życie prywatne

Za co kochamy grudzień?

By on Listopad 28

Jeszcze dosłownie kilka dni i zacznie się najcieplejszy miesiąc w roku. Tak, tak, najcieplejszy! Bo czy znacie kogoś kto nie myśli ciepło o grudniu? ;)

Ten pierwszy śnieg – oczarowujący jak co roku!

*
Parujący kubek z grzanym winem/kakao na rozgrzanie:
*
Miejskie ulice roziskrzone światełkami:
*
Sylwestrowe szaleństwa:
*
i magię świąt:
*
A Wy lubicie grudzień? Może z jeszcze innych powodów niż my? :)

Continue Reading

życie prywatne

7 faktów, a może mitów?

By on Listopad 26

Kilka osób nominowało mnie do zabawy mającej na celu odsłonienie kilku tajemnic.
Jakiś czas temu stworzyliśmy z Tomkiem listę 33 rzeczy, których o nas nie wiecie – dziś już tylko o mnie. ;)

1. Kiedy chodziłam w ciąży z Tymiankiem autentycznie bałam się, że urodzę brzydkie dziecko. Urodził się śliczny, oby mu tak zostało. ;)

2. Zupełnie nie znam się na takich komputerowo – internetowych sprawach, jakieś kilogajty, transfery, jakieś konfiguracje. No kosmos. Dziś stanęłam przed wyborem nowego telefonu – ja miałam tylko dwa wymagania – instagram i biały samsung. :D I był taki. Więc mam. :D
Biały musi być, żeby mi do nowego laptopa pasował (który też wybrałam ze względu na kolor;)).

3. Nie znoszę kupować ubrań. Nie ogarniam rozmiarów. Nie.

4. Poznałam mojego męża 1 sierpnia. Uznałam go za starego dziada i jakiś czas się go w ogóle bałam. ;)

5. Nie umiem się malować. Przed Tymkiem używałam jeszcze podkładu, pudru i tuszu, teraz już nawet ten zestaw poszedł w zapomnienie. Może moja siostra się nade mną zlituje po przeczytaniu tego i mnie nauczy? ;)

6. Rzadko gotuję, a jeśli już to nigdy nie próbuję i nie doprawiam, jem dopiero gotowe (najczęściej nawet bez soli). Obrzydza mnie takie próbowanie niedogotowanego jedzenia. Tak na boku dodam, że długi czas nie jadłam nic co leżało otwarte (nawet parę godzin) w lodówce. Od kiedy mieszkamy sami (nie z innymi studentami) na szczęście mi przeszło. ;)

7. Nasz pies nosi imię na cześć sklepu. Kiedyś byliśmy na wakacjach w Giżycku i tam był sklep OZI – odzież z importu. Tak nas to rozśmieszyło, że postanowiliśmy tak nazwać naszą wymarzoną fretkę. Ale potem przez chwilę pracowałam w sklepie zoologicznym, w którym były fretki i puszczały strasznie śmierdzące bąki, przez co fretek nam się odechciało. I zaczęłam drążyć temat psa. I do dziś jest z nami Ozi. :)

Zdziwiłam Was czymś? ;)

Continue Reading

Tymko | życie prywatne

Zapętlona.

By on Listopad 23

Czas gna jak szalony, ja jak zwykle budzę się z ręką w nocniku (metaforycznie oczywiście!), że już zaraz coś ma się dziać, a ja nie gotowa.
Za dużo ostatnio wzięłam sobie na głowę i teraz gonię samą siebie, żeby ze wszystkim zdążyć.
Na szczęście jest Tomek i jakoś się uzupełniamy w tym niedoczasie. Najbardziej mi szkoda Tymka, bo mam dla niego tak mało czasu. Siedzę codziennie przy maszynie a za plecami chłopaki wesoło hasają. Chciałabym móc do nich dołączyć, ale sama jestem sobie winna – wcześniej się leniłam, teraz muszę nadrabiać. ;)

W czwartek finalizuję bardzo ważną umowę, w sobotę mamy pierwszy świąteczny jarmark.

Wczoraj dowiedziałam się, że moja babcia miała operację. Na wyniki trzeba czekać trzy tygodnie. Ostatnio widziałam się z nią na pogrzebie mojego kuzyna. Ciągle sobie obiecuję, że ją odwiedzimy, a ostatecznie nic z tego nie wychodzi.
Poczucie winy ściska mi gardło. Tu jeszcze mam szansę poprawy. Z dziadkiem już za późno. Mijają dwa lata, a serce boli tak samo.

Zapętlam się w tych myślach i dręczy mnie pytanie czy poświęcam Tymkowi tyle uwagi ile na to zasługuje? Czas tak szybko gna…

Malec zrobił się ostatnio straszną przylepką. Znów potrafi zasnąć przy piersi, a myślałam, że już z tego wyrósł. Rośnie tak szybko. Codziennie nas zaskakuje. Dopiero pisałam, że ma pierwszego zęba, a już mu czwarty wychodzi. Gryzie mnie okropnie. I w zasadzie tylko ja dostępuję tego zaszczytu.
Wspina się po nas i staje na tych swoich maleńkich nóżynkach.I szczęśliwy z tego powodu, a jak go posadzimy to znów się rwie do stawania. Marnie śpi. Budzi się w nocy i tłucze nas, żebyśmy też nie spali. Ciągnie mnie za włosy, żebym na pewno się obudziła.
Myślę o nim i zalewa mnie fala czułości. Żuczek mój maleńki. Śpi teraz słodko.

na herbatce z blogerami olsztyńskimi.

A ja jestem zapętlona.

Continue Reading

życie prywatne

Śledź w piwie, rozmowy z majonezem i plotki przy kawie…

By on

czyli nie taki straszny ten facebook jak go malują. Za nami kolejne spotkanie Olsztyńskich blogerów.

To dziś. Termin od prawie miesiąca zapisany w kalendarzu wielkim literami, żeby nie zapomnieć. Nie zapomnieliśmy, przybyliśmy do Awangardy Bis całą ferajną. Z kilku minutowym poślizgiem, jak to ma Tymoteusz w zwyczaju (najłatwiej zrzucić na najmłodszego… ;)). W lokalu siedziało już kilka znajomych twarzy.Dosiedliśmy się i my.

Gościem specjalnym był Paweł Harajda – spec od fejsa. W interesujący sposób zdradzał nam tajniki portalu, relacji autor – czytelnicy. Opowiadał jak budować społeczność wokół własnej marki. Był i czas na pytania, dzięki którym rozjaśniło nam się nieco w głowach. Statystyki przestały być czarną magią. A to wszystko okraszone dużą dawką dobrego humoru.
No po prostu właściwy człowiek na właściwym miejscu!

 Jak widać przybyło nas całkiem sporo.

Już nie możemy doczekać się kolejnego spotkania :)

Continue Reading

Tymko | życie prywatne

Samotność w sieci?

By on Listopad 18

Mam przyjaciółkę. Przyjaciółka jest daleko. 250 km. Może dla niektórych blisko. Niestety na tyle daleko, że rzadko się widujemy. Za rzadko. Do tego ja miałam Tymka – byłam na innym etapie, oddaliłyśmy się od siebie nie tylko fizycznie ale i duchowo.
Przyjaciółka będzie miała maleństwo. Cieszę się od pierwszej minuty, w której wiem jak by to było moje własne. Znów wisimy na telefonie. Pewnie ma mnie już czasem dosyć… Ale nadrabiamy ostatni czas. Znów jest jak dawniej.

Niestety na odległość. :(

Wprowadziliśmy się z Tomkiem do Olsztyna kilka lat temu, nasi znajomi albo zostali w rodzinnych miastach albo rozjechali się po świecie.

Udało nam się znaleźć kilku dobrych znajomych, swego czasu stworzyła nam się całkiem zwarta grupa towarzyska i cotygodniowe imprezy. Ale pojawił się Tymek, zmieniła się perspektywa, wiadomo wieczorne wyjścia i wizyty u nas poszły w zapomnienie…
Na początku mamowania sama ze sobą się źle czułam – nieatrakcyjnie. Domowe zacisze stało się moją twierdzą. Tylko wybudowałam wokół siebie za wysoki mur i teraz ciężko mi się z za niego wydostać…

Zwyczajnie mówiąc samotnie mi. Ciężko było mi się do tego przed samą sobą przyznać.
Wiem, mam moich chłopaków. Ale czasem zwyczajnie brak mi babskich zwierzeń. Takich intymnych. Tyle dzieje się ostatnio w moim życiu, chciałabym by był ktoś kto wysłucha, zje ze mną litr lodów czekoladowych i popije butelką Picolo. (:*)
Jakiś czas temu myślałam, że znalazłam koleżankę tu na miejscu. Niestety sparzyłam się. Nic z tego nie wyszło, a mi trudno zaufać kolejnej osobie. Ciężko się przełamać w nawiązaniu nowych znajomości…
 I tak trawi mnie samotność.

Choć muszę przyznać, że staram się wyjść do ludzi na nowo.
Próbuję widywać się z ulubionymi druciarami (z różnym efektem…), poznałam fajne młode mamy…
Kto wie?

M. kupmy jednak domki przez płot co?! ;)

Continue Reading

firma | Ostróda

Jako pchacz wózka.

By on Listopad 13

Czasem narzekam sobie w Olsztynie na utrudnienia. Np. mini CH obok mnie jest piętrowe, a w środku tylko ruchome schody, którymi nie można jeździć z wózkiem. Żeby przemieścić się między piętrami musimy wyjść z budynku, objeść spory kawałek naokoło i wejść z powrotem…
Albo latarnie uliczne postawione na środku wąskich chodniczków przy moim wieżowcu.
Ale to głupotki w porównaniu do Ostródy. Mam wrażenie, że to jest miasto schodów i stromych podjazdów!
Musiałam dziś zrobić rundkę po urzędach.
Na pierwszy ogień – urząd gminy. Przed wejściem podjazd – super, ale przechodzimy przez drzwi i niespodzianka – 10 schodów. Jest ten podnośnik dla wózków inwalidzkich, ale chętnych do pomocy w odpaleniu urządzenia brak. Nic to. 10 schodów dam radę.
Urząd skarbowy – nie będę narzekać, że na końcu miasta, bo dla każdego koniec wypada gdzie indziej, ale po drodze przy głównej ulicy chodniki przecięte bocznymi uliczkami i schodkami. Niby nic, ale na odcinku 100 m wciągać wózek na schodki 4 razy (i tyle samo targać w dół) i się człowiek ostro spoci!
A sam urząd też dostarcza emocji – podjazd dla niepełnosprawnych taki, że bez rozpędu nie ma co podchodzić! Poważnie pchając w górę wózek zastanawiałam się ile siły musi mieć osoba na wózku, żeby dać radę samodzielnie tam podjechać!
I hit dzisiejszego dnia! Urząd miasta. Wszystko elegancko, winda dla niepełnosprawnych od tyłu budynku, podjechałam na odpowiednie piętro zadowolona, że chociaż tu gładko idzie. I niespodzianka. Nie mogę wejść z wózkiem do „pokoju” pani urzędniczki. Dlaczego? Bo drzwi są za wąskie! Tu mi ręce opadły, bo miałam sporo do załatwienia w krótkim czasie, a cały dzień miałam pod górkę (i te wózkowe problemy to był najmniejszy pikuś). Pani urzędniczka wyszła przed gabinet i mówi, że niestety nie ma jak mi pomóc, bo żeby załatwić moją sprawę musi siedzieć przed komputerem. A w ogóle to najłatwiej by było gdybym poszła do domu i w internecie załatwiła co potrzeba, a potem wróciła i ona mi potrzebny druk wydrukuje, bo tak będzie szybciej niż gdyby ona miała wpisywać sama. (Do urzędu mam jakieś 20 minut wędrówki w jedną stronę!) Stanęło na tym, że poczekałam w tym nieszczęsnym urzędzie aż Tym się obudzi i weszłam z nim do pokoju, wózek zostawiając na łaskę i niełaskę urzędu… 35 minut później wyszłam z drukiem w ręce. Masakra! Potem znów wizyta w urzędzie skarbowym i padnięta wróciłam do domu.
Na ZUS nie starczyło mi sił. Będę szturmować go jutro. ;)

Nie wiem czy w Olsztynie nauczyłam się tak dobrze planować trasę, żeby minimalizować ilość problematycznych wózkowo miejsc czy faktycznie jest lepiej zorganizowany? Faktem jest, że po dzisiejszej wędrówce padam na twarz. I czekam aż Tym zacznie chodzić! ;)

I zostało mi jeszcze tylko 30 minut najdłuższego w życiu urlopu! ;)

Continue Reading

Tymko | życie prywatne

Jedyneczka.

By on Listopad 12

Druga jedyneczka dała nam ostro do wiwatu. Ale widać już ją gołym okiem i Tymek jakby spokojniejszy się robi. I znów śle piękne uśmiechy! :)

A w ramach edukacji kulinarnej – zajęcia z ciocią Pauliną i wujkiem Sz. – lepią rogaliki drożdżowe, a mama ma chwilę wytchnienia :D

Continue Reading