Ozi | rodzinnie

Przygarnij psa?

By on Wrzesień 29

Ostatnio modny temat. Dzieci często nas proszą o zwierzaki. Zastanawiamy się nad wyborem – rybka – mało interakcyjna, ale i kłopotu z nią niewiele, chomik – trochę bardziej angażuje nas w opiekę, ale i można go (delikatnie!) przytulić czy pogłaskać.

Kot. A może pies?
Wybór należy do Was. My zdecydowaliśmy się na psa. Nie namawiał go na nas Tymek, Ozi był z nami już wcześniej. Pracowałam nad Tomkiem długi czas, on odwlekał decyzję do wiosny, potem zimy…
Aż uległ. Było dla nas oczywiste, że przygarniemy schroniskową biedkę.
Mieliśmy dwa kryteria: suczka i malutka. 
Urabiając Tomka pokazywałam mu zdjęcia ze schroniska, jakie to śliczne psiaki czekają na lepszy dom.
W oko wpadł mi piękny rudzielec. Ale musiałam o nim zapomnieć, bo był za duży. No i pies…
Do schroniska wybraliśmy się 22 grudnia. Na rozeznanie tematu. Od bramy ogarnął mnie smutek. Tyle psich smutków…
Aż tu nagle patrzę! Rudy! Szczekał na nas zachrypniętym niedźwiedzim głosem… No kupił mnie. 
Zapytaliśmy czy możemy go zabrać na spacer. Nie było najmniejszego problemu. No może poza szalonym pędem Rudego na spacerze. Ale tłumaczyłam Tomkowi, że on przecież wypuszczony z klatki, musi się wyszaleć… ;)
Następnego dnia wyjeżdżaliśmy na święta do rodziców, nie było opcji zabrać psa ze sobą. Ze smutkiem odprowadziliśmy psa do kojca i obiecaliśmy, że za kilka dni po niego wrócimy.
28 grudnia podpisaliśmy umowę adopcyjną i zabraliśmy psa do domu. Nowe życie – nowe imię. Oto Ozi.
Pieszczoch niesamowity. Wtulał się w nas i drapany po grzbiecie zasypiał pochrapując. Spacerowe szaleństwo nie ustawało. Myśleliśmy, że pewnie potrzebuje czasu…
Cóż. W grudniu będą trzy lata naszej przyjaźni. Spędziliśmy wiele cudownych chwil wspólnie, czasem było śmiesznie, czasem groźnie (Ozi ma na sumieniu kilka karygodnych przestępstw), jest po prostu naszym członkiem rodziny.
Nie będę pisać, że była to najlepsza decyzja jaką w życiu podjęliśmy. Wiąże się z wieloma obowiązkami, czasem sporymi kosztami, czy ograniczeniami.
Dwa lata temu nasz pies połknął igłę. Było bardzo groźnie, skończyło się operacją, ogromnymi pokładami finansowymi  i odwołanym urlopem (połknął igłę w piątek, a w poniedziałek mieliśmy wyjechać).
My adoptowaliśmy dorosłego psa. Nie braliśmy pod uwagę szczeniaka, ponieważ baliśmy się zniszczeń w wynajmowanym mieszkaniu. Dorosły pies już odchowany będzie wiedział jak zachować czystość. Nie wzięliśmy jednak pod uwagę faktu, że może mieć nawyki nie do skorygowania. 
U nas to właśnie szaleńcze spacery, ciągnie smycz, gna jak szalony, a kiedy spotka innego psa to jest awantura na całe osiedle.
Na szczęście wykazuje prawie niewyczerpane pokłady cierpliwości wobec Tymka pozwalając się tarmosić i ciągnąć za łapy. To wszystko oczywiście pod naszą kontrolą, bo mimo ogromu miłości do Oziego pamiętamy, że jest tylko zwierzakiem a do tego z nieznaną przeszłością.
Gdyby ktoś nas zapytał o radę czy adoptować psa nie dalibyśmy prostej odpowiedzi.
Możemy opowiedzieć nasze przygody, podpowiedzieć jak to u nas było. Każdy musi sam rozważyć,
czy to jest odpowiedni czas na psa. Czy będzie miał kto go wyprowadzać, dbać czy podrapać za uchem.
I mieć świadomość, że to będzie przyjaźń na wiele długich lat.

Continue Reading

Tymko

Wchodzi w rolę.

By on Wrzesień 22

Jak wiecie co weekend nasze stateczne życie zmienia się w szaloną karuzelę.

Raz jesteśmy w wielkim mieście korzystając z dobrodziejstw cywilizacji, innym razem wiedziemy sielskie życie wypoczywając w otoczeniu przepięknej natury.
Jak w tym wszystkim odnajduje się nasz synek? 
Sami zobaczcie!
Tymek zaprasza dziś na wycieczkę po olsztyneckim skansenie.

 Chodź, usiądź koło mnie, opowiem Ci historię tego miejsca.

To co? Jesteś gotowy do zwiedzania?

 Daj rękę, żeby się nie zgubić!

 To chyba będzie koniec naszej wycieczki.

PS: Wypłatę za oprowadzanie przyjmuję w czekoladowych cukierkach! :)

Nie bójcie się podróżować z dzieckiem! Często spotykamy się z tekstami – „nasze by już uciekło/rozniosło stoisko/płakało w kącie” i tym podobne kwiatki.
Uwierzcie w swoje dzieci! Zaufajcie im i pozwólcie odkrywać świat ramię w ramię z opiekuńczym rodzicem!

Continue Reading

życie prywatne

O przyjaźni.

By on Wrzesień 14

Z moją siostrą od zawsze darłyśmy koty. Różnie między nami bywało. Zazdrościłam koleżankom, które przyjaźniły się z siostrami. My nie potrafiłyśmy nigdy tego przeskoczyć.

Obecnie obie dorosłyśmy, założyłyśmy rodziny (Paulina od półtora miesiąca jest mężatką!;)). Dogadujemy się dużo lepiej. Może z czasem nasza zażyłość przerodzi się w szczerą przyjaźń? Byłoby cudownie!
Od pierwszej klasy przyjaźniłam się z E., byłyśmy najmniejsze w klasie, jakoś do siebie pasowałyśmy. 
Mamy wspólne cudowne zdjęcie z pasowania pierwszoklasistów, dwie malutkie dziewczynki w kucykach trzymające się za rączki! 
Pięknie wspominam czasy dzieciństwa z E. u boku. To u niej pierwszy raz nocowałam, oczywiście podkochiwałam się w starszym bracie, później wspólnie szalałyśmy za chłopakami z klasy, dzieliłyśmy się wszystkimi sekretami. Wiecie, pierwszej przyjaciółki się nie zapomina!
Chodziłyśmy do jednej klasy i siedziałyśmy w jednej ławce przez 9 lat. Szmat czasu!
Niestety nasze drogi się rozeszły wraz ze średnią szkołą. I kontakty bardzo się rozluźniły. 
Później poznawałam kolejne dziewczyny, nie iskrzyło już tak jak z E. 
Aż pojawiła się M. Właściwie pojawiła się to złe określenie. Znałyśmy się wcześniej. Działałyśmy w różnych drużynach harcerskich, ale za sobą nie przepadałyśmy. Nie potrafię powiedzieć kiedy ociepliły się nasze stosunki. Natomiast czas liceum to gorąca, zażyła przyjaźń! Już nie taka infantylna, dziecięca jak z E.
Prawdziwie oddana. To M. towarzyszyła mi we wszystkich istotnych momentach, razem odebrałyśmy moje świadectwo maturalne, razem świętowałyśmy osiemnaste urodziny przy Picolo, zajadałyśmy zawody miłosne lodami czekoladowymi, wspólnie podjęłyśmy pierwszą pracę zawodową – zbierałyśmy truskawki i „cieciowałyśmy” w Domu Harcerza”. Z podlotków stawałyśmy się kobietkami.
To ona jedyna upiła mnie bez picia alkoholu (ach te wisienki wyłowione ze spirytusu!).
My (i wisienki we krwi) dumnie prezentujemy we wrześniu nasze zimowe czapki! :D

To jedyna osoba, do której mogę zadzwonić i powiedzieć o wszystkim co mnie boli. (W drugą stronę też to działa). 
Niestety aktualnie dzieli nas 250 kilometrów, widujemy się zdecydowanie za rzadko. Obie jesteśmy już żonami, mamami, bizneswomenkami (hihi!), codzienne obowiązki nieco nas ustatkowały, ale niech te nasze oseski od piersi odrosną, jeszcze pokażemy na co nas stać! 
Człowiek to zwierze stadne. Osiedliliśmy się w Olsztynie jakiś czas temu, wszyscy przyjaciele zostali w rodzinnych miastach lub wyjechali jeszcze dalej. Jakiś czas temu zgrałam się z kilkoma niesamowitymi dziewczynami. Połączyła nas pasja do robótek ręcznych. Teraz już tak intensywnie nie dziergamy, natomiast spotykamy się na babski wtorek, taki nasz gromadny, plotkowy, najczęściej przy czymś smakowitym.
Szukałam  jednak w Olsztynie również bratniej duszy, już myślałam, że ją znalazłam. Siostrę w macierzyństwie i przeciwnościach losu… Jednak porzuciła mnie dla swojej codzienności.
Uparcie będę szukać dalej!
 A tymczasem wyżalę się Przyjaciółce!

Continue Reading

Tymko

O kształtowaniu.

By on Wrzesień 11

Niezmiennie od długiego czasu słyszymy ochy i achy nad Tymkiem. Pomijam urodę naszego pięknego synka. Chodzi o zachowanie. Że grzeczny, spokojny, cierpliwy… I można tak wymieniać.
Wiele osób twierdzi, że mamy szczęście, że nam się takie dziecko trafiło.

Być może to kwestia szczęścia, jednak ja wierzę, że jest to głównie sprawa wychowania Tymka.
Od maleńkości, od pierwszego dnia życia odpowiadaliśmy na jego potrzeby.
Był stale noszony, karmiony piersią kiedy tylko zapragnął (a był taki okres, że pragnął ciągle).
W zasadzie nie miał wielu okazji do nerwów, ponieważ pierwsze kwilenie było dla nas sygnałem, że coś jest nie tak. Tymek spokojnie rósł, zdobywał nowe umiejętności, staramy się nie ograniczać jego pędów poznawczych, o ile nie zagrażają jego życiu lub mogłyby wyrządzić szkodę komuś innemu.

Akceptujemy jego upodobania, nawet jeśli „normy społeczne” są inne.
Nasze dziecko mogło jeść rękami dopóki nie nauczyło się posługiwać sztućcami (nikt nie wciska mu na siłę łyżeczki w rękę albo co gorsza w buzię). Na razie nie akceptuje nocnika, więc nie naciskamy.
Czapek też nie chciał nosić, na szczęście ten czas przypadł na wiosnę/lato i krzywda mu się nie działa.
Teraz nastąpił przełom i sam zakłada czapkę i spacer odbywa się bez histerii!

Jak widać, nawet mu się podoba!

Prowadzimy nieco szalony tryb życia, co weekend jesteśmy w innym mieście. Oczywiście spływały dobre rady, że może powinien zostawać w domu, że się męczy i inne głupoty.
Przecież znamy nasze dziecko! Doskonale odnajduje się w nowym otoczeniu, z ciekawością obserwuje zachowania ludzi, aktualnie sam nawiązuje kontakt zaczepiając „ciocie” i „wujków”, ale przede wszystkim jest z nami. Najbliższymi mu istotami.

Myślę, że dużą rolę odegrał tu też fakt, że zabieramy go w różne miejsca: do kawiarni, muzeum, na koncert organowy, ognisko czy zwykłe zakupy. Dzięki temu w małej główce kształtują się różne modele zachowań, w końcu rodzice inaczej zachowują się w kościele czy muzeum, a zupełnie inaczej w swobodnych sytuacjach towarzyskich.

Wiadomo, że nie jest zawsze słodko i tęczowo, zdarzają się naszemu dziecku wpadki. Coś nieumyślnie zniszczy, zbyt podekscytowany zabawą uderzy nas czy sprawdzając granice naszej cierpliwości milionowy raz wyleje kubek wody na kanapę. ;)
Ustaliliśmy tu wspólny front. Nie krzyczymy, nie bijemy, nie karzemy. Zwyczajnie tłumaczymy.
Może komuś wydać się śmieszne tłumaczenie roczniakowi, że uderzanie telefonem w podłogę jest złe, ale my wierzymy w to, że przyjdzie dzień, w którym przyzna nam rację.
Agresja wyzwala agresję, a ja chcę, żeby moje dziecko czuło się ze mną bezpiecznie.
I tylko spokój może nas uratować! ;)

Continue Reading

Tymko

Z okazji 17 taka niespodzianka.

By on Wrzesień 6

Dziś Tymko skończył 17 miesięcy.

Śniadanie.
On w krzesełku do karmienia pałaszuje śniadanie. W pewnym momencie wstaje i pokazuje na psa energicznie machając rączkami.
My mówimy, że nie wiemy o co chodzi.
Ten wnerwiony wskazuje drzwi. My zdziwione miny.
W końcu przemówił:
– Idzie Ozi!

Czym tak bardzo ekscytują się rodzice?
Dziecko złożyło pierwsze zdanie!

(Chodziło o to, żeby wyprosić Oziego za bramkę. My to często robimy, ponieważ Tymcio chętnie dzieli się z psem posiłkami jak tylko przypomni sobie, że Ozi jest w pomieszczeniu. Tym razem to Tym dopełnił rytuału!)

Continue Reading

życie prywatne

Chodzą pogłoski…

By on Wrzesień 4

że realne życie wciągnęło nas na tyle, że zapomnieliśmy o naszym blogowym światku.
Nie od dziś wiadomo, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy.

Gdzie byliśmy jak nas nie było? Trochę tu, trochę tam. Odwiedziliśmy wiele pięknych miejsc, uczestniczyliśmy w doniosłych wydarzeniach, czasem ze smutkiem pochylaliśmy głowy nad zastaną sytuacją.
Ot codzienne życie.

Ale nadchodzi jesień, wszystko zwalnia… Na szczęście i my wytracamy prędkość – przed nami ostatnie jarmarki, a już za chwilę weekend będzie oznaczał spokojne popołudnie w fotelu i z książką.

Wrzesień to dla nas miesiąc nowego początku. (Chyba jeszcze przyzwyczajenie ze szkoły!). Porządkujemy mieszkanie, pozbywamy się niepotrzebnych przedmiotów, robiąc miejsce na nowe skarby.
Wyciągnęłam już z czeluści szafy ciepłe skarpety. Wydziergane przez moją babcię.

Jesień to też czas zadumy. Nad upływającym czasem, przemijaniem, stratą bliskich…

Gdzieś głęboko wciśnięte pamiątki, stary koc niosący wspomnienie dziadka, nietypowa igła do haftu od babci. Ciepłe skarpetki, czy rower w korytarzu. Zdjęcie, które nie wiadomo dlaczego nagle wypada z półki…

Okruchy, cichy szept – jesteśmy, czuwamy.
Żal w sercu, że w tych ostatnich dniach zabrakło mi odwagi na spotkanie, uścisk ręki… Ostatnie wymienione słowa.
Czas leczy rany?
Nie wiem. Wraz z ich odejściem przyszło zaskoczenie. Ale jak to? Już? Tak po prostu?
Nie było we mnie zgody. Ani pogodzenia. Zwykła myśl, że ja tu u siebie, a oni tam zabiegani. Za działką, zakupami, kościołem.

Ostatnio ocieram się o myśli. Że nie ma nic. Została pustka. I ten rower w korytarzu. Ciepłe skarpetki…

Continue Reading