rodzinnie | życie prywatne

Powielanie schematów.

By on Maj 26

Wiele osób powtarza – nie chcę być jak moi rodzice, nie będę powielać ich zachowań, metod wychowawczych, ja jestem zupełnie inny…

Zastanawiam się nad tym. Czy osoby wypowiadające takie słowa mają poczucie zmarnowanego dzieciństwa? Nie mają ciepłych wspomnień na myśl o rodzicach?

Kiedyś postrzegałam moją mamę jako osobę, która nie ma cierpliwości, teraz po latach moich wybryków dochodzę do wniosku, że była wręcz anielsko cierpliwa. Wagary, złe oceny, nieodpowiednie towarzystwo, a ona wszystko dzielnie zniosła i nie osiwiała.

W moim domu bywało różnie, ale miłość mojej mamy do taty nigdy nie uległa zmianie. Mam nadzieję, że ja również będę potrafiła kochać Tomasza tak samo mocno za 20, 30 czy 40 lat, niezależnie od sytuacji, w której postawi nas życie.

Bywały w naszym domu chude lata, mama starała się jak mogła, żeby zapewnić nam wszystko co najlepsze. Wiedziałam, że nie jesteśmy bogaci, że nie stać nas na wiele rzeczy, jednak nigdy nie czułam się gorsza od innych dzieci.

Chociaż czasem wściekam się na moją mamę, bo fiksuje na temat ciepłego (w moim odczuciu zbyt ciepłego) ubierania Tymka, to sama chciałabym być jak moja mama. Bohaterka w swoim domu (i to wcale nie dlatego, że wiecznie urządza na nowo mieszkanie ;)). Pełna ciepła i wyrozumiałości.

Tata kilka razy w życiu musiał odbić się od dna, jednak przy wsparciu mamy wychodził na prostą. Nie był to łatwy czas, jednak kiedy tata stawał na nogi wiele trudu wkładał w to, żeby zrekompensować nam zły czas. Od kilku lat jestem na prawdę dumna z mojego ojca. Walczy o siebie.
Założył firmę, rozpoczął studia, jest wspaniałym dziadkiem.

PS: Jednej sprawy nie chcę powtórzyć przy wychowaniu Tymka – zmuszania go do jedzenia! ;)

 

Kocham Was moi wspaniali Rodzice!

 SDC10031

Continue Reading

życie prywatne

Szczęście…

By on Maj 20

Trzepot skrzydeł motyla? Mi bardziej kojarzy się z szamoczącą się rybką…

Już ledwo pamiętam to uczucie. I tak bardzo za nim tęsknię!

Kiedy urodził się Tymiś eksplozja szczęścia zalała moje ciało i duszę.  Minęły prawie dwa lata i w sercu zrobiła się mała szczelinka, którą może wypełnić nowy okruszek. Tomasz poczuł podobnie. Sytuacja zawodowa ustabilizowana, większe mieszkanie na oku. Świat nam sprzyja!

100_0369

Pół roku później wciąż czekamy. Tęsknię za kimś kogo jeszcze nawet nie ma, tak namacalną tęsknotą, że serce boli jak po stracie najbliższych!

Wiem, już teraz jestem szczęśliwą kobietą – kochający mąż, wspaniały syn, oddani przyjaciele. Powinno wystarczyć, ale jednak brakuje…

Continue Reading

życie prywatne

Mój problem – prokrastynacja

By on Maj 19

Nie od dziś wiem, że najlepiej działa na mnie presja czasu.

Ale odwlekanie źle wpływa na mnie, moją rodzinę i stosunki z ludźmi.

Prosty przykład – co tydzień prowadzę warsztaty. Co tydzień muszę się do nich przygotować, i choć temat warsztatów przewija się między mną a Tomkiem w ciągu całego tygodnia to i tak do pracy zabieram się na ostatnią chwilę – wieczorem po 22, gorączkowo poszukując potrzebnych materiałów, denerwując się, że nie mogę niczego znlaeźć i że świat jest bez sensu… Mówię Wam, tydzień w tydzień ta sama historia (wczoraj wieczorem również się powtórzyła…!).

Otrzymuję zlecenie z terminem realizacji 2 miesiące, kiedy zabieram się do pracy? Tydzień przed końcem wykańczając się przy maszynie, bo czas mnie goni…

 

Potem po takim szalonym maratonie dopada mnie zniechęcenie – bo ja tak ciężko muszę pracować…!

A przecież na własne życzenie. Zmęczona jestem, rozdrażniona i brak mi cierpliwości dla moich chłopaków.

 

Najgorsze, że dotyczy to również życia prywatnego – pranie odwlekam do momentu kiedy w szufladzie zostanie ostatnia skarpetka bez pary, zmywam kiedy kończą się czyste talerze obiadowe (a mamy ich 12! ;))

Nawet pójście spać odwlekam, aż oczy mi się same zamkną, bo coś tam jeszcze muszę przeczytać!

 

Postanawiam z tym tematem się rozprawić!

Od dziś realnie siadam z kalendarzem i rozplanowuję pracę, tak aby deadline był dniem, w którym wystawiam ze spokojem fakturę a nie miotam się w popłochu obcinając nitki przy ostatniej sztuce. ;)Pinterest

Aby sobie ułatwić zadanie postanowiłam pozwalać sobie na małe nagrody typu odcinek serialu po dwóch godzinach pracy, lody na kolację czy kostka czekolady po każdej skończonej sztuce… (no dobra z tym przesadziłam – bo teraz zamówienie opiewa na liczbę 100 szt ;))

A w ramach obowiązków domowych rozwiązanie widzę proste – musimy dokupić kilka par skarpetek i częściej jadać poza domem! ;)

 

Continue Reading

wyjazdowo | życie prywatne

Idealny przepis na udany urlop!

By on Maj 18

Najlepsze przepisy to te, z niewielką ilością składników, bo trudniej coś zepsuć… ;)

Nasz przepis należy do tych idealnych – ma tylko trzy składniki:

1. Towarzystwo

2. Miejsce

3. Odpoczynek

Pierwszy składnik jest moim zdaniem kluczowy – w końcu urlop bierzemy nie tylko od pracy, ale i otoczenia – więc chcemy go spędzić w doborowym towarzystwie.

U nas nie było z tym problemu – już dawno zaplanowaliśmy odwiedziny u Gosi, Karoli i Daniela, po wakacyjnym spotkaniu u nas w Olsztynie mięliśmy gwarancję, że się dogadamy i rewelacyjnie spędzimy czas. A jak nas pysznie karmili! :)

O miejscu – Śląsk – zupełnie nam nie znany. Wyobrażałam sobie kopalnie, hałdy, szary dym i blokowiska.

Jak się zdziwiłam! Zielono, pięknie, natura na wyciągnięcie ręki, szeroki zakres rozrywek!

No i Pszczyna, która mnie oczarowała – to takie moje miasteczko – mogłabym od razu się przeprowadzić!

Odpoczynek? Czy z dzieckiem da się odpocząć w trakcie urlopu?

Jasne, że się da! Po prostu odpuściliśmy – to nic, że nie wystarczyło nam sił, żeby zobaczyć krakowski Kazimierz, pszczyńskie ogrody, czy śląskie muzeum. Nic nie szkodzi, przyjedziemy jeszcze raz!

Był za to czas na wspólne lody, odpoczynek na trawniku, spacer po lesie czy nocne rozmowy poważnych ludzi. W końcu urlop nie jest udany wtedy, kiedy odhaczymy na liście wszystkie okoliczne zabytki, a wtedy kiedy mamy czas na bycie razem, kiedy głowa ma czas odpocząć od codzienności, kiedy czujemy, że nasze wewnętrzne baterie znów się naładowały. :)

Koniec gadania, kilka fotek z tych cudownych dni. :)

IMG_20150508_103510

Pierwszy dmuchawiec w tym sezonie!

IMG_20150510_133112

Katowickie zoo – koty podobały nam się najbardziej.

IMG_20150510_135002 Rundka „Elką” i pyszne precle

IMG_20150510_142241

Chłopaki mięli niezły ubaw z przerażonej wysokością matki… ;)

IMG_20150510_155627

Tymek w kuchennym żywiole.

IMG_20150511_123432

I Pszczyna – piękna, piękna, piękna!

IMG_20150511_132729

Rabarbarowe landrynki – rewelacja :)

IMG_20150511_140652

Czil na trawce. I moja pamiątka z Mikołowa – trampki w kropki. :)

IMG_20150511_202355[1]
Pierwsza kawa Tymka – tyyyle szczęscia ze spienionego mleka ♥

IMG_20150511_200731

Mazury cud natury? Nie! Tychy! :)

IMG_20150512_102215

Pamiętajcie – Ogrodzieniec bez wózka! ;)

Jest tylko jedna smutna sprawa – kiedyś trzeba wrócić do domu…

Ale Tomasz obiecał, że w listopadzie znów gdzieś pojedziemy. :) Trzymam go za słowo!

Continue Reading

jarmark | rękodzieło

O tym jak łatwo wkurzyć rękodzielnika.

By on Maj 2

Majówka, czas wypoczynku, grilla w rodzinny gronie.

Wróć! W majówkę jak co roku jarmark! Lubię to! Naprawdę!

Rozstawianie stoiska, rundka powitalna po kramikach znajomych, uśmiechnięci klienci doceniający moją pracę. Tymek szalejący cały dzień na świeżym powietrzu, obcujący z naturą, udało nam się nawet złapać pierwsze promyki słońca na twarzach.

Sielanka po prostu!

tulanki jarmark

Aż do momentu kiedy trafi się pańcia.

Pańcia widać, że tu nie pasuje, nie wiem jakim cudem zdecydowała się na przyjazd do skansenu, obcasy szpilek zakopują jej się w ziemi do samej pięty, za krótka spódniczka , wylakierowany tapir i skrzekliwy głos nadający przez komórkę:

„No mówię ci, sam chiński badziew, budy jak na targowisku, sama lipa”.

Nijak nie powinno mnie to ruszyć, bo wiem, że to nie jest moja klientka, po kilku latach tego typu imprez uodporniłam się na chamstwo, ale dziś zrobiło mi się zwyczajnie żal! Żal ludzi, którzy poświęcają długie godziny uczciwej pracy, aby nadać swoim pracom unikalny charakter, a wystarczy taka pańcia znająca się może na piłowaniu swoich paznokci i psuje humor wszystkim dookoła.

 

Albo inspiratorka.

Sytuacja numer dwa. Mija nas rodzinka – mama, tata, babcia i dziecko w wózku.

Babcia ochoczo nawołuje: Moniczka inspiruj się, inspiruj się, ty też możesz takie uszyć i sprzedawać. Zobacz nawet kupiłaś taki sam materiał.

Odniosłam wrażenie, że „Moniczka” najchętniej wyjęłaby aparat, żeby sobie zrobić dokumentację fotograficzną moich produktów.

 

Nie może zabraknąć typu bezczelnego.

„Ojej jakie piękne misie. A ma może pani szablonik, żebym sobie odrysowała? Jednego bym synkowi uszyła.”

Czy muszę to jakoś skomentować?

PeEs: Oczywiście szablonik udostępniłam, zawsze ze sobą wożę, żeby wspierać zaradne mamy. ;)

 

I na koniec cwany lisek.

Ogląda, przebiera jak w ulęgałkach, zagaduje aż dumny oznajmia:

„W tej cenie to mi pani sprzeda dwie sztuki.”

I nie myśl, że mi się fartnęło i dwie sztuki sprzedałam, o nie! Cwany lisek zasugerował, że za te x zł to on dwie sztuki kupi. Hm. Okazja życia!

 

Nie myślcie, że trafiają nam się sami wredni klienci. O nie! Przecież nie miałoby sensu ciągnięcie firmy tyle czasu. Wystarczy, że po takim paskudnym kliencie trafi się ktoś, kto doceni, posłodzi dobrym słowem, bez mrugnięcia okiem kupi. A serce topnieje kiedy klienci wracają do nas co imprezę i opowiadają, o miłości swoich dzieci i tulanek. :)

Continue Reading