Bez kategorii

Zbliża się Dzień Mamy!

By on Maj 21

O o tym dniu pamiętamy. :)
Ale nie, nie są to kartki dla naszych mam, bo mamy tu czasem zaglądają, więc nie będziemy im psuć niespodzianki. ;) O zrobienie kartek poprosiła koleżanka z pracy Tomka.
Jako, że dawno nic papierowego nie robiłam, wyszłam nieco z wprawy – dla ułatwienia postanowiłam zliftować kartkę Agafii – mam nadzieję, że mi wybaczy! :)

a Wy pamiętacie o tym wyjątkowym dniu? :)

Continue Reading

Bez kategorii

6 tygodni!

By on Maj 18

Tak czekałam na ten dzień!
Koszmarne sześć tygodni minęło i od teraz będzie łatwiej. Tak sobie powtarzam i szczerze w to wierzę.

I faktycznie dzień spędziliśmy rewelacyjnie.
Rano tak się zadziało, że pospaliśmy wszyscy do 10, oczywiście Tymek próbował nas podejść i kilka razy zafundował nam pobudki, ale byliśmy twardzi. Szybkie śniadanie i ruszyliśmy w miasto – część na spacer część handlować Tulankami. ;) i tak nam się miło przeciągnęło, że po 17 zawitaliśmy w domu.
Nakarmiłam Tymka, Tomek ogarnął Oza i ruszyliśmy znów o miasta – tym razem na noc muzeów.
Wybraliśmy się do zamku, który tego dnia można było gruntownie zwiedzić. Tymek ogólnie wywoływał u ludzi uśmiech na twarzy. U pracowników wręcz zachwyt. Bo mimo, że spał, to oczy miał cały czas szeroko otwarte. (za sprawą czapy – żaby) ;)

Zwiedzanie bardzo mi się podobało, mimo ogromnych tłumów. Nie udało nam się tylko zobaczyć jednej wystawy na której mi zależało, bo na tą wystawę wchodziło się tym samym wejściem co na wieżę,a do wieży była wielka kolejka. Próbowaliśmy ominąć kolejkę tłumacząc, że chcemy tylko na wystawę, ale pan wpuszczający stwierdził, że ludzie oszukują i  na pewno będziemy się pchać na wieżę… Trudno.
Miły wieczór zakończyliśmy w Bubble Place ja na herbatce z żelkami, a Tomek na ciachu (mówi, że herbatki są dla niego za słodkie…).

A jak nam minęło te 6 tygodni?
Strasznie szybko, mam wrażenie, że dopiero kilka dni temu wróciliśmy ze szpitala!
Bardzo intensywnie – jeszcze nigdy tak mało nie spałam, tak dużo spacerowałam, tak szybko ogarniałam siebie i mieszkanie (zanim Tymek się zbudzi!).
Bardzo stresująco – nie spodziewałam się, że będę tak się zamartwiać i panikować (czy nie jest głodny? czy mu nie za ciepło/zimno? czy nie śpi za mało? czy dobrze go trzymam? dlaczego znów płacze? i tak bez końca…).
Ale przede wszystkim:
 Cudownie – samo patrzenie na Tymka, tak mnie rozczula, że głowa mała – te jego słodkie minki, zadziwione oczka, pulchne rączki i nóżki… cud!

Tymek waży już prawie 5 kg ( a może i już waży?), wszystkie ubranka w rozmiarze NB są za małe, większość 56 też. Dziś paradował w 62 i nie powiem, żeby było dużo za duże…
Okazuje się, że w tym rozmiarze mamy niewielkie braki, więc będę mogła bez wyrzutów sumienia dokupić kilka sztuk! :D
Nasz klusek nie znosi leżeć na brzuszku – bardzo szybko się irytuje i płacze, więc nie mam sumienia go długo męczyć (chociaż wiem, że to dla jego dobra…). W związku z tym nie podnosi jeszcze główki, ale mam nadzieję, że szybko to nadrobimy, bo przy odbijaniu unosi ją i trzyma przez kilka-kilkanaście sekund.
Jakiś czas temu zaczął nam się intensywnie przyglądać – wodzi wzrokiem za ręką czy zebrą grzechotką.
A od dwóch dni leje mi miód na serce uśmiechając się do mnie kiedy mu śpiewam, albo recytuję wierszyki Brzechwy!♥♥♥

A co ze mną?
Fizycznie doszłam do siebie bardzo szybko, niektórzy nie wierzą, że urodziłam. ;) Po porodzie schudłam szybciutko 16 kg, ale ostatnio się zważyłam i dwa już wróciły… ;) Ponoć mam zmęczone oczy, ale ciężko nie mieć, przy tak małej ilości snu. Doskwiera mi dość mocno alergia – mam mega przesuszoną skórę (azs) i w sumie nic mi nie pomaga, na własną rękę nie chcę brać leków, a do lekarza ciągle mi nie po drodze… ;/
Psychicznie za to bardzo długo nie mogłam do siebie dojść. Pierwsze dwa – trzy tygodnie wspominam strasznie ciężko, nie potrafiłam sobie poradzić ze stresem o małego, miałam poczucie, że wszystko się skończyło, czułam się bardzo samotna, a przy tym nie potrafiłam mówić o tym co czuję i poprosić o pomoc. Potem było już trochę łatwiej, chyba przywykłam do niedospania i stwierdziłam, że muszę się trochę z sobą ogarnąć. Dziś, po tych sześciu tygodniach czuję się szczęśliwa! Wiadomo, bywają gorsze dni i bardzo złe samopoczucie, ale teraz patrzę już pozytywnie na naszą przyszłość. :)

Wczoraj wspomniałam o tym, że moja mama pisała dla mnie pamiętnik z pierwszych lat mojego życia.
Natomiast u rodziców Tomka wisi cudna pamiątka związana z jego narodzinami, a kiedy ją zobaczyłam,
bardzo chciałam, żeby nasze dzieci też takie miały. A chodzi o ramkę z kartką z kalendarza z dnia narodzin i opaską ze szpitala:

 Dzięki elbląskim Dziadkom i Tymek ma taką pamiątkę. :)
Nie pisałam o niej wcześniej, bo miałam nadzieję, że pojedziemy w odwiedziny do Elbląga i uda mi się zrobić zdjęcie ramki Tomka i Wam pokazać, ale te tygodnie lecą jak szalone i jakoś nam ten wyjazd nie wychodzi… :( Na szczęście teściowie są bardziej zorganizowani niż my i wnuka już dwa razy odwiedzili. :)

I już będąc w temacie dziadków. Jakiś czas temu wspomniałam o wsparciu ze strony bliskich. Źle się wtedy wyraziłam. Bo wsparcie mamy zarówno ze strony moich rodziców jak i  Tomka, i jesteśmy za to bardzo wdzięczni (dodam, że gdyby nie mama Tomka i jej telefoniczne porady kulinarne to pewnie do tej pory jadłabym tylko rosół! Tomek po konsultacjach co chwila opanowuje nowe potrawy i coraz rzadziej „gotujemy” z „pomysłu na…”, a jemy pyszne domowe obiadki). Tylko w tym początkowym okresie każdy chciał nam pomóc, doradzał, a my w tym wszystkim czulimy się coraz bardziej zagubieni, nie wiedząc tak na prawdę z której rady korzystać (bo często się wzajemnie wykluczały). Potrzebowaliśmy wszyscy we troje dotrzeć się i nauczyć siebie nawzajem.
Być może kogoś uraziłam, bo w tamtym czasie po prostu odłożyłam telefon na bok i przestałam odbierać, ale po prostu potrzebowałam na spokojnie odkryć co będzie najlepsze dla mojego synka. Część „gorącej linii” przekierowała się do Tomka, a on z tych lepiej wychowanych niż ja, obierał i słuchał.
A ja pod wpływem zmęczenia i szalejących hormonów wściekałam się, wiem, że niepotrzebnie, bo rady na pewno były dobre, w końcu od życzliwych osób, ale w tamtym czasie ciężko było mi to wszystko ogarnąć rozumem.

Dlatego dziś, zamykając ten chyba najtrudniejszy okres w moim życiu przepraszam, jeśli kogoś z bliskich uraziłam swoim postępowaniem! I dziękuję, że jesteście z nami mimo tego! :)))

No i Wam drogie blogowe koleżanki dziękuję, że jesteście i wspieracie! :)))

Continue Reading

Bez kategorii

O nerce Asi.

By on Maj 17

A raczej o nerce, którą uszyłam Asi, bo w jej własne nerki się nie wtrącam. ;)
Dokładnie dzień przed narodzinami Tymka Asia ją sobie zamówiła (ma wyczucie, co?;))
1,5 miesiąca później nieśmiało się przypomniała, więc poszłam za ciosem i siadłam do maszyny.

i słoneczne wnętrze:

Continue Reading

Bez kategorii

Zakupowe nowości.

By on

Skoro jesteście ciekawe to pokażemy nasze ostatnie zakupy.

Zacznę od ubranek. I pochwały sklepu Pepco.
Jestem po prostu oczarowana ubrankami z tej sieci. I to z dwóch powodów.
Pierwszy to nietypowa kolorystyka – żywe, intensywne barwy – czerwienie, zielenie, to czego brakuje we właściwie wszystkich sklepach z dziecięcymi ubrankami i mój hit! Czarne!

a drugą niewątpliwą zaletą jest cena! Za oba bodziaki zapłaciłam po 4,99! No po prostu rewelacja (i dodam, że 100% mięciutkiej bawełny). Przy tempie wzrostu Tymka jest mi zwyczajnie żal wydawać dużo pieniędzy na ubranka, które założy dwa czy trzy razy. I dodam, że nie chodzi mi tylko o moje pieniądze – innych pieniędzy też mi żal, bo co z tego, że dostaliśmy przepiękne ubranka za kupę kasy, skoro Tymek zaraz z nich wyrośnie… (Mamy nawet przypadek, że dostał komplet dwóch rampersików i kapelusza i okazuje się, że ponosi tylko kapelusz – z rampersów wyrósł zanim zrobiła się na nie pogoda…! A tak mi się podobały…)

Kolejny zakup to kocyk z Biedronki (14.99!). Zdecydowałam się na turkusowy:

a moja mama kupiła nam jeszcze kremowy w żaglówki i kraby (o ile dobrze pamiętam), ale zdjęcia na razie nie ma, bo kocyk czeka w Ostródzie.
Polecam! Kocyk milutki i mięciutki – 100% mikrofibra.

Następny zakup to porażka…

Smoczki tommee tippee. Porażka pod tym względem, że Tymek używał do tej pory smoczka MAM, a że niedługo minie miesiąc od kiedy go używamy i trzeba będzie wymienić na nowy (a do tego w związku z tym, że mam napisać recenzję chciałam mieć z czym go porównać) i niestety okazuje się, że te smoczki zupełnie mu nie podeszły. Nie chce ich ssać nawet minutkę. Nie wiem czy ma na to wpływ nieco inny kształt (szukaliśmy możliwie zbliżonego do MAM) czy faktycznie ten obecnie używany jest najlepszy. Będzie o tym więcej za kilka dni.

A! Jeszcze z Biedronki albumik upamiętniający pierwsze ważne momenty:

Kiedy byłyśmy małe (ja i moja siostra), moja mama pisała dla nas pamiętniki, które teraz są bardzo sympatyczną pamiątką – chcę, żeby Tymek też miał podobną. :)

I ostatni na dziś zakup – torba do wózka. Na początku wzbraniałam się przed nią, bo po co mi. Potem Okazało się, że jestem bardziej samodzielna i zdarza mi się z wózkiem zrobić zakupy, a kosz na dole okazał się na te potrzeby za mały (połowę miejsca zajmuje folia przeciwdeszczowa). Stwierdziłam, że jestem zdolna i sobie sama uszyję. Ale z moim niemowlaczkiem szycie urasta do rangi wyprawy na Rysy co najmniej ;), więc szycie torby odeszło na plan dalszy, a ja dalej chodziłam z wypchaną do granic niemożliwości torebką, koszem pod wózkiem i jeszcze w gondoli przy nóżkach zdarzało mi się coś wieźć. Aż dnia pewnego wybraliśmy się z Tomkiem (na którego za pewien wybryk byłam strasznie wściekła) po buty dnia niego. I na półce stała torba. Idealna szerokością  na ramę wózka, wizualnie też dostała plusa, co ważne była na zamek – Tymek budzi się przy każdym odpinaniu rzepa… No i gabarytowo bardzo mi odpowiadała:

jedyne co zostało mi w niej zrobić to uszyć organizer do środka, bo jak wrzucę „wszystkie niezbędne rzeczy do środka, to później wyłowienie dzwoniącego telefonu graniczy z cudem. ;)

I jak Wam się podobają moje zakupy?

***
Tymek zapewnił nam dziś nocne atrakcje. Obudził się ok. 3 i skoro na podwórku już jasno to po co spać…
Przemęczyliśmy się do rana zmieniając się z Tomkiem co jakiś czas – ja karmiłam on drzemał, ja drzemałam on bujał. A Tymek albo ciekawie rozglądał się po świecie, albo darł, że rodzice się nim nie interesują tylko podsypiają… ;/
Tomek szczęśliwiec pojechał odetchnąć do pracy, a ja dalej bujam, śpiewam i staję na rzęsach, żeby ten mój smyk trochę pospał (teraz śpi – ale w chuście, więc ja nie mam co liczyć na sen…).
Ale cóż. Takie życie…

Continue Reading

Bez kategorii

Lekiem na całe zło…

By on Maj 15

okazała się chusta.
Dziś bardzo płaczliwy dzień za nami. Chyba wchodzimy w skok rozwojowy. Wszystko jest na nie, nawet pierś jest słabym pocieszeniem i po chwili ssania zaczynały się wariactwa i jęki.
Tymek nauczył mnie, że najdłużej śpi w wózku, więc generalnie dzień spędziłam na zewnątrz.
Wyszłam o 9.30 i wróciłam o 16 – ale tylko dzięki Tomkowi, który podjechał po nas na koniec miasta.
Namówiłam kolegę na wycieczkę pieszą na Dajtki i niby spoko, raptem 4 km od mojego domu, ale M. zaproponował „skrócik” i wyszły nam dodatkowe 3 km…! No i szedł z nami Ozi, więc tempo było pielgrzymkowe. ;)
Na szczęście Tomek wrócił z pracy i wybawił nas z opresji. Ale to nie był koniec wędrówek, bo chwilkę odsapnęliśmy i  już ruszyliśmy w kolejną trasę – obiad i na spotkanie z ciotkami dziewiarkami. ;)
A w tym wszystkim Tymek. Trochę spał, trochę patrzył zadziwiony, a trochę płakał. No i przerwy w spacerach co godzinę na pierś. Nie wiem czy to z upału czy z powodu tego skoku, ale już dawno tak często nie chciał ssać.

W domu dostał pierś, ale cały czas był niespokojny… W końcu w desperacji zamotałam go w chustę i co?
Jak by dziecka nie było! Usnął w pół minuty i tylko wzdycha z ulgą co chwilka. :)))
Słodkie moje kangurzątko!

 matkę słonko spaliło i głowa teraz nieziemsko boli…!

Ku pamięci – Tymkowi kiedy płacze płyną łzy. :)
Oczywiście radość nie z łez synka, tylko z kolejnego etapu, w który wkroczył. :)

Narobiłam ostatnio zakupów okołotymkowych – jesteście ciekawe? Pokazywać?

Continue Reading

Bez kategorii

Moje przemyślenia…

By on Maj 14

na temat karmienia.
Dał mi do myślenia post Gosi. A nawet temat do przedyskutowania z Tomkiem.
Zacznę od tego, że jeszcze nie byłam w ciąży a zaczytywałam się w blogu Hafiji, marzyłam o ciąży, o maluszku, o tym, że będę go karmić piersią i to wszystko będzie takie słodkie i cudowne.
W ciąży dalej trzymałam się wersji – będę karmić za wszelką cenę, długo. Najlepiej do ok. 2 roku życia smyka.
Urodziłam. Tymek już po ok. pół godzinie ssał. Wszystko w porządku. Nawet nie bolało, jak to w internetach wypisują. Po dwóch godzinach trafiłam na salę (późno już było, zostałam sama, bo odwiedziny się skończyły). Patrzyłam na Tymka i byłam szczęśliwa. Ale nie wiedziałam kiedy mam go znów nakarmić. On sobie spał, nie pamiętam czy tej pierwszej nocy w ogóle go jeszcze karmiłam.
Następnego dnia rano zapytałam położną o to karmienie, ona stwierdziła, że jak dziecko będzie głodne to ja będę wiedziała. Nie wiedziałam. Nie spał, to mu cycka podsuwałam. Nie wiedziałam, czy dobrze to robię czy on ssie, ale zabrakło kogoś, kto by mi to pokazał. Położna na moją prośbę o pomoc złapała jedną ręką moją pierś, drugą główkę Tymka i wcisnęła mu na siłę i poszła.
Drugiej nocy Tymek ssał prawie cały czas – siedziałam na fotelu i ryczałam ze zmęczenia, a on ssał i ssał i nie chciał przestać. Przyszła położna i mnie ochrzaniła, że ryczę, bo przecież on chce ssać więc mam się cieszyć, bo koleżanki z sali nie chce ssać i to ona ma dopiero problem.

Podbudowałam się tym, że waga mu rosła. Czyli jadł dobrze.

Już w domu zabrakło mi wsparcia bliskich (nie mówię o T.), Tymek chciał cały czas ssać, więc zewsząd sypały się dobre rady: „ma za chude mleko”, „może źle przystawia”, „dopoić go trzeba”, „może lepiej karmić butelką”. Rzygać już mi się chciało od słuchania tego, jedyna osoba, której się zwierzałam z problemów była moja mama. Wspierała mnie i pocieszała, mówiła, że żałowała, że karmiła mnie krótko, że to ważne dla zdrowia Tymka, podtrzymywała na duchu.
Jak tylko słyszałam rozmowy Tomka z rodzicami, to cholera mnie brała (wiem, że wszyscy chcieli dobrze, ale w kółko wałkowane było to samo)!

Potem obyło się ważenie położnej i okazało się, że Tymko przybiera nawet ponad normę.
Problem „chudego” mleka ustąpił. Zaczął się problem bolącego brzuszka.
Znów mleko winne. Katowałam się dłuższy czas „dietą matki karmiącej”, byłam głodna i nieszczęśliwa.
Do tego spanikowałam, że nie mam mleka. Tymek ssał, darł się w niebogłosy, wściekał. Podaliśmy mu mm, on całość szybciutko wypił, a ja ryczałam, bo tak strasznie chcę karmić piersią, a butelka to zło i on już nie będzie chciał ssać piersi. Dramat. To samo z resztą było ze smoczkiem. Tak, dajemy go Tymkowi.
Po wielogodzinnym ssaniu miałam skatowane sutki, a mu ciągle było mało. Dałam mu smoczek, jego płacz ustał, a mi łzy płynęły (patrz wyżej – jak z butelką).

W końcu wzięłam na luz. Dietę rozszerzyłam, co jakiś czas próbuję czegoś nowego, eksperymentujemy.
Smoczek jest w użyciu. Tymek ssie pierś normalnie. Tyle lęków i nic dobrego nie wniosły.

Ale wracając do przemyśleń.
Wczoraj po przeczytaniu posta stwierdziłam, że nie lubię karmić piersią.
Jestem uwiązana do Tymka, nie zostawię go samego, bo nie wiem kiedy zgłodnieje.
Mimo luźniejszego podejścia dalej nie jem wielu (bardzo wielu!) rzeczy, które lubię.
Bolą mnie piersi. Tymek często nie opróżnia całej i zwyczajnie mnie po jakimś czasie boli.

Znaleźliśmy plusy oczywiście.
Moje mleko jest dla Tymka najlepsze.
Jest to niewątpliwa oszczędność.
No i mogę go nakarmić zawsze i wszędzie nie martwiąc się czy dostanę gorącą wodę gdzieś. ;)

Cały dzisiejszy dzień o tym myślałam…
i wiecie co?

Ja na prawdę lubię karmić piersią.
Kocham to przytulone ciepłe ciałko, wpatrzone we mnie oczy, które po chwili błogo się przymykają…
Ta rozanielona, ociekająca mlekiem minka tuż po jedzeniu… Ta przytulona rączka… I westchnienia ulgi, że mleko płynie…
No kocham to!

PS: Ale dalej nienawidzę jak ktoś patrzy jak ja karmię!

Continue Reading

Bez kategorii

Żaba moja…

By on Maj 13

bardzo skutecznie próbuje odciągać mnie od obowiązków domowych.
Ciężko mu usnąć, a jak już się uda to próby odłożenia kończą się wybudzeniem.
Wczoraj wieczorem dał nam 4 godzinki wytchnienia. Mi w sumie snu, a Tomek nie wiem co robił w tym czasie. Ale obalam właśnie mit, że „matka zawsze usłyszy swoje płaczące dziecko”.
Tymek drze się na potęgę, a ja słodko śpię. Nawet Tomkowi ciężko mnie dobudzić. Dodam, że Tymek śpi w odległości 30 cm ode mnie… Domyślam się, że to już po prostu takie mega zmęczenie mnie dopadło…
Albo jestem po prostu wyrodną matką. ;)

A tu szycie czeka – sezon w pełni a my w czarnej dupie… Albo czarnej dziurze raczej, która pochłania wolny czas.
Już nie wspomnę o praniu, które wstawiłam dwa dni temu i już wa razy odpaliłam pralkę na nowo, bo nie było czasu rozwiesić prania. Dziś muszę to zrobić koniecznie. Nawet zaczęłam, ale powiesiłam trzy pieluchy i Tymek uznał, że mu już wystarczy spania…

W ogóle zaskoczona jestem z jaką prędkością schodzą nam pieluchy tetrowe – i służą tylko do wycierania buzi, mamy 15 szt i taka kupka starcza na max. 2 dni!
Na szczęście już wypatrzyłam, że w Biedronce będą zestawy 10 szt za 24 zł, czyli całkiem przyzwoita cena. 

Mam nadzieję, że pomocą w ogarnięciu Tymka i naszego domu będzie chusta.
Bo zawiązany zasypia zadowolony a ja mam wolne ręce. Tylko na razie brak mi śmiałości trzymać go w niej długo, bo nie jestem w 100% pewna czy dobrze go motam, a nie chcę zaszkodzić kręgosłupkowi.
Na szczęście 5.06 idę na spotkanie, które mam nadzieję rozwieje moje wątpliwości, a do tego czasu będę ćwiczyć przed lustrem.
Dziś wiązanie wyszło nam tak:

i jest już chyba lepiej dociągnięta chusta, nie wiem tylko co z tą przekrzywioną główką. Sam ją tak układał, ale spał więc nie wiem czy było mu wygodnie czy obojętnie… ;)

A jeszcze z udręk dnia codziennego – się wzięłam i rozchorowałam! Gardło mi siada. Zachrypnięta jestem. Mam nadzieję, że Tymka niczym nie zarażę, bo biedak i tak zmaga się z katarkiem.

I to tyle w poniedziałek.
A dodam tylko, że mija już 74 dzień zwłoki zusu z wypłatą mi moich pieniędzy… ;/
Jutro muszę tam pójść… Tylko ja  z tych nieśmiałych i nie umiem się wykłócać o swoje…

Continue Reading

Bez kategorii

Idąc za ciosem.

By on Maj 11

Po kilku udanych próbach samodzielnego spania Tymka u rodziców spróbowałam i w domu.
I hurra! Od jakichś 30 minut (a to już na prawdę dużo!) śpi sam, a do tego w swoim łóżeczku!
Ewenement na skalę jego pięciotygodniowego życia! :)

A najlepsze, że usnął na brzuszku! Wcześniej wzbraniał się przed tym jak mógł, a tu proszę.
Nie wiem czy zadziałało zmęczenie całym dniem, czy może deszczowa pogoda? A może po prostu dorósł do tego? Jakkolwiek cieszę się strasznie! :)

I zdjęcie dowodowe jaki mój maluszek potrafi być słodki kiedy śpi :)

Zaliczyliśmy dziś też wizytę u lekarza, bo coś Tymkowi chrobocze niepokojąco w płuckach, ale okazało się, że to tylko katarek i że mamy czyścić nosek częściej. Dobrze, że to nic poważnego, bo ten dźwięk jest naprawdę niepokojący.

Continue Reading