Tymko | życie prywatne

Jakie to szczęście…

By on Grudzień 29

że dziś niedziela i tymowy tata był cały dzień z nami!
Coś się ten nasz maluch rozregulował i bardzo źle sypia w nocy. Zaliczamy kilka pobudek, które mnie mocno wykańczają… Dziś obudziłam się z paskudnym bólem głowy, który trzymał mnie do południa, poszedł precz dopiero przegnany tabletkami.

Nastąpiła natomiast niespodziewana zmiana w drzemkach w dzień. Dziś Tymo rano spał prawie dwie godziny! Ogólnie wydłużyły mu się dzienne drzemki – są dwie do trzech i trwają po 40-60 minut, co jest prawdziwym luksusem w porównaniu z wcześniejszym czasem (ok 20 min 2 razy dziennie).

Dziś rozpiera mnie duma – skręciłam sama własnoręcznie krzesło do pracowni. :D
Prawda jest taka, że skręcenie polegało na wkręceniu zaledwie 3 śrubek, ale patrząc na dzieło wcale na taką prościznę nie wygląda!
A przy okazji zdobyłam wiedzę techniczną – w zestawie były 2 pęknięte podkładki, a okazało się, że wcale nie są pęknięte tylko specjalnie tak wyprodukowane i zwą się sprężynkowymi. O taka wiedza tajemna. ;)

A później odbyło się zbiorowe testowanie krzesła – jazda w górę i dół, obroty szybko i wolno, a nawet konsumpcja tapicerki:

Wszystko poprawnie działa. :)

Na zdjęciu Tymoszko wyszedł jakoś tak dorośle co? ;)

A Wy jak spędziliście poświąteczną niedzielę?

Continue Reading

firma | Olsztyn | Ostróda | rodzinnie

Laba.

By on Grudzień 27

Nadszedł wreszcie dzień odpoczynku. Bo święta to dla nas dość męczące przedsięwzięcie.
W tym roku już tydzień przed wylądowałam u rodziców (zawodowe sprawy mnie tak urządziły). Tomek kursował między Olsztynem a Ostródą, bo praca. Pierwsze dni minęły całkiem przyjemnie.
Dotarły moje wypaśne maszyny (teraz najchętniej szyłabym i szyła!), dzięki temu że rodzice zajmowali się z radością Tymem ja mogłam oddać się radości szycia i haftowania. Ogólnie radosnym eksperymentom. :)

Niestety sprzedaliśmy całej rodzinie jelitówkę, więc rodzina ostatnie dni przed Wigilią dogorywała.
Na dzień przed zaczęła się nerwówka, a samą Wigilię wspominam raczej przykro, mimo, że starałam się pomóc jak tylko mogłam, to mam wrażenie, że złość mojej mamy skumulowała się na mnie. Eh.
Następnego dnia rano my ruszaliśmy do Elbląga, a rodzice do babci do Bartoszyc, w dalszym ciągu atmosfera była zepsuta. Do Elbląga wpadliśmy w okolicach południa. Tu przynajmniej miałam poczucie, że ktoś cieszy się z naszej obecności. Drugiego dnia świąt szybko zwinęliśmy się do Ostródy, odwiedziliśmy moją babcię i powrót do Olsztyna. I wreszcie odrobinę świątecznie się poczułam. Na kolację zjadłam pierogów, obejrzałam świąteczny odcinek Downtown Abbey, poplotkowaliśmy z chrzestym i „macoszką” Tyma. Wreszcie luz.

A dziś z rana przyjechała moja mama i zabraliśmy się za urządzenie mojej pracowni.
Kupiliśmy blat godny maszyny (która waży prawie 20 kg!), ogarnęliśmy przestrzeń w kantorku, zostało mi ułożyć tkaniny na regale, zawiesić retro półeczkę, zwieźć wszystkie maszyny i przeciąć różową wstążkę na znak oficjalnego otwarcia. Cóż może jakieś Picolo z tej okazji nawet zakupimy i gości zaprosimy. ;)

A co u Tymka?
Ciężki ma żywot ostatnio. Oprócz jelitówki, w dalszym ciągu towarzyszy mu lęk separacyjny. Do tego w święta mnóstwo obcych twarzy, hałas, harmider, biedak sam nie wiedział co ze sobą robić…
Dzisiejszej nocy wszystko odreagował – naliczyłam 9 pobudek na karmienie, przed 5 ja złapałam kryzys i po prostu wstałam, bo już nie mogłam wytrzymać nerwowo. Złożyłam i pochowałam pranie, jeszcze nie ochłonęłam, więc poszłam zmywać naczynia. A w tym czasie udało się Tomkowi uśpić Tyma. Zrobiła się 5.30 i  Tomek poszedł do pracy, a Tym okazał mi łaskę i spał do 6.30.
Jestem po prostu wykończona. W dzień też ma problem z zaśnięciem. Krzyczy w niebo głosy i wyrywa się. W ramach ostateczności sięgnęłam po chustę. W sumie bez nadziei na cokolwiek, a tu niespodzianka – nie wiem czy minęła minuta i usnął!

A ogólnie z innych wydarzeń z życia Tyma – zafundował sobie uśmiech Jokera przeciągając sobie włóczkę po twarzy… Na szczęście już mu schodzi, ale pierwszego dnia wyglądał strasznie…

Staje przy wszystkim czym się da, a jak podłoże pozwoli wędruje wzdłuż złapanych przedmiotów.

Z premedytacją gryzie. Najczęściej mnie, ale zdarza się tatę czy babcię. Najgorsze, że go to bawi… :(

I dokładnie za 100 dni będzie obchodził swoje pierwsze urodzinki!
Szok! Rok temu siedziałam pod kocem z Tymoszkiem kotłującym się w brzuchu i stwierdziłam, że założę bloga. A dziś mój malec tyle potrafi…! ♥

Rzucam sobie kolejne wyzywanie 100 dniowe. Tym razem będzie to 100 zdjęć Tymka czyli jedno dziennie aż do urodzin na instagramie. Część pewnie trafi tutaj, ale wiem, że codziennie nie dam rady tu pisać. W końcu trzeba zająć się dzieckiem. ;)

Continue Reading

firma

Rzep.

By on Grudzień 16

Tymo wyczuwa chyba nerwowość ostatnich dni, bo skutecznie próbuje odciągać mnie od firmowych obowiązków. I zachęca do przytulanek, pierdziochów (z tym, że większy ubaw ma z robienia ich mi, a nie na odwrót… ;)) i gilgotek w gołe stópki. Zachęca ujmuję eufemistycznie, bo tak na prawdę staje „u płota” i pojękuje, woła, płacze…
Wkroczyliśmy chyba w okres lęku separacyjnego.

Dziś udowodnił nam to bardzo skutecznie. Nadeszła pora drzemki, Tomek miał zabrać Tymka do sypialni i rzucić w objęcia Morfeusza. Tymek jednak uznał, że stracić mamę z oczu to największa życiowa tragedia…
Stanęło na tym, że uśpiłam chłopaków, a sama wróciłam do pracy. Tym po przebudzeniu znów w ryk.
Ach ciężkie dni się zapowiadają.

Z jednej dołuje mnie to, bo znów tracę nieco wolności a do tego imprezy rodzinne przed nami, w dużych zbiorowiskach, więc spodziewam się, że lekko nie będzie…
A z drugiej strony tak mnie rozczula tym, że wystarczy przytulenie mnie i zło świata ginie… :)
Cudownie jest być mamą!

A odchodząc od Tymowych tematów – jest sprawa, która ostatnio doprowadza mnie do szewskiej pasji!
Coraz częściej spotyka mnie olewatorskie/wygodnickie podejście do życia innych.
Zwyczajnie wkurzają mnie sytuacje, kiedy ktoś umawia się ze mną na coś, a potem mętnie się tłumacząc odwołuje to w ostatniej chwili. I przekłada milion razy umówione spotkanie, nie biorąc pod uwagę, że ja też mam swoje plany czy obowiązki, które układam pod taką osobę. (Pomijam szczegół, jakim jest to, że to ta druga strona ma interes w spotkaniu ze mną).
I kurde. Gdyby chodziło o jedną osobę – temat bym przemilczała, uznała, że widocznie jakoś się spotkanie nie składa. Ale takie sytuacje spotkały mnie ostatnio kilkakrotnie.
I doszłam do wniosku, że skoro komuś nie zależy, to mi też i że nie ma ludzi niezastąpionych. I tego trzymać się będę. Ot co.

A słit focie Tyma dla dziadków i cioć pojawią się jutro mam nadzieję – jak mi złość minie. ;)

Continue Reading

życie prywatne

Ładuję baterie.

By on Grudzień 11

W zeszłym roku wyobrażałam sobie jak to będzie w te święta – pierwsze Tymka.
Zapach pierników, ciepłe światło w domu, żywa choinka, ozdóbki, świecidełka…

Cóż. Jest zmęczenie materiału. Żywej (ani martwej) choinki w domu nie będzie, na pierniki nie ma czasu, a na ozdóbki miejsca.
Są nerwy moje i T., dogadać się ostatnio nie umiemy, ani zebrać logicznie do kupy. Jakieś głupie niedopowiedzenia psują atmosferę.

Ale przecież w tym wszystkim chodzi o Tyma. Żeby był szczęśliwy.
Dlatego ogarniam się zawodowo do końca tego tygodnia, a w przyszłym będzie już tylko czas dla Malca.
Co prawda na pierniczki już za późno, ale na przytulanie i zabawy nigdy nie będzie (no chyba, że Tym już nie będzie chciał, ale to jeszcze parę lat na szczęście! :))

Świadomość kto czyta tego bloga ostatnio dość mocno mnie uwierała, zmuszała w głowie do cenzury i lukrowania świata, co powodowało, że coraz bardziej traciłam serce do bloga. Chyba wracam na dawne tory. Bo piszę dla siebie, żeby pamiętać, jak jest, a nie jak sobie pokolorowałam.
Troszkę obawiam się ewentualnych dąsów, tych przez których zapanowała tu cenzura ale…
Przecież ja nikogo nie zmuszam do czytania. Ot co. ;)

Aha. I nabyłam drogą kupna nowiutki (biały!) telefonik, a w związku z tym szaleję z Instafociami.
Zalinkowałabym swój profil tu, ale nie umiem. Więc jak ktoś ma ochotę podglądać (głównie Tymowe sweet focie) to działam jako migdalowa. :)

A na koniec moja ulubiona instafocia – z 2 grudnia! Świeża dzika stokrotka trawnikowa :)

Continue Reading

życie prywatne

♥ śnieg!

By on Grudzień 6

Dziś Tymko pierwszy raz usnął nam w trakcie zabawy! Ależ to był rozczulający widok! :)

a u nas śnieżna burza, zawierucha… Na naszym 9 piętrze wietrzycho hula, że aż strach!
Ale wokoło ślicznie biało. Tylko rękawiczki muszę sobie ciepłe wydziergać, bo dziś mi ręce zmarzły na spacerze z Ozkiem. Uwielbiam z nim wychodzić jak leży śnieg, tak radośnie hasa!
Nie mogę się też doczekać aż pogoda się uspokoi, żeby Tymkowi pokazać bialutki świat!
Cudnie jest!

Continue Reading

firma

Zalatana.

By on Grudzień 4

Po prostu nie ogarniam rzeczywistości. Dni mi tak szybko uciekają, że ani się obejrzę, a na zegarku już 23 i czas spać, bo Tymek rana litości nie ma.
Zabiegana w gąszczu obowiązków, które sobie wzięłam na głowę, ale przy tym zaskakująco zorganizowana. Codziennie udaje mi się przepchnąć kolejne sprawy do przodu.
Urzędowe sprawy za mną, teraz walczę z fakturami, wydatkami, exelowymi tabelkami i nawet mi się to podoba, a spodziewałam się, że to będzie katorga.
W przyszłym tygodniu cały „park maszynowy” zjedzie już na te nasze 33 metry kwadratowe, to dopiero będzie!
A już teraz czuję się trochę jak w sklepie bławatnym – w sypialni z regału wylewają się polary, w salonie góry bawełny, dresówki, kosze nici, katrony tasiemek. Bagażnik mamy załadowany 6 kg silikonowego puchu (na wypadek gdyby śnieg w tym roku nie dotarł ;)).

A gdzie w tym wszystkim matkowanie?
Poranki są nasze. Tatko śmiga jeszcze w egipskich ciemnościach do pracy, a my się zabawiamy, tulimy, nosimy, spacerujemy.
Wszystkie 4 zęby dumnie pokazuje znacząc teren (najczęściej matkę i barierkę łóżeczka, w którą się zakotwicza dla utrzymania równowagi). We wspomnianym łóżeczku staje na swych drżących nóżynach. Przy kanapie codziennie godzinami ćwiczy podciąganie.
Niezadowolenie wyraża sapiąc przez nosek i szczerząc zęby. Kiedy go naśladuję śmieje się, kiedy za późno zareaguję wpada w histerię.
I jedyny mój ból – marnie śpi w nocy. Krzyczy, jęczy przez sen. I łazi przez sen. Skutecznie uniemożliwiając spanie nam.
Ostatnio złapałam kryzys o 3 nad ranem i powiedziałam Tomkowi, żeby go olać, chce nich łazi, ja muszę choć trochę pospać… Skończyło się na tym, że do rana spał na moim brzuchu (i swoim też).

Jest teraz taki pocieszny, a przy tym tak absorbujący, że po prostu już czasem nie ogarniam.

Rozmowy z M. mają moc. Tomasz nie może się nadziwić ile przez telefon ostatnio gadamy, a ja wreszcie czuję ulgę, że jest znów ktoś kto wysłucha.

Zmęczona jestem. Na tyle zmęczona, że właśnie się zastanawiałam którego urodził się Tym. Czy 4 czy 6. ;)
Ale już wiem. 6. Za dwa dni będzie 8 miesięcy. Idę spać!

Continue Reading