rodzinnie

Niepozorna środa…

By on Luty 26

Niesie ze sobą wyniki rozdawajki. Ale o tym na końcu, to może zachęcę Was do przeczytania posta. ;)

Niepozorna środa obfitowała w tyle pozytywnych wrażeń, że aż ciężko uwierzyć, że to tylko jeden dzień.

Z rana spacer tak jak co dzień, Tym zakomunikował, że już czas, czas spania i spacerowania.
A jednak nie poszło wszystko po naszej myśli i na spacerze Tym zasnąć nie mógł. Zaczął lekko stękać, że w wózku już leżeć nie ma zamiaru, a od domu spory kawałek… Z opresji wybawiła nas buła. Świeżutka, rumiana, chrupiąca. Zjedzona zespół wespół w drodze do domu! Pyszna. A jaki uśmiech zagościł na twarzy jegomościa w karecie! :)

Po południu cioteczka wpadła, a że się spodziewa nowego człowieka, Tymek podzielił się swoimi zasobami. Obejrzeliśmy te wszystkie maleńkie ubranka i aż ciężko uwierzyć, że nasz mężczyzna się w nich mieścił.
Rozczuliłam się jak nie wiem. Ale i ucieszyłam, bo sporo poszło w świat. Zostawiłam jedną maleńką koszulkę (rozm 50!), taką jedną z najulubieńszych syna mojego, i spodenki. I ubranka, w których wystąpił jak tylko na świat wyskoczył. Ach… Maleństwo takie było! Główka się na ręce mieściła….

W trakcie wizyty cioteczki zabrałam się za przygotowanie obiadu. Tymka elegancko – brukselkowa z jaglanką, jadł, aż się uszy trzęsły!
Nam gotowałam grochówkę. Na wędzonych udkach. I wodzie. Dodałam pół kilo grochu i na gaz.
Zupka pięknie bulgotała, gotowała, wrzała. Aż się ugotowała.
Wrócił pan domu głodny jak wilk, ja mu dumna z kuchni miskę chcę wręczać, patrzę, a zupa jakaś lewa.
Nic nie dodałam. Tylko ten groch!
Dostałam przepiękny przepiśnik od męża. Chyba czas zacząć notować przepisy na zupy. ;)

A jeszcze późniejszym popołudniem wpadła drutowa ciotka A. i zaoferowała się zostać z nieletnim, żeby letni mogli na łyżwy skoczyć. Bo lodowisko mamy pod domem, ale potomek jeździć jeszcze nie umie, to w tym roku z lodowiska nie korzystaliśmy. W zeszłym też nie, bo potomek w brzuchu się rozpychał.
Ach co to była za jazda szalona, pęd we włosach! Szaleństwo! ;)

A dacie wiarę, że były jeszcze dwie dziś przyjemności?
Tymek zasnął o 19.40! (Bo nam się ostatnio biedak rozregulował i chadzał spać o 22-23)
A Tomek gofry zrobił! Mniam!

A teraz dla cierpliwych wyniki (niecierpliwi pewnie zjechali od razu w dół… ;))
Jeszcze tylko dodam, że bardzo mi miło, że aż tyle osób docenia moje Tulanki! Ostatnio jakoś zabrakło mi wiary i mocy, więc dzięki Wam akumulatory się trochę podładowały! :)

Nie przedłużając:
do przytulania – Panna M
dla duszy – Panna Oceanna
dla ciała – już nie panna ;) Paula G.

Proszę o kontakt drogą mailową (na górze w zakładce znajdziecie). A odtajnienie tajemnicy tajemnej nastąpi kiedy adresatki paczki otworzą.

I tyle w tą niepozorną środę! :)

A może jeszcze tylko dodam, że mamy dwa wolne miejsca na warsztaty szycia spódnic w Olsztynie. :)

Continue Reading

rodzinnie

Czy ktoś jeszcze pamięta telegramy?

By on Luty 20

Taka dygresja na wstępie z tym telegramem.
Taki ciekawy wynalazek, a mało kto pamięta, że istniały. Z resztą i listy pisane pewnie w końcu pójdą do lamusa. Ach ten rozwój! ;)

A czemu ten telegram od rana mnie męczy?
Bo króciutki post co u nas.

Wypadkowa historia odchodzi w zapomnienie, na szczęście bez skutków ubocznych.
Od wczoraj jest u nas mama Tomka, korzystam więc na maksa, uciekając do pracowni i szyjąc jak szalona.

I wiecie jak mi dobrze?
Przez ścianę słyszę jak Tymek się chichra z babcią, bawią się samochodami, albo czytają książeczki, a sama mogę spokojnie szyć. Szkoda, że babcia ma do nas tak daleko…
Ale ta sytuacja upewnia mnie w decyzji o niani. I zmieniło mi się chyba kryterium poszukiwań. ;)

Kończę, lecę szyć! ;)

Continue Reading

Olsztyn

Nie znasz dnia…

By on Luty 18

U nas wiosennie się zrobiło. Kilka stopni na plusie, słońce świeci, ptaszki śpiewają. Ochota na spacery zdecydowanie rośnie.
I tak dziarsko dziś ruszyłam na podbój miasta. Pół miasta przeszłam pchając dzielnie wózek pod górę, cel już prawie osiągnęłam aż tu nagle zmysły mi się wyostrzyły, niczym wilczycy broniącej młodych.

Przechodziłam przez przejście dla pieszych. Byłam już prawie w połowie, kiedy zauważyłam, że z dużą prędkością zbliża się szary samochód. Pchnęłam mocnej wózek i w tym momencie się przewróciłam.
Uderzył we mnie facet. Przerażona co z Tymem zerwałam się na równe nogi i rzuciłam do wózka. Na szczęście smyk się nawet nie obudził.
Burak z szarego seata otworzył okno i zapytał czy wszystko ok, bo się spieszy.
Ja totalna pustka w głowie, zajęta Tymkiem chyba mu mruknęłam, że wszystko ok.
I gość w te pędy odjechał. Zatrzymał się mężczyzna jadący za nim, wysiadł, zapytał czy chcę jechać na pogotowie, pomógł mi założyć koło do wózka, bo jakimś cudem odpadło…
Fizycznie czułam się w porządku, więc podziękowałam, w dalszym ciągu będąc w szoku.
Popchałam wózek pod pobliską ławkę i dopiero tam odetchnęłam. Zadzwoniłam do Tomka i ciśnienie zaczęło ze mnie schodzić. Wszystko mi się trzęsło, noga zaczęła boleć.

Jakoś pomalutku dotarłam do domu. Na szczęście nie mam na razie nawet siniaka.
Facet przyprawił mnie o ból głowy na cały dzień, ale już lepiej.

Zachowałam się trochę głupio, nie mam numeru rejestracji tego pana, a przecież uciekł. Zabrakło mi refleksu w tamtym momencie. Chociaż prawda jest taka, że zanim pomyślałam o tych jego numerach, to po nim nawet śladu nie było.

Przechodząc z wózkiem przez ulicę jestem bardzo ostrożna, w końcu wjeżdża najpierw wózek… A tu taka sytuacja…

Continue Reading

kulinarne

Z kwiatka na kwiatek.

By on Luty 14

Nie wiem na czym polega ten fenomen, że kiedy wylewam żale tak wiele osób się aktywuje, a kiedy napiszę o Tymku zapada cisza?
Oczywiście dziękuję za szerokofalowe wsparcie i tu i w realu, poczułam się wysłuchana, przez większość zrozumiana. Ulżyło mi!
Przykro mi, że część z Was ma podobne odczucia względem swoich znajomych, bo z autopsji wiem, jak smutny to stan…
Jak będę dorosła i super bogata to kupię sobie odrzutowiec i będę Was odwiedzać po kolei! Albo jeszcze lepiej, zaproszę Was na pokład i zrobimy sobie super imprezkę! :D

Mam nadzieję, że między wierszami czujecie, że humor mam dużo lepszy. ;)

I jeszcze dla jasności – Tyma nie zamieniłabym na nikogo ani na nic. Wiem, że każda minuta jest na wagę złota, choć czasem minuty ciągną się jak godziny… ;)

Dziś walentynki. Nie celebrujemy ich wcale. Nie nasz klimat. Owszem, podarowałam Tomkowi trufelki, na które miał ochotę od poniedziałku. I wyznałam miłość na tablicy. Różową kredą. ;)

Jednak nie wyszliśmy na romantyczną kolację, ani do kina czy teatru. W planach był film, ale zabrakło czasu. ;) Za to pobyliśmy dziś ze sobą tak zwyczajnie. Swojsko, znajdując czas na rozmowę i włócząc się po Skłodowskiej.
Lubiłam naszą kawalerkę tam. Nie lubiłam faktu, że mieszkaliśmy na szczycie góry i ostatnim piętrze, ale to było mieszkanie, w którym czułam się jak u siebie.
Tu, w obecnym wciąż mi obco. Chyba przez poczucie tymczasowości. (I oby okazało się, że to faktycznie tymczasowo. ;)) Drażni mnie nieustawność pokoi, nasz brak ogarnięcia, mieszkamy tu już pół roku, a do tej pory szafy nie są uporządkowane jak to planowałam. I chaos się tu wdarł. Wiadomo, aspiracji na perfekcyjną panią domu nigdy nie miałam, ale to co teraz się dzieje, to nawet dla mnie za dużo. ;)

Dziś zaczynając pisać czułam, że będę skakać po tematach, stąd ten tytuł.

Za to kuchennie czuję się nawrócona. Już chyba nieraz pisałam, że nie umiem gotować.
W ogóle mnie to nie kręciło, kiedyś bardzo dużo piekłam, ale po urodzeniu Tymka nie umiem się zmotywować.
Od jakiegoś czasu sama gotuję Timkowi obiady. Czasem aż mi ślinka cieknie pachną!
Wielkiego pola do popisu nie mam, robię miksy warzywne w różnych kompozycjach (marchewka, brokuł, cukinia, pietruszka, ziemniak, burak, kalafior, brukselka, groszek, fasolka szparagowa, wczoraj pierwszy raz podałam pomidora, zastanawiam się nad kukurydzą i szpinakiem) dodając mięsko z kurczaka albo łososia, kupiłam kawałek wołowiny ostatnio, ale ostatecznie wrzuciłam do zamrażalnika, bo nie wiem jak to ugotować, żeby nie było twarde. A dla „zagęszczenia” zupek do konsystencji dana dodaję różne kasze, ryż lub płatki ryżowe (ostatnie robią szał!).
W naszej rodzicielskiej diecie też próbuję wprowadzać innowacje, bo żywiliśmy się głównie „pomysłami na” i gotowymi daniami, teraz mniej więcej 5-6 obiadów tygodniowo jest gotowanych NA PRAWDĘ!
Nie zawsze mi wychodzi tak super jak bym chciała, czasem  ogóle poniesie mnie fantazja i do jedzenia się owo coś nie nadaje, ale myślę, że wchodzimy na dobrą drogę. Staram się jeść śniadania, to też spory postęp. Gdyby dało radę wyeliminować słodycze z naszej diety w ogóle byłoby cudnie. (A na talerzyku leży ta trufelka czekoladowa i pachnie, aż się w głowie kręci ;))
Aha no i kalarepka rządzi!

A co do przepisu na cieciorkowe chrupki. Cóż. Moje wyszły paskudne, zjadłąm dosłownie jedną kulkę i wystarczyło.
Ale może ktoś lubuje się w dziwnych smakach:
Paczkę cieciorki zalać na 12 godzin w wodzie, ugotować zgodnie z opisem na opakowaniu, posypać ulubionymi przyprawami (ja dałam sól morską, słodką paprykę i czosnek granulowany) można dodać 2 łyżki oliwy i piec 40-50 minut w piekarniku.

I na koniec Tymek wspinacz wysoko-krzesłowy dorwał się do zakazanych kabli, a jak zobaczył, że robię mu zdjęcie to jeszcze zapozował i pięknie się uśmiechnął! Łobuz! ;)

Continue Reading

życie prywatne

O głupich emocjach.

By on Luty 12

Dość łatwo przyszło mi pogodzenie się z towarzyskim odejściem na drugi tor. W głowie zakodowało się, że pewnych rzeczy się nie przeskoczy.
Nie wychodzimy po 20 nigdzie. Chociaż marzy się kino, koncert, piwo ze znajomymi. Zwyczajnie nie ma kto zostać z naszym milusiem.
W ciągu dnia tam gdzie możemy chodzimy rodzinnie. Tymoszko grzeczny chłopak, w kawiarni z godzinkę, półtorej dobrze się bawi. Kilka tygodni po jego narodzinach zaliczyliśmy 2 koncerty i noc muzeów zachustowani. Mam nadzieję, że takie atrakcje wrócą do naszego kalendarza z wiosną.

O dzisiejszych głupich emocjach piszę trochę w nawiązaniu do powyższego…
Ogarnia mnie jakaś głupia zazdrość na wieść, że moi znajomi spotykają się beze mnie. Jakoś tak przykro mi się robi, że nawet nie padł znak – może wpadniesz.
Ja wiem, może mają ochotę spotkać się beze mnie. I luz. Szkoda, tylko że „ukrywają” takie spotkania.
A może przesadzam? Może za dużo srok chcę złapać za te ich nieszczęsne ogonki?
Nie wiem. Czuję się wyjęta poza nawias. Brak mi przyjaciółki takiej od serca tu na miejscu…

Nic. Będzie wiosna. Będzie lepiej.
Zrobiłam dziś chrupki z cieciorki. Taki zamiennik chipsów. ;)

A pamiętacie o moim rozdaniu?

Continue Reading

Tymko

Chłopak na podwójną piątkę!

By on Luty 10

10 miesięcy. Poważny wiek. To już nie jakieś tam 4, 7 czy 9. Całe 10.

Kumate się to dziecko zrobiło. Z zaskoczenia nas wzięło. ;)
Piątkę przybije jak jest w dobrym humorze.
Papa robi, jak mu się przypomni co rodzice mają na myśli. Ostatnio cioci Basi machał kilka dobrych minut (chociaż ciocia wcale nie wychodziła ;)).
„Chodź na mleczko” to chyba jego ulubione zdanie. Rzuca wszystko i biegnie jak szalony. Sam też bez skrupułów daje znak, że chce.
Zamyka pudełko od kremu. Tu nas zaskoczył mocno, bo pierwszy raz je dostał w łapki i od razu wiedział co zrobić.
Głaszcze psa delikatnie. Czasem się zapomni i pociągnie za futro, ale rzadko się to już zdarza. Na szczęście Ozi to pies-anioł, czasem ostrzegawczo warknie, ale ogólnie się przyjaźnią.
Karmi rodziców chrupkami. Z wielką uciechą.
Codziennie układa mamie ubrania w szafce. (A może raczej robi przegląd – czy przypadkiem nie ma nic nowego? ;))
Kąpiele zażywa wyłącznie na stojąco. (Szkoda, że boi się prysznica, wody byśmy trochę oszczędzili…;))
Pieluchy mama też mu zmienia na stojąco. Tacie starcza jeszcze cierpliwości w metodzie na płasko.
Docenił umiejętności kulinarne matki i zjada obiady ze smakiem. A czasem nawet z dokładką.
Raczkuje jak torpeda, zwłaszcza wtedy, kiedy dojrzy otwartą bramkę czy kable/telefon/laptop w zasięgu paluszków.
Na własnych nóżkach pokonuje trasę bramka w kuchni, stolik, kanapa, bramka w przedpokoju, regały czyli jakieś 12 m (asekuruje się w/w.)
Uwielbia pierdziochy w brzuch, gilgotki po żebrach. Zaśmiewa się w głos.
Tańczy do wszystkiego. Na razie statycznie – macając łapkami. Uroczy widok :)
Budzi mamę w mało delikatny sposób – wyrywa włosy i gryzie po twarzy.
Gryzie też ze złości, kiedy nie może czegoś zrobić i to jedyne zachowanie, którego nie akceptujemy i ostro z nim walczymy.

A Tymek w liczbach?
Wzrost mniej więcej 70 cm. Nosi ubranka na przełomie. Między 68 a 72. Te 72 mają jeszcze za długie rękawy, za to 68 są w obwodach takie akurat. Spodnie dobre są jeszcze 64. Krótkie nóżki to po rodzicach. ;)
Waga:
Ilość drzemek w ciągu dnia – 2-3, ilość przespanych nocy: brak. Chociaż był jeden sukces – spał ciągiem od 23 do 4(!) rano. Rewelacja! :)
Ilość paluszków – na szczęście wciąż 20, choć podejmuje usilne próby odcięcia sobie któregoś a to szafką, a to szufladą. (Żeby nie było – zabezpieczenia rozpracował szybciej niż jego ojciec rodzony je pozakładał… Zostało nam pilnowanie i szeroka taśma klejąca).

Powiem jedno. Jest Tymek – jest moc! :)

A dziś zaczyna się wyzwanie u Uli, więc bierzemy udział. :) Oto nasza rodzina :)

Continue Reading

firma | książki

Czas możliwości nieograniczonych.

By on Luty 4

Nastał u nas taki czas, że sami nie wiemy za co się chwytać. Spada na Tulanki deszcz propozycji. Na pierwszy rzut oka zachłysnęliśmy się powodzeniem. Ale kiedy łypnęliśmy drugi raz naszło nas zwątpienie.
Nie da się mieć wszystkiego. Czas na racjonalne decyzje, w co się angażujemy. Bo serce chce wszystko (nawet nie z pazery – chodzi raczej o moce poznawcze i odkrywcze nowych projektów, bo czy kasa z tego będzie nie wiadomo), ale głowa mówi, że zwyczajnie się nie da.
Gdyby Tyma nie było ktoś rzekł. Gdyby Tyma nie było, Tulanek by nie było. Bo one są dla niego. Po to, żebym mogła z nim zostać. Wiadomo, nie na zawsze, ale do czasu kiedy pewnie się poczuje i będzie gotowy na zmiany.
Tymo jest. Potrzeba więc i pomoc. Wspominałam już chyba, że będziemy szukać niani na wiosnę. Żeby Timek mógł się na spacerach wybrykać, a mama w tym czasie za maszyną zasuwać. Wiosna niedaleko.
Do tego czasu mam nadzieję, że sprawy się wyklarują, wyłuskamy te najlepsze.

A! Do wiosny 44 dni! Dacie wiarę? Już za chwilę świat będzie pachniał ciepłą ziemią i rodzącym się życiem. Słońce będzie grzało piegi na nosie. I skowronki będą śpiewać.

44 noce.

Dzisiaj Timko siadł sobie przy półeczce ze swoimi książkami i oglądał…

dzieło zniszczenia! Widzicie żółty paseczek? Była na nim głowa owcy. Można było nią poruszać.
Można było, bo Tymo z każdej strony książki wyrwał głowę. Schematycznie. Strona po stronie.
Szkoda, bo książeczka fajna była. ;)

Timek. Tak mówiła moja babcia. Cieszę się, że zdążyli się poznać.

Continue Reading