życie prywatne

Filumenista.

By on Grudzień 29

Lubię to słowo. Za nie oczywistość, za tajemnicze znaczenie, za to, że wielu ludzi nie wie co to znaczy.
Nie znaczy nic nadzwyczajnego – zbieracza etykiet zapałczanych. Teraz może się to wydawać śmieszne – w końcu pudełka zapałek prawie się od siebie nie różną – szare kartoniki z draską. Jednak filumenistyka sięga początków XX w, a swój największy rozkwit osiągnęła w latach ’30.
Znalazłam nawet bloga z różnymi filumenistycznymi kolekcjami.

Czy jestem filuministką?

Nie. Chociaż miałam maleńki epizod filatelistyczny w życiu. Od mojego chrzestnego otrzymałam klaser pełen znaczków. Nie wiem czy były tam niezwykłe okazy, czy najzwyklejsze, popularne znaczki, wiem, że byłam z niego niesamowicie dumna! Uzupełniłam zbiór o kilka znaczków, które w czasie filatelistycznej fascynacji znalazłam przy kopertach i to hobby umarło śmiercią naturalną. Klaser zapewne stoi gdzieś na regale u moich rodziców – może i Tymek złapie chwilowego bakcyla?

*

W takim razie co?

Jako młoda dziewczyna zbierałam… żaby! Chyba zbyt intensywnie wierzyłam w bajkę o księciu, pocałunku i innych głupotach! Przyznam, że kolekcja była pokaźna, a rodzina i znajomi z zaangażowaniem wspierali moje zbieractwo. Od pluszowych, miękkich przytulanek, przez figurki, kartki pocztowe, zeszyty aż po koszulki z żabami…! no było szaleństwo. Z czasem i z tego wyrosłam – różne okazy powędrowały w różne strony ku lepszej przyszłości, a ostatnie egzemplarze (te obdarzone największym sentymentem) znajdują się w pamiątkowym pudełku.

*

A teraz?

Aktualnie ja powiedziałabym, że nic nie zbieram, nie kolekcjonuję, ale mój mąż ma na ten temat odmienne zdanie. No dobrze, wiem trudno się przyznać do nałogu. Jestem tkaninoholiczką!
Uwielbiam kupować nowe tkaniny, czasem kiedy spotkam coś niespotykanego zwyczajnie nie mogę się oprzeć, oczywiście na prędce wymyślając Tomkowi co z tego uszyję, a potem skrzętnie układając ją na półeczce „nie do ruszenia”, tylko oglądania. ;)
Czasem z wielkim bólem serca potnę taką tkaninę i coś pięknego powstanie, ale ostatnie skrawki chowam do specjalnej torebki ze ścinkami na wieczną pamiątkę.

*

Zbliża się koniec roku, powinnam zrobić remanent, inwentaryzację, przegląd zasobów, jak zwał tak zwał, jednak wzbraniam się przed tym rękoma i nogami – z prostej przyczyny. Obawiam się, że moja wyjątkowa, niesamowita kolekcja wpadnie w ręce Tomka i drobne, ale kosztowne grzeszki minionego roku wyjdą na jaw! ;)

Continue Reading

życie prywatne

Girls power!

By on Grudzień 18

Mam te moje wtorkowe dziewczyny. Olę, Asię, Alicję, Rominę i Monikę.
Każdy wtorek należy do nas. Nie ma, że deszcz, śnieg czy upał. Spotykamy się i już.
Wtorek z dziewczynami to wyznacznik dobrego tygodnia. A jeśli nawet okazał się nienajlepszy, to zawsze nadchodzi kolejny – możemy się wyżalić i znów na sercu lżej, bo kto Cię lepiej zrozumie niż druga kobieta…

Połączyły nas druty. I to nie telefoniczne, a raczej teflonowe. Początków naszej nieformalnej grupy upatruję się w 2011 roku, kiedy to spotykałyśmy się w ramach współuczenia tajemnej sztuki dziergania i szydłowania. Czasem było więcej włóczek i oczek, czasem plotek, jednak każda wspólna minuta owocowała coraz większą więzią. Na tyle silną, że po trzech latach wciąż nie możemy się nagadać.
Robótki ręczne poszły nieco w zapomnienie, ale potrzeba wspólnego spędzania czasu nie zmalała.

Czasem myślę sobie o nas jako o kole gospodyń miejskich, bo lubimy siadać do wspólnego darcia pierza.
Przedświąteczny czas zmotywował nas do wspólnego pierniczenia.:)

Typowo – jedna pracuje, reszta patrzy. ;)

Ale za to jak dobrze pracuje!

I efektywnie. :)

Ja też coś tam polepiłam…

Monika ma już swoje pierniczki.

;)

Moja zakochana blaszka.

Więc czas na motylki! Oli.

Widać, że z sercem pieczone co? ;)

Był i czas na lekcję plastyki.

Równocześnie z lukrowaniem.

Natchniona Romina.

A ja mam wizję!

Ale słodko co?

Taką wizję!

Gdzie kucharek sześć… tam wielki bałagan!

Lukrujemy, lukrujemy…

A finalnie… :)

Continue Reading

Tymko

Ułatwienie w podróży.

By on Grudzień 16

Jak wiecie często podróżujemy. Czasem są to podróże całkiem duże, a czasem małe, dwudniowe. Do sąsiedniego miasta, załatwić jakąś niecierpiącą zwłoki sprawę w urzędzie albo zwyczajnie odwiedzić dziadków. Przez długi czas nie było z tym żadnego problemu, Tymek w wózek, do kosza torbę podróżną i byliśmy gotowi. Jednak kiedy Tymek zrezygnował z wózka sprawa się mocno skomplikowała. Bo jak pociągiem podróżować z dzieckiem, bagażem i zamyśloną głową i w dodatku o niczym nie zapomnieć?
A jak to wszystko przetransportować?
Ha! Znalazłam rozwiązanie. A właściwie rozwiązanie znalazło nas. Walizka jeżdżąca. Zastanawiacie się dlaczego jest lepsza od zwykłej dorosłej walizki? Myślę, że poniższe zdjęcia zdecydowanie Wam to objaśnią. :)

Po pierwsze – sam ją ciągnie! I to z radością :)

Kiedy małe nóżki się zmęczą, mogę go posadzić i dalej w drogę.

Czysta radość.

Czy nasz pociąg będzie na czas?
Mamo, długo będziemy czekać?

A kiedy jest potrzeba, walizka na ramię, dziecko pod pachę, przygoda czeka!

 A najfajniejsze jest to, że teraz Tymek pomaga mi przy pakowaniu. Sprawdził, czy niczego nie zapomniałam włożyć, a potem:

Zadbał, żeby bagaż bezpiecznie podróżował. :)
Przyznam, że już od jakiegoś czasu rozglądałam się za walizką tego typu. W jednym z supermarketów wypatrzyłam podobną, w zbliżonej cenie jednak od zakupu odwiodła mnie słaba jakość wykonania. Plastik na rogach walizki był brzydko odlany, kanty chropowate, całość sprawiała wrażenie mało solidnej.
Zupełnie inaczej ma się sprawa z walizką BabyOno. Stabilna, z mocnego plastiku, a przy tym bardzo lekka (a ma to dla mnie ogromne znaczenie). Pojemna, z wygodnym zamknięciem. W domu na co dzień służy do przechowywania skarbów Tymka i szalonej jazdy z tatą po pokoju. :)
Dopatrzyłam się jednego drobnego minusika – kółka również są plastikowe. Wolałabym gumowe, byłyby cichsze na nierównych chodnikach i mam wrażenie, że trwalsze.
W ogólnym rozrachunku walizka jeżdzik to świetny wybór. Wysoka jakość, niewygórowana cena, funkcjonalność i kupa zabawy.
A Wy w co pakujecie ubrania swoich dzieci? We wspólną walizę? Też mają swoją? A może jeszcze inne rozwiązanie problemu?

Post powstał we współpracy z firmą BabyOno.
BabyOno

Continue Reading

życie prywatne

Lista moich świątecznych marzeń.

By on Grudzień 15

Ostatnio kilka razy słyszałam pytanie: co chciałabyś dostać. Nie umiałam na to pytanie odpowiedzieć, bo mam wszystko czego potrzebuję.* Jestem zdrowa, kochana, szczęśliwa. Piękne przedmioty to tylko miła oprawa codzienności, bez której świetnie funkcjonuję. 

Oczywiście, jeśli jakiś zacny Mikołaj postanowi mnie obdarować czymś z poniższej listy rzeczywistoś będzie jeszcze piękniejsza. :)
Drodzy pytający – może Wam to nieco podpowie. :)
1/2/3/4/5/6/7/8
1. Piękne garnki. Zachorowałam na emaliowane garnki z Olkusza. Szczerze najbardziej w sercu siedzą mi różowe, ale ten turkus też jest piękny! Pomyślcie o ile lepiej smakował by rosół ugotowany w takim cudzie? No marzę!
2. Kubek. Ale to nie taka prosta sprawa. Musi mieć 600 ml pojemności, a do tego MUSI być szerszy niż wyższy, bo z takiego kocham pić. A raczej kochałam, bo Tymek mi potłukł kubas idealny. Pragnę pięknego substytutu. Biały? Owszem. może też być z jakimś pasującym do mnie motywem. Jestem otwarta. Herbaty mi się chce! :)
3. Poduszka. Co przechodzę koło półki z wellpurami w jysk to wzdycham i jęczę. Już nie muszę. Poduszka będzie. :)
4.Ciepły koc w norweskie wzory. Taki mój. Do ogrzewania ciała gdy książka ogrzewa duszę. Bardzo bym chciała.
5. Zegarek. Bo nigdy nie wiem, która godzina. Klasyczny, ale mimo wszystko wyróżnia się. Różowy też byłby fajny. :)
6. Kule. Miło byłoby je mieć. Pięknie świecą. Ale myślę o popełnieniu samodzielnie.

Continue Reading

życie prywatne

Czy na choinkę już czas?

By on Grudzień 8

Moją ulubioną tradycją rodzinną w dzieciństwie było ubieranie choinki.
Nie pamiętam kto kupował choinkę we wczesnym dzieciństwie – czy uczestniczyłyśmy z siostrą w wyborze, kto przynosił ją do domu, później bywało różnie, czasem rodzice wspólnie, czasem mama, czasem tata. W ostatnich latach to ja i Tomek dostarczaliśmy drzewko do domu moich rodziców.
Pamiętam za to, że już kilka dni wcześniej stała na balkonie i czekała. Czekała. Czekała.
A ja doczekać się nie mogłam. Bo w naszym domu tradycją było ubieranie jej w Wigilię rano.
Nie było mowy o obraniu wcześniej. Dlaczego?
Bo w domach moich dziadków też była taka tradycja, mama w krzyżowym ogniu pytań podpowiedziała,
że kończy się Adwent i jest czas na radość. Tata dopowiedział, że chodziło o to, żeby ten świąteczny nastrój nie spowszedniał.

Z tym naszym siostrzanym ubieraniem było tak, że mama zakładała lampki a potem my do woli mogłyśmy wieszać ozdoby.
Przyznam, że miało to swój wielki urok i budowało świąteczną atmosferę.
Może w tym roku Paulina znów da się namówić na wspólne ubieranie choinki?

Na wielu blogach widziałam już choinki, piękne, kolorowe, roziskrzone światełkami.
Sama swoją też wkrótce ubiorę. Dla Tymka. Bardzo mu się podobają światełka, bombki. Chcę, żeby miał czas się nacieszyć tym świątecznym klimatem.
         Nasze święta są jak co roku będą objazdowe, na szybko, wpadamy na chwilę do jednych i drugich rodziców, bo przecież z każdymi chcemy spędzić choć chwilę w święta… Jednak mam wrażenie, że zupełnie brak nam przez to świątecznej atmosfery. Od stołu do stołu, nie ma czasu posiedzieć w spokoju z kubkiem kakao przy pachnącej lasem i piernikami choince, posłuchać kolęd, zwyczajnie pobyć.

Continue Reading

Tymko | życie prywatne

Niedziela pod znakiem 9.

By on Grudzień 7

Dzień warty upamiętnienia.

Nasz syn, który spać lubi, ale krótko i intensywnie albo wtedy kiedy musimy pilnie wyjść, wstaje najczęściej w okolicach 7. Nie ważne o której poszedł spać, czy była to 20 czy 23, siódma rano jest w jakiś sposób wiążąca dla Tymoteusza.
I uwaga! Przechodzimy do tytułowej dziewiątki, którą każdy domyślny czytelnik już rozszyfrował.
Tak. Tymo obudził się dziś o 9! Historia na tyle niezwykła, że słowom Tomasza nie dowierzałam i od razu sięgnęłam po własny czasoodmierzacz ku zweryfikowaniu tej niesamowitej informacji. Kiedy okazała się podwójnie prawdą poczułam się wypoczęta, jak Śnieżka po przebudzeniu za pomocą pocałunku księcia.
Domyślam się, że może być to radość jednorazowa, więc przejdźmy do kolejnej dziewiątki.
Uwaga. Dziś oficjalnie stwierdzam, że nasz syn wyrósł z rozmiaru 74 (przypisanemu 9ciomiesięczniakom).
Mając dwadzieścia miesięcy i jeden dzień.
Nie wiem czy upatrywać się jakiegoś związku z tym długim porannym snem? Wszak nie od dziś wiadomo, że dzieci rosną podczas snu.
No i uf. Tymko już nie nosi identycznego rozmiaru jak jego półroczny kumpel Staś! 
Jedyne co mnie martwi w tym temacie to nieuchronnie zbliżające się zakupy ubraniowe. A ja nie potrafię znaleźć potomkowi ubrań w rozsądnej cenie wizualnie prezentujących się tak jak bym tego oczekiwała.
Jednak nie jest to koniec znaczących 9 w dniu dzisiejszym…
Bo o 18.09(!) syn usnął. I teraz od godziny zastanawiam się czy się cieszyć, że taaaki długi wieczór nam zafundował czy raczej płakać, po za chwilę obudzi się rześki i… dopowiedzcie sobie sami… ;)

Continue Reading

Tymko | życie prywatne

Jest pani zwolniona.

By on Grudzień 3

Wiecie, że mamy nie biorą l4 prawda? Zwyczajnie pracodawca i potomek w jednym zupełnie nie poradzi sobie sam. Może Was jednak zwolnić. Bo i ja zostałam zwolniona. I to nie to, że zwolniłam tempo, o nie. Zwyczajnie zostałam wylana! A zdążyłam się już zadomowić, nawet własny kubek przyniosłam na stanowisko pracy. Ciepło mi było i bezpiecznie. A on z dnia na dzień – zwalniam panią. Od dziś poradzę sobie sam. Czasem tylko skorzystam z pani rąk jako prywatnej lektyki, kiedy me stopy się zmęczą.

Zastanawiacie się z jakiej posady mnie zwolnił?
WÓZKOWEJ!

Pamiętam dokładnie pierwszy dzień w pracy. Padał lekki deszcz, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało, podekscytowana pchałam karetę, każdy nawet centymetrowy krawężnik budził mój strach! A jak go telepnie? Nie daj Boże krzywo podjadę i się przesunie? Mam zdjęcie z tego dnia.

To wzruszenie widzicie? Ach piękny czas. Potem starając się nadążyć za potrzebami potomka wózek zmieniliśmy dwukrotnie (raz sytuacja losowa, raz potrzeba serca). Jednak nigdy nie wspominał, że zatrudnia mnie tymczasowo, że może zlikwidować stanowisko pracy. Gdzieś tam w głowie siedziała taka myśl – może jak będzie miał ze dwa czy trzy lata, ale to przecież tak daleko…

Daty  ustania stosunku pracy nie uświadczę, choć wykonywałam swoje obowiązki wzorowo, nie podpisywałam listy obecności codziennie. Zawsze przynosił mi ją na koniec miesiąca i mówił – uzupełnij.
Widocznie PiPy się nie bał. Teraz to i tak nie ma już znaczenia.
Nie mam pamiątkowego zdjęcia z ostatniego spaceru, nawet na pozowane nie daje się namówić – mówi „co ściemę będę walił, chcę mieć wiarygodny wizerunek”!

Wózek stoi więc samotnie na klatce schodowej, równie zapomniany jak kurz pod wycieraczką, ja patrzę na niego tęsknie, poTomek patrzy z nienawiścią. Jak na narzędzie spętania i wolności ograniczenia…

W sercu mam jeszcze cichutką nadzieję, że wielkie śniegi wzbudzą w nim cieplejsze uczucia wobec prywatnego pojazdu i będę mogła sobie to pamiątkowe zdjęcie cyknąć.

A jeśli nie to na tablicy ogłoszeń znajdziecie tekst taki: Sprzedam wózek, mało używany. Sprawny, czarny, tanio.

Continue Reading

rodzinnie | wyjazdowo

Jest jedna zasadnicza rzecz określająca wyjątkowość człowieka – pasja.

By on Grudzień 1

A wspólna pasja łączy ludzi. I tym sposobem dochodzimy do sedna dzisiejszego wpisu.
Wspólna pasja połączyła losy 25 rodzin w ubiegły weekend. Spotkaliśmy się w Bajkowym Zakątku, żeby bliżej się poznać, wypocząć, zdobyć nieco wiedzy, a przede wszystkim dobrze bawić.

W hotelu zjawiliśmy się trochę po 17, powitały nas organizatorki, przedstawiły szczegóły pierwszego wieczoru i już był czas na kolację.
Jedzenie było po prostu niesamowite! Tyle pyszności na raz u nas chyba tylko na święta! I pięknie podane.
Na początku w sali pełno obcych twarzy, poczułam się nieco zagubiona, ale myślę sobie raz kozie śmierć!
Czas się poznać! Integracja poszła nam dość sprawnie i sytuacja nieco oswojona.
Po kolacji mieliśmy czas do własnej dyspozycji, który w dalszym ciągu wykorzystywaliśmy na integrację i poznaliśmy całą ekipę „z pięterka” Zapiecka (Black Smokey, Panienka Anna, Świat Leny, Oczami Mamy. Świetni ludzie, dzieciaki w podobnym wieku, więc nie zabrakło tematów do rozmów i żartów.

Sobotę rozpoczęliśmy ze świeżymi umysłami i ciałami gotowymi do czynu!
Z samego rana z Kasią, Oliwką i Łukaszem wybraliśmy się na spacer poznawczy po terenie ośrodka.

W planach spotkania były takie atrakcje jak park linowy, kłady czy poduszkowiec!
Nie wiem co mnie podkusiło, co się w tej rudej głowie zalęgło, że postanowiłam wybrać się na spacer tym parkiem linowym! Nogi trzęsły mi się już na trzecim szczebelku drabinki, z każdym kolejnym coraz ciężej było złapać oddech… ;) Uf, pokonałam pierwszą, drugą, trzecią przeszkodę i… koniec. Dalej iść nie mogłam. Instruktorzy mogli sprawdzić się w akcji ratowniczej. Hihi.

Po tych przeżyciach stwierdziłam, że atrakcji mi wystarczy, a do tego nadszedł czas drzemki Tymka, więc spokojnie oddaliliśmy się ku naszemu pokojowi na zasłużony odpoczynek. ;)

W międzyczasie Kur Złotopiór zorganizował nam zabawę, w trakcie której mogliśmy bliżej poznać miejsce nas tak pięknie gościło, a dla dzielnych dzieciaków w nagrodę za wytrwałość przygotował zbiór legend o okolicy.

Po południu blogerki spędziły czas na wykładach, tatusiowie na zabawie z pociechami.
Część wykładów była dla mnie super! Uporządkowały wiedzę w pewnych kwestiach, poszerzyły horyzonty i w ogóle ach! Natomiast ten żenujący o kupie i kremie w tle pozostawię bez komentarza. ;)

Następnie czas na (upargnioną!) kolację – oczywiście smakową rewelację! I możliwość kupienia cegiełki na Dom Dziecka w Olsztynie. Bo blogerzy to na prawdę dobrzy ludzie, udało nam się zebrać 1320 zł, za które będą kupione paczki dla dzieciaków! :)

Wieczorem, kiedy maluchy padły wymęczone całodziennym szaleństwem rodzice oddali się prawdziwej integracji do nieprzyzwoitych godzin nocnych. I znów ciepłe myśli ślę Zapieckowej bandzie.:)

Niedziela rozpoczęła się leniwym śniadaniem. Z żalem stwierdziłam, że już dziś czas do domu, więc humor był raczej pochmurny, tak szybko się człowiek przyzwyczaja do dobrego, że ludzie tacy przyjaźni, że wokół tak pięknie, że jedzenie taaaakie dobre!
Był jeszcze czas na kolejne wykłady, a potem czas na pakowanie, wspólny obiad i pożegnania.
Na szczęście wszystkim mówiliśmy „do widzenia”, „do zobaczenia”, z taką mocą wypowiadane, że na pewno się sprawdzą!

Drogie organizatorki – Natalio, Aniu, Roksano, dziękuję za ten czas. Wspaniały Bajkowy Zakątku dziękuję za ten czas!

Żal mi tylko, że nie zdążyłam wszystkich poznać, przyznam, że dwie, trzy twarze zobaczyłam pierwszy raz w niedzielę przy śniadaniu. Z niektórymi osobami zamieniłam tylko kilka słów, z innymi i noc na plotki to byłoby za mało…
Kasia Ty wiesz! Tosinkowo love! Pani Rolnik kocham Panią! Ania mam nadzieję, że w końcu kiedyś uda nam się spokojnie przy kawie pogadać. Bożena – cudownie znaleźć kogoś z podobnym poczuciem humoru ;) Sylwia – jesteś moim mobilizatorem! Dietka i ćwiczenia raz! Wiola – dzięki za ogrom wiedzy! :)

Podziękowania dla Sponsorów:

Bajkowy Zakątek za gościnę 
Mary Kay za prezentacje
Herbalife za prezentacje 
Grupa Happy za zabawę z dziećmi
Uf! Zdjęcia dzięki uprzejmości koleżanek blogerek, bo my z tych emocji zapomnieliśmy wyciągnąć aparat z walizki!. ;)

Continue Reading