kulinarne

Chłodnik po mojemu.

By on Maj 29

Chłodnik to zupa mojego dzieciństwa. W upały wprost wymarzona. A do tego bez gotowania, więc nie ma prawa się nie udać! :)

Co nam będzie potrzebne?

Botwinka, rzodkiewka, ogórek (zielony lub kiszony), koper może być i szczypiorek, maślanka i kefir w proporcjach pół na pół (na dwie osoby kupuję po pół litra każdego).

Jak przygotować?
Botwinkę drobno kroimy i gotujemy. W jakiejś telewizji śniadaniowej usłyszałam, że nowalijkowe buraczki są niezdrowe, więc ich nie użyłam, ale takie dobre letnie buraczki też kroimy i gotujemy. :)
Następnie wyciągamy je z wody, wrzucamy do miski, wszystkie pozostałe warzywa i zieleninę kroimy w kawałki – kostki, paski, co kto lubi, również wrzucamy do miski.
Jeśli mamy w domu czosnek to ząbek przeciskamy praską i do miski. Ja nie miałam więc dodałam granulowany. Trochę soli, trochę pieprzu. Zalewamy całość kefirem i maślanką.

I gotowe!

A jeśli dacie chłodnikowi trochę czasu w lodówce to składniki się przegryzą i botwinka puści sok i zabarwi zupę na buraczkowo. :)

Można ugotować jajo i dodać, będzie zupa treściwsza.

Znacie chłodnik? Lubicie? Spróbujecie?

Smacznego!

Continue Reading

rodzinnie | Tymko | wyjazdowo | życie prywatne

Pierwsza wycieczka do zoo.

By on Maj 27

Planowaliśmy to przedsięwzięcie na połowę lipca, kiedy wybierzemy się do Warszawy, już w duchu odliczałam dni, nie mogąc doczekać się kiedy pokażę Tymisowi te wszystkie zwierzęta!
Miniony weekend spędzaliśmy w Płocku i niespodziewanie zobaczyłam drogowskaz na zoo!
Szybkie poszukiwania w internecie i faktycznie, w Płocku jest zoo! Długo nie musieliśmy się zastanawiać, w sobotę rano ruszyliśmy na zwiedzanie.

Pierwszy przywitał nas słoń. Większych emocji z najmłodszym z nas nie wywołał, wiec ruszyliśmy dalej.

Tymko, zobacz – małpka siedzi!

I to nie byle jaka – ruda!

Tymek z radością wypatrywał zwierzaków, na każde radośnie wołając Ozi.

Małpiarnia.
Osiołek somalijski, co ma nogi w paski.
Wielki kotek!
Kuzyni Tymka – Timon i rodzina. ;)

I wiele, wiele innych zwierząt, ale jeśli jesteście ciekawi jakich, to zapraszamy do płockiego zoo.

A na koniec pamiątkowa fota Timka, mamy i słonia.

Continue Reading

życie prywatne

Matczyne troski.

By on Maj 21

Utarło się stwierdzenie, że dzieci ze sobą nie należy porównywać. Oczywista oczywistość – przecież każde rozwija się w swoim tempie, jedne szybciej raczkują, piją z kubeczka, mówią pierwsze słowa czy chodzą…

Inne potrzebują na to więcej czasu. No właśnie. Więcej czasu.
Ta trawa jakaś taka zielona, chyba lepiej zostanę na kocyku.
Pewnie wiecie lub się domyślacie, że Tymko jeszcze nie chodzi. Racjonalnie podchodząc do tematu wiem, że ma jeszcze czas. Sporo czasu. W końcu całe życie przed nim. ;)
Uprzejme i te mniej uprzejme pytania „chodzi już?” często kwituję żartem, czasem ignoruję, a czasem brzydko komuś odpowiadam. Każde takie pytanie podburza mój spokój, jest jak pęcherz na pięcie.
Bo wiem, że w końcu się odważy i pójdzie, ale w głowie, tak zupełnie z tyłu zalęgła się myśl, że może coś zaniedbałam, przeoczyłam, że za słabo go wspieram… Przecież zawsze był „do przodu”. Wszystko opanowywał w mig, a tu taka niespodzianka.
Usłyszałam radę, że buty jak zacznie dobrze chodzić. Poradziła mi to osoba, do której mam zaufanie w kwestii wychowania, więc doszliśmy do wniosku z Tomkiem, że nie ma co się przed szereg wyrywać.
Jednak kilka osób z otoczenia podważyło tą opinię. Ostatecznie przekonała mnie informacja od pediatry Tymka. Ruszyliśmy na poszukiwanie butków idealnych.
Początkowo planowałam zakup attipasków, ale zaczęło się robić bardzo gorąco i nie wiem czy stópki zbyt się nie pociły. 
www.attipas.pl
W internetach wypatrzyłam przepiękne butki Emel. Już byłam skłonna je zamówić, kiedy wczytałam się w lekturę firmowego bloga Emela. Wyczytałam tam, że buta należy przymierzyć, bo przecież maluchy mają często wysokie podbicie stopy (a to dokładnie Tymko). W Olsztynie niestety nie ma żadnego sklepu z tymi butami, więc zakupy odłożyliśmy w czasie.
www,emel.com.pl
Dziś w ramach poszukiwania czapki letniej (swoją drogą czy macie jakąś metodę na to, żeby dziecko nie zdejmowało czapki?!), trafiliśmy do sklepiku z butami. Wpadły mi w oko sandałki, miękka podeszwa, wizualnie ok i przede wszystkim Tymko wyglądał na zadowolonego z przymiarek. 
Nawet podreptał z uśmiechem na twarzy z samochodu do klatki. :)
Czy to znak, że wkrótce puści nasze ręce i z odwagą pójdzie w świat? :)

Continue Reading

Olsztyn | uszyłam

Bluzkę sobie uszyję!

By on Maj 4

Z tą myślą powitałam sobotę. Plan Tomkowi nakreśliłam, dobry mąż przystał na mój plan.
A potem okazało się, że idziemy na spacer. Po lody. No i Tymek zasnął, więc jeszcze rundka po parku, o i targi po drodze. I tak minęły 2 godzinki… Nic to do wieczora jeszcze czasu sporo.
Szybki obiad i się biorę! A! Zaraz dziś miałam gołąbki zrobić… A tak mi się nie chce… No może spontaniczny grill u Marka? W sumie czemu nie i tak wiedziałam, że tej bluzki nie uszyję… ;)

Objedliśmy się grilowanymi pysznościami, pooddychaliśmy wiejskim powietrzem, pobawiliśmy z jamnikiem sąsiadki. Do domu wróciliśmy padnięci. Tymek zasnął nie wiadomo kiedy, myślę sobie noc jeszcze taka młoda, bluzka ma tylko 4 elementy, dam radę!

Po pokonaniu trudności z przytarganiem maszyny z pracownio-sypialni, odnalezieniem papieru do wykrojów, znalezieniem w gąszczu burdowych szlaczków tych właściwych samo szycie było już pikusiem!
Rach ciach i gotowe. 21.30 a ja z dumą wciągam ją na kark…
I co? Wyszła mi sukienka w stylu Kelly Familly. Rękawy tak szerokie, że mogłabym na moje wcale nie chude uda wciągnąć. Długość sukienki sugerowałaby przeznaczenie kościelne, grzecznie za kolano, workowata forma… Gdyby nie dekolt sięgający prawie pępka…

A jeszcze dodam, że wycinając plecy zagadałam się z Tomkiem zapominając o zapasie na szew i szyłam z trwogą czy się zmieszczę…!

Mówię sobie ok. Mam bazę, gorzej być nie może, czas na eksperymenta!
Rękawy zwężałam 4 razy. Całość tylko 3. Wyszło lepiej. Całkiem zacna koszula nocna. Skróciłam z długości, o zaczyna mi się podobać! Szkoda tylko że wisi jak worek.
Ha! Słyszałam kiedyś o zaszewkach! Strzelę sobie takie! (Nigdy tego nie robiłam, ale przecież do odważnych świat należy).

Wszyłam pierwszą biustową, nawet Tomasz dostrzegł poprawę. Szyję drugą. I tu poniosła mnie fantazja, bo z rozpędu wszyłam sobie jeszcze na plecach. Przód rewelacja! Dopasowało mi się wszystko tam gdzie powinno, dumna prezentuję się mężowi… Aż tu nagle w oknie widzę swoje odbicie – garb jakiś na plecach mi urósł. W sumie co się dziwić, nad maszyną pochylam się, to i plecy garbate…
Zerwałam z siebie podróbkę koszuliny, patrzę garba nie ma! A to ci wredne zaszewki – taką mi zemstę przygotowały?
Wyprułam! Uf. Północ dochodzi…
Za tu jeszcze coś z tym dekoltem trzeba zrobić… W burdzie pisali coś o pliskach ze skosu, pora już za późna na konsultacje z teściową, o co im w tej gazecie chodzi. Wycięłam sobie paseczek i doszyłam po długości. ukontentowana skończyłam kilka minut po północy! Czyli plan sobotniej bluzki zrealizowany!
I teraz uwaga. Będą efekty zdjęciowe.

Continue Reading

Olsztyn

Olsztyn miastem możliwości.

By on Maj 2

Wybrałam się kiedyś na spotkanie forumowe do Poznania. Wróciłam oczarowana. Tyle kobiet łączących wspólną pasję w jednym mieście. Strasznie im tego zazdrościłam, Wybrałam się kolejny raz z Tomkiem. Oboje stwierdziliśmy, że Poznań to miasto naszych marzeń, tyle się dzieje, tyle możliwości.
Na szczęście nie spakowaliśmy się pod wpływem chwili i nie rozpoczęliśmy życia tam na nowo.

Próbowaliśmy poznać olsztyńskich rękodzielników, niestety nasze starania spełzły na niczym. Poznaliśmy dwie, trzy nowe osoby, jednak, żeby zebrać się jakoś w grupę nigdy się nie składało.

Jakiś czas później zawiązał się nasz babski klub „Druciar i szydziar” (od drutów i szydełka, nie, że szydercze z nas baby…), mamy swoją zgraną bandę, którą spotykamy się co wtorek na robótki i ploteczki.

Nagle pewnego dnia spłynęło olśnienie, trafiłam na olsztyńską blogerkę, potem kolejną, był i bloger!
Zajęło mi to ładnych kilka lat, ale przecież nie ma tego złego i lepiej późno niż później, prawda?

I wiecie co się okazało? Tak zazdrościłam Poznaniankom, później i Gdańskowi, że potrafią się spotkać, dowiedzieć czegoś ciekawego, poznać nowe twarze.

Teraz i ja tak mam. Olsztyńscy blogerzy spotyka się regularnie. Grupa na facebooku liczy 160 członków, tylu jeszcze nie poznałam, ale na każdym spotkaniu poznaję jakąś nową twarz, nową historię.

Z czasem znajomości z nad klawiatury przeradzają się w realne znajomości i dyskusje przy cieście, piwie czy kolacji. We wspólne wypady na wieś.

Wiadomo, znajomości są nie do przecenienia. Okazuje się, że każdy kogoś zna, a jeśli nie zna osobiście, to jego znajomy już na pewno! I nie wiadomo kiedy spływa na nas moc takich znajomości. Cudownie jest usłyszeć od kogoś kogo cenimy: Fajnie to robicie. Macie fajny produkt.
Słysząc takie pochwały i czując za plecami wsparcie znajomych wreszcie w Olsztynie czujemy się jak u siebie.

Continue Reading

tulanki | wyjazdowo

Piękne maja początki!

By on

Maj przywitaliśmy w olsztyneckim skansenie.
Wiosnę, a może już lato czuć w powiewie wiatru, widać po każdym mleczyku (a nawet i dmuchawcach!), promienie słońca przyjemnie łaskoczą w nos.
Lubię te nasze wyjazdy – mamy czas na wspólne bycie razem. Na wygłupy na trawie, tulenie. Pokazywanie zadziwiającego świata Tymisiowi.

A to żółte tato? Co to?

Zobacz mamo! Mrówka chodzi!
Miała być rodzinna fotka, ale mam za krótkie ręce ;)
Piegi łapię!

I już się cieszę, bo za chwilę kolejne weekendy i wspólne wyjazdy. A po co jeździmy? Na jarmarki. :)

Tulanki – Jarmark w Olsztynku.

Continue Reading