Bez kategorii

Co u nas?

By on Lipiec 30

Przede wszystkim wielkie dzięki za pomoc, dobre rady, podpowiedzi, wiedzę! :*

Praktykować je będziemy od wtorku, damy radę, i nie dlatego, że musimy, ale chcemy! (a przynajmniej matka, bo Tym na razie nie ma zdania w tej kwestii! ;))

A ostatnie dni to rozpędzona karuzela.
Weekend to Jarmark Jakubowy – tutaj mini relacja.
Pierwszego dnia wybyliśmy na 13 godzin! Tym zniósł to wszystko bardzo dzielnie, a noc przespał elegancko :D (wiadomo z pobudkami, ale sam zasypiał podczas jedzenia i obyło się bez noszenia).
Niedziela była chłodniejsza więc i przyjemniej było spędzać czas na jarmarku, oczywiście wśród tulanek Tym był tą najbardziej rozchwytywaną! ;)

Wczoraj malowałyśmy z mamą ściany w nowym mieszkaniu, a do tego pakowanie, pakowanie i pakowanie…!
Dziś dzień upłynął znów na pakowaniu a w tym wszystkim końca nie widać!

Czasu więc na internety brak, przepraszam za brak komentarzy u Was, ale nie ogarniam tej blogowej kuwety już wieczorem! ;)

No i przykry incydent nas spotkał, furka Tymka zagineła w niewyjaśnionych okolicznościach, więc musiał się przesiąść do innej…

To tyle w skrócie, bo na więcej nie mam siły…

A! Dodam tylko, że przez jakiś czas możemy nie mieć internetu, bo dostawca usługi ma czas 30 dni na przeniesienie go nam z domu do domu…

Continue Reading

Bez kategorii

I ♥ p…

By on

Poland się nasunęło? :)
Oczywiście, że kocham Polskę! Za co? „Że jak nie upał no to śnieżyca!” ;)

Ale tym razem p jak patchwork. Na zamówienie Przemka (znów to P! ;)) powstał bloczek patchworkowy, który będzie elementem ślubnej narzuty dla znajomych. Bardzo mi się taki pomysł spodobał, więc nie mogłam odmówić. A szyjąc kwadracik ochota rosła we mnie na większy projekt. Znów się zakochałam w patchworku! Czasu jak na lekarstwo – śmigamy po jarmarkach, aktualnie jesteśmy wciągnięci  w wir przeprowadzki, a na dodatek od poniedziałku zaczynam szkolenia z dotacji firmowej.
Nie należy oczywiście zapominać o naszym Tymoszku, który jest coraz aktywniejszy!
Wszystko to skutkuje zawieszeniem robótek na kołku do odwołania.
Ale w głowie i notesie piętrzą się kolejne pomysły, więc coraz dłuższe wieczory dają nadzieję na poprawę w tej kwestii. :)

Się rozgadałam, a patchworku nie pokazałam! ;)

Nic wymyślnego, ot kwadracik, ale strasznie dużo radości z szycia! :)

Gorące uściski to na pewno nie jest to na co macie teraz ochotę, więc pozdrawiamy wesoło!
Klaudyna, Tomek i Tymek. :)

Continue Reading

Bez kategorii

Potrzebuję laktacyjnej porady!

By on Lipiec 26

Dzięki Waszym kciukom zakwalifikowałam się do etapu szkoleń – po faworku dla każdego z tej okazji! :D

Taniec zwycięstwa odtańczony, a teraz przyszedł czas na rozterki…

Szkolenia będą trwały tydzień po 6 godzin. Tymkiem zajmie się moja mama, więc jest super, zostaje tylko kwestia karmienia.

W tych szkoleniach będą dwie przerwy po 15 minut, ale to za mało czasu, żeby Tym zjadł. Opuścić zajęć nie mogę, bo wylecę  z projektu.
Pomyślałam o laktatorze. Nie mam. Nie używałam, nie był mi potrzebny.
Tylko czy to się sprawdzi?
Pomyślałam, że odciągnę mleko „na następny dzień”.
Ale mam już laktację dopasowaną do Tyma więc czy ua mi się zebrać tyle mleka żeby mu wystarczyło?
Może powinnam już teraz zacząć odciągać, żeby pobudzić tą laktację?

No i druga kwestia, że Tym nie umie pić z butelki…

A. I dodam, że szkolenia zaczynają się 6.08…

Co robić?

Continue Reading

rodzinnie

Miała być relacja…

By on Lipiec 24

z moich dzisiejszych urodzin, ale pies zeżarł urodzinowe ciasto…

Były za to sklepowe wycieczki z moją mamą, mnóstwo telefonów i smsów, kartonowe szaleństwo przeprowadzkowe… i życzenia wykrzyczane przez Tymka o 5 rano…
Aspekty wizualne pomijamy w poniższym filmie – istotny jest przekaz dźwiękowy ;)

Dopełnieniem radości będzie wieczór z lekturą dzieciństwa osłodzony Rafaello i Mambą jabłkowo-arbuzową. :)

Uwielbiam Musierowicz!

a możliwe to, bo Tym już od jakiegoś czasu słodko śpi :)

widzicie te kędziorki? :D

Continue Reading

Bez kategorii

W blogowym gronie?

By on Lipiec 23

Jakiś czas chodzi mi po głowie ten post, ale jakoś nie miałam odwagi podzielić się z Wami przemyśleniami w tej kwestii.

Wiadomo blogosfera jak ludzka głupota powoli granic już nie ma. ;)

Zanim zaszłam w ciążę czytałam tylko jednego bloga mamowego – bloga Hafiji.
To dzięki jej optymizmowi, opisywanej relacji z Gabrysiem, całej pięknej rodzicielskiej otoczce tak bardzo rozmarzyłam się o dziecku…!
Więc można powiedzieć, że w pewnym stopniu Tym jest jej zasługą.

Na bloga Agaty trafiłam przez jej bloga robótkowego, a na tego z forum Craftladies. Zawiła droga, ale cóż. ;)

Kiedy zaszłam w ciążę zaczęłam szukać innych blogów mamowych – wypłynęłam na blogowego przestwór oceanu… i utonęłam!

Kolejny blog, który mnie chwycił za serce przeczytałam od deski do deski, wyczekiwałam kolejnych postów, aż w końcu pchnęło mnie to do założenia własnego bloga ciążowego.

Doświadczenie blogowe jakieś tam miałam, Nasze niebieskie migdały się piszą i piszą i piszą, dzięki nim poznaliśmy wiele sympatycznych osób.

Zakładając tego bloga miałam „wizję”, że tu też tak będzie – że dzięki blogowi poznam grupę fajnych ludzi – tym razem nie „robótkowiczek”, a młodych mam. W końcu w tym temacie jestem zielona jak młody szczypiorek, a razem raźniej iść w nieznane.

I są takie osoby, na których posty czekam z utęsknieniem, jak smsy od dobrej kumpeli:
Gosi, Margot, Alex, Oli, Deszczowej Miji czy Pauli (jest Was oczywiście więcej, ale piszę na gorąco, żeby wątku nie zgubić, poznaję też nowe mamy i coraz bardziej wsiąkam:)).

Ale oprócz tego mam smutne wrażenie, że stworzył się paskudny podział na blogerki lepsze i gorsze.

I ta lepszość polega na umieszczanie siebie na piedestale przez pewne mamy, a „plebs” powinien spijać słowa z ich ust i bić pokłony uwielbienia.

A samozwańcze obwołanie się „najlepszym” wywołuje we mnie śmiech, niechęć i zdecydowane skreślenie z listy ulubionych blogów, bo moim skromnym zdaniem istnieją blogi lepsze i ich autorki wcale nie muszą się tak tytułować.
Odnoszę wrażenie, że kilkuminutowy występ w telewizji śniadaniowej poprzewracał niektórym w głowach. Smutne to…

* i dla jasności – nie czuję się gorszą blogerką, bo nie mam kilkuset odsłon dziennie, ani trzystu komentarzy pod postem, nie napisałam tego po to aby „dosrać lepszemu”, raczej z ciekawości czy Wy też macie takie spostrzeżenia? A może zmęczenie padło mi na mózg i tylko mi się wydaje?

**wszelkie podobieństwo o osób i sytuacji jest NIE przypadkowe.

Continue Reading

Olsztyn

Ekscytujący tydzień

By on Lipiec 22

przed nami!
Byliśmy dziś obejrzeć mieszkanie do wynajęcia. Szał ciał – dwa pokoje! I co? Bierzemy! :D
Teraz na wariata pakowanie i wyprowadzka, w międzyczasie szycie – bo wysoki sezon jarmarkowy się zaczął (tydzień po tygodniu w sumie do końca sierpnia).
 Dostaliśmy przyzwolenie na wprowadzenie koloru – więc chcę jeszcze coś zmalować w tamtym mieszkaniu.

Ale to nie koniec ekscytacji – mam w tym tygodniu urodziny!
I tak jakoś stonowanie podchodzę do sprawy, bo w zeszłym roku świętować zaczęłam tydzień przed, a skończyłam tydzień po. :D

Ale i to nie koniec – w tym tygodniu mają się pojawić listy rankingowe dotacji.
Więc dziś sprawdziłam stronę fundacji ze 30 razy, a co to będzie dalej? ;)

Generalnie jest moc i jest radość!
Życie we mnie wstąpiło na nowo! Generalnie banan na twarzy od samego rana :)

A! I jest winda w nowym mieszkaniu! Nie będę musiała dźwigać Tyma po schodach :D

I dzięki za Wasze komentarze! W głębi duszy uważam tak samo… ale brak mi siły przebicia…
Ola Ty wiesz! ;*

I jeszcze jedno a! ;)
Dostałam dziś zdjęcia z chrztu Tymoszka, więc jak się trochę ogarnę to się nimi podzielę, bo śliczne wyszły, takie wesołe :D

Continue Reading

Bez kategorii

Co u Tymka?

By on Lipiec 20

Mało ostatnio piszę, a jak już to o sobie… A Was przecież bardziej interesuje Tymosz.

Zeszły tydzień był ciężki dla naszego malca.
We wtorek zaliczył szczepienie. Płakał, ale zniósł to lepiej niż mama, która nie umiała się opanować… ;/
Przy okazji odbyło się mierzenie i ważenie. Licznik wskazał 70 cm (!) i 7200 g, czyli jest co tulić ;)

ostaliśmy też skierowanie do poradni rehabilitacyjnej z powodu nie podnoszenia się na rączkach w pozycji na brzuchu…
Głowę ponosi, rozgląda się, chwilę nawet umie ją utrzymać, ale jeszcze nie odkrył, że można się na rękach podeprzeć. Ręce w tym czasie wyciąga przed siebie i próbuje się czołgać. Jeśli tylko znajdzie podparcie dla nóżek to idzie mu to całkiem nieźle!

Dokuczają Tymowi bardzo dziąsełka. W czwartek wpadał w taką histerię, że bałam się, że coś mu się stało…Pierwszy raz zaliczyliśmy kilkugodzinny płacz, na który nic nie pomagało.
Dostał syrop Ibum i chyba troszkę podziałało, bo pospał z godzinkę.

Z tym spaniem w ogóle u nas ciężko. Jakieś uwstecznienie mam wrażenie, że zaliczyliśmy.
Mimo, że Tymek trze oczka, ziewa i pojękuje ze zmęczenia próba uśpienia to wielka awantura z płaczem, krzykami i wyginaniem się na wszystkie strony… U mnie jeszcze jakoś to idzie, ale Tomkowi ciężko jest nawet ten płacz uspokoić.

Dzisiejszej nocy Tym jadł co godzinkę mniej więcej, więc ja o 4 już w rozpacz wpadłam ze zmęczenia…
O 6 przejął go Tomek a ja odespałam troszkę. O rana znów był problem, bo maluch po nocy zmęczony tak jak my, ale usnąć nie chciał. Nawet na spacerze buntował się strasznie. Odnoszę wrażenie, że znielubił wózek. Wcześniej zasypiał chwilę po włożeniu, teraz mogę chodzić i godzinę i nic. A właściwie nie nic, tylko ryk i awantury, bo wózek w plecki „parzy” ;).
I tym sposobem Tym zasypia i śpi na rękach. Bo po odłożeniu udaje mu się wytrwać w tym śnie z 10 minut…

Usłyszałam już, że to moja wina – że go do rąk przyzwyczaiłam… Może i moja…
Ale łatwo komuś oceniać z zewnątrz.
Każda minuta płaczu Tymka wywołuje we mnie straszne emocje.
Nie dość, że mi go żal, bo leży taki bezbronny i sam sobie nie poradzi ze swoim poczuciem osamotnienia, to jeszcze odkryłam, że jego płacz wywołuje we mnie złość. Nie złoszczę się na niego, tylko na beznadziejność sytuacji. Bo nie wezmę go – będzie płakał, wezmę – „przyzwyczajam”.

Mama radzi (w dobrej wierze i trosce o mnie), żeby dać mu się samodzielnie wyciszyć, ale nie zdarzyło mi się jeszcze ani razu, żeby sam się uspokoił  – osiągamy wręcz odwrotny efekt – tak się w tym płaczu zatraca, że aż zanosi i krztusi, czasem aż mu brak tchu… :(

Nie chcę go doprowadzać do takich sytuacji, bo mam wrażenie, że strasznie cierpi… :(

No i jeszcze głupie poczucie wstydu na ulicy, kiedy idę z wózkiem, a Tym się drze w środku, jak by go ze skóry obdzierali… Że się nie umiem dzieckiem zająć…

Ale oczywiście w tym paśmie łez i niespania jest bilion cudownych chwil, uśmiechów, pogawędek. :)
Zauważyłam też, że i Tomek coraz fajniej się z Tymim bawi – wygłupia, całuje, gaworzy i robi głupie miny, a nawet zdarza mu się śpiewać! :)
 Bardzo mnie to cieszy! Bo chciałabym, żeby mieli ze sobą super kontakt od początku. :)

Chciałam Wam pokazać rozchichranego Tymka, ale ma od jakiegoś czasu tak, że jak tylko dostrzeże aparat to poważnieje i przygląda się:

Tymulinek Okrąglinek :)

 a jutro jedziemy na piknik – testować kolejny prezent urodzinowy mamy. :)

Continue Reading