książki

„Szczęście jest chyba czymś takim, jak okulary pana Hilarego.”

By on Listopad 25

Za oknem coraz zimniej, śnieg pada intensywnie, ale szybko się topi. Szarówka, buro i nijako.
Łatwo w takim czasie o gorszy nastrój. Niby święta zaraz, nowy rok, rodzinne ciepło – jednak kiedy patrzę w kalendarz mam wrażenie, że nie doczekam się tego przyjemnego czasu…

Wytaczam jednak wojnę chandrze – ciepłe kakao z nutką cynamonu, ciepłe skarpety, miękki koc i oni!
Borejkowie! Zawsze przyjmą mnie z otartymi ramionami, poczęstują pysznym ciastem…

Serię Jeżycjada przeczytałam już kilkukrotnie, a mimo to uwielbiam do niej wracać, za każdym razem dostrzegam niuanse, które rzucają nowe spojrzenie na całość. I choć jest na świecie miliony książek, których jeszcze nie przeczytałam, to do Borejków wracam bez wyrzutów sumienia nad zmarnowanym czasem. Bo przecież czas spędzony z przyjaciółmi nie można nazwać marnotrawstwem.

Jeżycjada to powieści pełne rodzinnej miłości, szacunku do drugiego człowieka, ciepła, które ogrzewa z każdym przeczytanym słowem. Nie brak tu i trudnych tematów, utrata kogoś bliskiego, śmierć, zazdrość, niespełniona miłość, ale autorka zręcznie prowadzi nas przez życiowe miny wskazując różne rozwiązania, które możemy spróbować zastosować we własnym życiu.

Znacie Borejków? A może polecicie mi coś równie krzepiącego na resztę listopadowych dni?

Continue Reading

Tymko | zabawy

Czarne serduszka

By on Listopad 20

Edukację szkolną zakończyłam dość dawno, jednak w nauce nie ustaję.
Pilnie uczę się życia. Czasem zapomnę odrobić lekcje, czasem się spóźniam. Nigdy nie byłam pilną uczennicą.

Jest jednak jednak lekcja muzyki, którą wpisałam jako obowiązkową.

W minioną środę byłam na spotkaniu mam olsztyńskich. Przybyło ich około 50!
W trakcie grupowego zdjęcia dzieci zaczęły marudzić, pani fotograf zarządziła wspólny śpiew.
Matki poniosła jagódkowa nuta… a ja?

Nie znam! No zwyczajnie nigdy jagódek nie słyszałam. Oblałam macierzyński test muzyczny?

Po powrocie do domu opowiedziałam wszystko Tomkowi – odpalił youtube i z panią piosenkarką zaczął zawodzić o czarnych serduszkach…!

Rzecz, której nauczyłam się ostatnio to piosenka Czarne jagódki.

Kto zaśpiewa ze mną? ;)

Continue Reading

życie prywatne

Od poezji, przez rock sięgając aż po kolędy!

By on Listopad 18

Przyznam szczerze, że przy szyciu nie słucham nic. Zwyczajnie stukot maszyny zagłusza wszystko skutecznie.

Jednak zanim zabiorę się do właściwej pracy potrzebuję motywacji, rozrusznika. ;)

Teraz najbardziej na topie jest świąteczne radio RMF FM, po kolei realizuję zamówienia świąteczne więc żeby poczuć tą bożonarodzeniową magię w listopadowe wieczory słucham
Brendy Lee:

Ale nie zawsze szyję świątecznie, wtedy sięgam najczęściej po poezję śpiewaną, głośno przy tym śpiewając.
Moi faworyci to Na bani

ale zawsze chętnie wracam do Starego Dobrego Małżeństwa, Domu o Zielonych Progach czy Ciszy jak ta.

Natomiast kiedy zupełnie nie  mogę zabrać się do pracy po dłuższym lenistwie na nogi świetnie mnie stawia
Florence:

a Wy czego słuchacie przy pracy? :)

Continue Reading

życie prywatne

Gdybym na koncie miała 100000 złotych.

By on Listopad 17

Gdybym pewnego ranka sprawdziła stan konta a moim oczom ukazałaby się taka zawrotna suma z uśmiecham na ustach zjadłabym śniadanie, a następnie gruntownie zastanowiła co dalej.
W głowie mam dwa pomysły związane z taką kwotą – budowa domu strawballowego lub otworzenie wyjątkowego Tulankowego miejsca.

Opiszę Wam dziś to drugie marzenie. Pomysł dojrzewa w nas równocześnie. Nie wiem kto pierwszy zaczął o nim mówić – Tomek czy ja, grunt, że w naszych wyobrażeniach ta wizja się pokrywa.

Chcielibyśmy otworzyć Niebieskie Migdały. Byłoby to miejsce, do którego zawsze można wpaść na pyszną kawę, ciasto i rękodzieło!
Jak można wpaść na rękodzieło? W dwójnasób – tworząc rękodzieło na miejscu, przy wielkim warsztatowym stole, z pięknych, kolorowych materiałów czekających na twórców na półkach lub też dla tych spieszących się do swoich obowiązków – gotowych produktów Tulanek i ich utalentowanych przyjaciół.

Byłyby tam wygodne fotele z podnóżkami, żeby można było w spokoju wydziergać szalik czy rękawiczki.

Pod dużymi oknami stanęłyby stoły z maszynami, żeby w każdej chwili można było wpaść i uszyć dla siebie coś wyjątkowego.

Byłyby też małe stoliki, przy których można by było wypić kawę z przyjaciółką.

Oczywiście nie zabrakłoby miejsca dla maluchów, pełnego poduszek i kolorowych zabawek, po to, żeby mamy też mogłyby u nas miło spędzić czas.

*

Całe miejsce urządzone by było odcieniach mięty, pudrowego różu, słonecznego żółtego. Wchodząc do nas każdy czułby się jak wśród przyjaciół.

Gdyby porwał Cię nasz pomysł i posiadasz luźne 100 tys. zł to chętnie podam dane do przelewu. ;)

Continue Reading

rodzinnie | życie prywatne

Zielone fotele?

By on Listopad 13
Książka, kilka słów i otwiera przede mną falę wspomnień. Tak ulotnych, że cały dzień powtarzam w myślach, pod zamkniętymi powiekami widzę zielone fotele.


Do tej chwili byłam pewna, że były zielone. Na pewno obrotowe, ze sztywnymi podłokietnikami. Można było w nich wirować w szalonym pędzie. Pamiętam też, że można było dwa zsunąć i tworzyły małe łóżeczko. Tak to sobie wyobrażałam.
Nie wiem kiedy fotele znikły. Zapomniałam o nich na długie lata, aż do dziś.


Była też szuflada. Mogłyśmy tam zaglądać, na pewno były tam kartki pocztowe, bardzo stare. Były takie, które pamiętam do dziś. Delikatne, wytłaczane w kwiaty.

Nie jestem teraz pewna czy wyobraźnia nie płata mi figli, ale w szufladzie były też książki dla dzieci. O jelonku i jakaś o krasnalu czy Mikołaju.

Pod telewizorem była szuflada z albumami. Czasem babcia wyciągała ten album i nam pokazywała, opowiadała, ale niewiele pamiętam z tych opowieści.
Pamiętam za to doskonale opowieści babci o jej dzieciństwie.

Była też talia rosyjskich kart do tysiąca. Oj grywałyśmy we trzy, babcia, Paulina i ja. Grywała też z nami p. Baranowska. Pamiętam taki dzień – przyszła, gramy i mówi, że Paulina to ładniejsza dziewczyna. Możecie się domyślić, że p. Baranowskiej już nie lubiłam… 

W sypialni było łóżko w szafie. Niesamowita atrakcja. Spałam w nim raz. Nie pamiętam dlaczego, ale byliśmy całą rodziną u babci na noc. I to ja mogłam spać w tej szafie! 

Za to przy łóżku babci wisiała makatka. Makatka moich marzeń. Były owieczki, drzewa, góry. Brzmi może tandetnie, ale kojarzy mi się z bezpieczeństwem.
Niestety makatka gdzieś zaginęła.

Był i ogródek. Kwitnące malwy. Krzaki malin, jabłonka, po której można było się wspinać. I ślimaki bez skorupy ohydne. Truskawki. Zielona altanka. I leżaki rozkładane pod jabłonką. Prysznic z ogrodowego węża.

Na koniec wizyty babcia zbierała kwiaty, potem wsiadałyśmy w autobus i jechałyśmy na cmentarz. Stała trasa, trzy groby. I jej słowa, że jak umrze, nikt nie będzie o niej pamiętał. Wtedy złościły, teraz tak bardzo bolą.

Nasze ostatnie spotkanie. Niebieskie wyblakłe oczy we łzach…


Jeszcze chwila i minie rok. Rok jakiegoś dziwnego otępienia. Nie pożegnałam się, teraz poczucie pustki zalewa moje serce. Po odejściu Dziadka pojawił się Tymek… Zamienili się miejscami. Smutek mieszał się z radością. A teraz?


Continue Reading

Tymko

O łamaniu.

By on Listopad 2

Już ostatnio pisałam, że Tymek choruje, w czasie teraźniejszym. Do środy antybiotyk. Odnoszę wrażenie, że jest już lepiej, mniej kaszle, katar jak u mnie, bez zmian. Śpi spokojniej. Mnie łamie w kościach. I duszy.

Antybiotyku łykać nie chce. Pod presją czasu i ostateczności wlałam mu lek w gardło na siłę. Zwymiotował. potem oboje się spłakaliśmy. On z żalu, ja z bezsilności. Wiem, że to dla jego dobra, ale on tego nie rozumie. Czuję się jak jakiś psychol, najpierw się z nim siłuję, potem tulę…
Na szczęście z musem owocowym zjada. Często bardzo nieufnie, ale oszukuję go podając najpierw sam mus. Mus to mus. Za to probiotyki zlizuje z łyżki i chce jeszcze. O tyle dobrze.
Zmęczona jestem domowym więzieniem, marudzącym Tymkiem, sobą samą. Tomek wraca a ja uciekam do szycia. Szyję i szyję. I cieszę się, że mi takie fajne rzeczy wychodzą! Szycia do stycznia mamy tyle, że nie wiem czy i do lutego się wyrobimy. O świętach coraz częściej myślę. Jak to wszystko ogarnąć.
Chociaż szycia mnóstwo, zdjęć nie ma. To ma ogarnąć Tomek i kropka.
Ja mam jakieś szczątki telefonowe. Już nie taką szarą, rozmemłaną pikselozę, ponieważ musiałam wymienić telefon. dzięki temu zdjęcia się poprawiły. I moja chęć pstrykania! 
Zostawiam Wam więc miks ostatnich dni.
Takie ciekawe zamówienie nam się trafiło. Lew 130 cm wzrostu. Oczywiście bezpieczeństwo to podstawa. Ujarzmiony pasami. ;) I załapał się piękny kolor naszej maździnki :)

Taki mój samodzielny! :)

Od kiedy stoi namiot mama musi siedzieć w namiocie, względnie tata. Tymek niekoniecznie, ale rodzice muszą! ;) Namiot to strzał w dziesiątkę, widać, że Tymek lubi się w nim bawić i traktuje jak swój kąt. Kiedy akurat uda nam się umknąć np. na kanapę łapie nas za rękę i ciągnie do namiotu. :)

Coraz częściej daje się namówić na robienie głupich min do aparatu! :D

W ramach samodzielności – zginąć nie zginie. Tomek go dziś przyłapał na zorganizowaniu sobie śniadania ;)

A tu moja duma – dresowy kombinezon. Marzyłam o takim dla Tymka od zeszłego sezonu, ale ceny sklepowych mnie powalały. Teraz się zawzięłam i powstał w 45 minut! Dlaczego nie wzięłam się za to wcześniej?!

I tyle u nas. Oby listopad był łaskawszy niż październik! Na pewno będzie to bardzo intensywny czas. Do końca roku każdy weekend mam już zaplanowany! 

Continue Reading