zakończenie jak zwykle dla mnie przesadzone nie psuje mi wizji całości. :)4

48/52 Jajko z niespodzianką Agnieszka Krakowiak-Kondracka – ot czytadło z braku laku. Nie wzięłam nic innego na jarmark, więc przeczytałam. Nie potrafię zrozumieć głównej bohaterki, więc mam mieszane uczucia. Raczej nie polecam.

49/52 Zakonnice odchodzą po cichu Marta Abramowicz – bardzo głośny reportaż, więc z chęcią po niego sięgnęłam. Przyznam, że po bandzie. Polecam każdemu.

Continue Reading