ciąża | kulinarne

Takie święta…

By on Marzec 31

to ja lubię. W związku z tym, że mieszkamy w Olsztynie, a nasi rodzice w dwóch różnych miastach od jakiegoś czasu święta straciły dla mnie urok. Bo wpada się na chwilę tu, na chwilę tam, nie ma czasu na świąteczne rytuały, które uwielbiałam jako dziecko.
W Wigilię ubierało się u mnie choinkę, teraz ta przyjemność nas omija, bo w Wigilię najczęściej jeszcze pracujemy i do rodziców docieramy dopiero na kolację, a choinka już ubrana.
W zeszłym roku mieliśmy swoją własną, ale w tym roku Tomek kategorycznie odmówił wnoszenia jej na 3 piętro… ;)

W święta wielkanocne uwielbiałam malować jajka, czuwanie przy Grobie Pańskim z drużyną harcerską, rezurekcję. Niestety przez „wyjazdowe” święta te przyjemności też mi przepadały.

Z racji mojego stanu zostaliśmy w domu, czuwania przy Grobie ani rezurekcji nie było.
Jajek też nie pomalowałam, bo Tomek stwierdził, że nie będzie ich jadł. Eh.

Ale mimo wszystko jest dobrze. Jesteśmy sobie naszą małą rodzinką, Świętujemy tak jak najbardziej lubimy – na leniwie, bez ciśnienia, że trzeba teraz zjeść białą kiełbę, a zaraz się pakować i jechać do kolejnych rodziców, albo marzyć o poniedziałku po południu, żeby jechać już do domu i odpocząć po tym całym zamieszaniu.
Jutro na obiad przyjeżdżają moi rodzice i babcia, rodziców Tomka też zaprosiliśmy, ale stwierdzili, że bez sensu jechać teraz, jak za tydzień może się Tymek urodzi i znów będą musieli jechać. Trochę szkoda. Przykro mi ze względu na Tomka, bo ja się z rodzicami w święta zobaczę, a on nie. Cóż.

Cieszy mnie też to, że pierwszy raz mamy szansę „dorośle” się poczuć i to my zapraszamy na świąteczny obiad. I przygotowania sprawiają mi dużo radości. Nie będzie to jakaś szalona ośmiodaniowa uczta, ot zwykły obiad, ale że w święta to jego ranga urosła w moich oczach. :)

Upiekliśmy dziś mazurka pomarańczowego i ciasto marchewkowe. W sumie Tomek piekł, ja nadzorowałam, zmęczenie szybko mnie dopada. Dobrze, że mąż taki dzielny i chętnie gotuje i piecze. :)

A Wam jak minęła świąteczna niedziela? Mam nadzieję, że równie przyjemnie jak nam! :)

Continue Reading

ciąża

E tam!

By on Marzec 30

Nie rodzę. Szczerze, to już straciłam wiarę, że urodzę. ;) Gdyby nie to, że ktoś mi się tam w środku kotłuje to stwierdziłabym, że po prostu trochę się utyło…

Brzuch dalej się napina, pobolewa i kuje, ale i Tymek jakieś tańce przywołujące wiosnę chyba wykonuje, więc chyba jeszcze nie czas.

Ja staram się ruszać w miarę możliwości, a to na spacer wyjdziemy, a to ogarnę coś w domu. Ale dopada mnie też nieziemska senność. Śpię w dzień – czyżby już na zapas? Wcześniej mi się to na prawdę rzadko zdarzało, a teraz mogłabym spać i spać. Obawiam się jedynie, że jeśli sobie na to pozwolę to spędzę noc przy „Arkanach magii” i innych usterkach…
Stwierdzam też, że niezła musi być już ze mnie foka, bo jak zasnę to pozycji przez sen nie jestem już w stanie zmienić, najczęściej po godzince czy dwóch przebudza mnie ból bioder i pełny pęcherz…

Ograniczyłam sól do maksimum wg. przykazań pana doktora i stwierdzam, że nie jest tak źle smakowo.
Dziś np. rybka smażona była całkiem niezła, ogórki czy pomidory ze śmietaną wyłącznie na prawdę mi smakują! :)

Skończyłam przed chwilką kolejny kocyk dla Tymona, w najbliższych dniach pewnie jakaś fotka się pojawi, i do kompletu zaczęłam jeszcze robić przytulaczka. Ogólnie jakoś mam robótko-wstręt, wszystko idzie mi jakoś topornie. Pewnie przez te spuchnięte ręce.

Już dziś życzymy Wam wesołych i rodzinnych świąt, 
chociaż sami świętować będziemy dopiero w poniedziałek. 

Jutro u nas będzie dzień lenia! ;)

Continue Reading

ciąża | poród

Czy to już dziś?

By on Marzec 29

Od wczoraj wieczorem czuję się jakoś nieswojo.
Brzuch mi się stawia, ale nie są to bóle jak przy okresie, bardziej jak by Tymek rozpychał się we wszystkie strony. Poszłam dziś do sklepu zielarskiego po tą osławioną herbatkę z liści malin, przy okazji zrobiłam zakupy obiadowe. Odczuwałam w trakcie wędrówki kłucie w dole brzucha.
Tylko przy tym wszystkim jestem jakaś bardzo spokojna i radosna, więc nie wiem czy to może być już.

Dla ewentualnego wzmocnienia efektu wyszorowałam kuchenkę, zlew i szafkę w kuchni, na więcej zabrakło mi czasu, bo wrócił Tomek. Zaraz jeszcze przejdziemy się na pocztę, bo znalazłam w skrzynce awizo, a dziś ostatnia szansa przed świętami żeby odebrać paczkę, a przy okazji spacer i schody może dzieciaka zmotywują. Wczoraj mu obiecałam, że jak się uwinie sprawnie to i prezent od zajączka dostanie. ;)

Żal mi tylko zaplanowanego na jutro wyjścia na targ po zakupy warzywno-świąteczne, gdyby jednak dziś miało się coś zadziać, bo uwielbiam tam chodzić! ;)

Herbatka jedna dziś wypita, nie powiem, żeby smak był rewelacyjny, ale jak poród ma być lżejszy to się poświęcę ;)

Continue Reading

ciąża

Po deszczu…

By on Marzec 28

łez wychodzi słonko. Humor dalej daleki od euforii, ale dziś zdecydowanie lepszy dzień.
Rano zabrałam Tymoszka do kościoła, po mszy spotkaliśmy wujka Mariusza, który mnie podwojonej nie widział jeszcze wcale, a w ogóle widzieliśmy się ostatnio w ostatnich dniach maja.
Wzruszyło mnie to spotkanie, bo przypomniały mi się tamte majowe dni, kiedy tak samo wyszedł z katedry jak dziś, ale wtedy po raz pierwszy jako ksiądz.
Syn został pogłaskany przez kilku księży zaznajomionych i chyba dobrze mu to zrobiło, bo cały dzień w brzuchu panuje spokój. ;)

A mnie spacer poranny tak wymęczył, że po powrocie do domu pospałam kilka godzinek i już Tomek do domu wrócił i zjedliśmy pyszny obiadek (z młodymi ziemniaczkami! mniam!).

W ogóle wczoraj poszłam po rozum do głowy i powiedziałam jasno, że mi go brakuje.
I cudowna odmiana – jest czas na przytulenie, wspólne poleżenie czy pomęczenie Tymka, żeby się poruszał.
A coś co mnie w ogóle miło zaskoczyło – ciekawiło T. jak mi dzień minął, mimo, że wiedział, ale najpierw poświęcił czas mi, zamiast opowiadać co u niego. :)
Wiem, wydaje się głupotką mało istotną, ale miło mi się zrobiło, że wczoraj mnie wysłuchał i zrozumiał z czym mam problem. Kocham tego mojego męża!

Continue Reading

ciąża

Smuteczki.

By on Marzec 27

Jestem na granicy załamania nerwowego.  W sumie od wczoraj siedzę i ryczę. Trochę ze stresu, trochę ze zmęczenia, trochę z bezsilności…
Wczoraj było mi przykro, bo Tomek cały dzień w trasie, a po powrocie położył się i spał. Ja wiem, rozumiem zmęczenie, ale potrzebowałam wczoraj wsparcia. Wieczorem stres przed dzisiejszą wizytą dał mi się mocno we znaki.

Poranek też zaczęłam od płaczu, na szczęście wizytę miałam na 9, więc nie musiałam cały dzień czekać.
Bardzo miła położna była dziś w poradni, najpierw ktg, dłużyło mi się jak nie wiem co, potem trochę czekania na usg, badanie kolejny raz wykonał ten sam lekarz, całkiem sympatyczny. AFI z 27 spadło do 23, nie rośnie więc jest wielka radość! Maluch waży 3350 g, główka wychodzi na 41tydz, ale nóżka na 37 (pewnie będzie miał krótkie po mamusi… ;)), uśredniając 38t4dz z biometrii.
Wreszcie ktoś zwrócił uwagę na ciśnienie – mam przykaz kontrolować je 3 razy dziennie, jeśli skoczy powyżej 95 dolne to jazda do szpitala (eh. oczywiście dziś z tego stresu świrowało mi na maksa, ale stwierdziłam, że to z nerwów i na razie biorę na przeczekanie, bo nie chcę znów leżeć bez potrzeby).
Zakaz soli, słodyczy, przykaz leżenia (nie wiem tylko czy to leżenie ma być z powodu ciśnienia? czy tak po porostu odpoczywać ostatnie dni? z tych nerwów zapomniałam zapytać) i standard – liczenie ruchów. Tu o tyle dobrze, że Tymek ma jakieś adhd i nie daje mi zapomnieć, że we mnie siedzi.
W eWusiu wyszło, że jestem nieubezpieczona, więc jakieś oświadczenie pisałam, że jednak jestem. ;)

Miałam się dziś spotkać w mieście z mamą, ale się rozchorowała, więc i to mnie trochę zdołowało.
Podrzuciłam zwolnienie do pracy, dowiedziałam się, że wypłata ma przyjść później (o 2 tygodnie) i nie powiem, że to była miła niespodzianka. Eh. No dzień po prostu na nie.

Ogólnie zarządzam, że telefonu w najbliższych dniach nie odbieram, na smsy nie odpisuję. Bo na prawdę irytują mnie już te pytania czy już, a jak się czuję, wiem, że to z troski, ciekawości i nikt nie ma zamiaru mi uprzykrzyć życia, ale mam już dość. Jeśli ktoś będzie bardzo ciekawy to może dzwonić do Tomka. Amen.

Continue Reading

ciąża

Kącik Tymoszka.

By on Marzec 26

Obiecane wczoraj zdjęcia.
Ogólny rzut na cały kąt sypialniany:

łóżeczko to 100% rękodzieło. Powstało dzięki mojemu tacie, który je zrobił, malował Tomek i Monika (ja też coś tam pędzlem przejechałam), natomiast łóżeczkowe uszytki to już moje dzieło.

mini organizer:

i wnętrze z becikiem do kompletu:

od urodzenia w „firmówce” :D

i całość wygląda dokładnie tak jak to sobie wymarzyłam! :)

zamiast serduszek planuję jeszcze albo girlandę z trójkątów, albo miękkie literki, nie umiem jeszcze zdecydować. Za jakiś czas pojawi się jeszcze pewnie jakiś mobil, ale muszę przemyśleć co i jak.

 Niech ten dzień szybciutko minie, bo jutro kontrola w poradni patologii ciąży i mam nadzieję, że wreszcie znajdzie się ktoś kto mi jasno wytłumaczy to wielowodzie. O terminie porodu już nawet nie myślę. W tej najmniej optymistycznej wersji jeszcze miesiąc turlania się (jeśli to pierwszy gin miał rację z terminem, a syn postanowi kiblować jeszcze te 2 tygodnie), więc nie odliczam, no może godziny, do końca kolejnego dnia. ;)
Ale i też w miarę możliwości staram się być aktywna, gdzieś wyjść, coś posprzątać, pokręcić się po domu, może syn się namyśli dzięki temu, a nawet jeśli nie to czas przynajmniej szybciej płynie.

A jak już wspomniałam o płynięciu – jak to jest z tymi wodami? Jak odejdą chluśnięciem to będzie to wyglądało jakbym się posikała? Bo to jedna z tych rzeczy, którą się martwię łażąc po mieście. ;)

Continue Reading

życie prywatne

W oczekiwaniu…

By on

i tu niespodzianka – nie! wcale nie na wiosnę! Czekamy na poTomka. Ogarniamy, porządkujemy, przygotowujemy kącik. I dziś efekty tych działań.

łóżeczko to 100% rękodzieło. Powstało dzięki mojemu tacie, który je zrobił, malował Tomek i Monika (ja też coś tam pędzlem przejechałam), natomiast łóżeczkowe uszytki to już moje dzieło.

mini organizer:

i wnętrze z becikiem do kompletu:

od urodzenia w „firmówce” :D

i całość wygląda dokładnie tak jak to sobie wymarzyłam! :)
za jakiś czas pojawi się jeszcze pewnie jakiś mobil, ale muszę przemyśleć jeszcze co i jak.

a Wam jak się podoba?

Continue Reading

ciąża

Aktywnie.

By on Marzec 25

Zerwałam się z łóżka z rana i energia mnie rozpierała, więc ogarnęłam chatę, wstawiłam pranie, wzięłam prysznic i skoczyłam do miasta.
Kupiłam motek włóczki do skończenia Tymka kocyka, lamóweczkę do becika (zaraz więcej o tym), spotkałam byłego szefa, ach do rany przyłóż – i zdróweczka mi życzył i szczęśliwego rozwiązania i ach i ochy. Cóż… Dobrze, że to były szef. ;)

Potem poszłam do Empiku po nową Burdę – ale nie było, rozczarowana skoczyłam do Pepco po osłonkę na doniczkę (kupiliśmy wczoraj kwitnącego na fioletowo kwiatuszka) i pojemniczek na przyprawy ale i tu nic nie znalazłam. Już mnie złapała frustracja – koniecznie miałam potrzebę zakupową – zahaczyłam o Rossmana, chciałam kupić pieluchy BabyDream, ale przypomniało mi się, że koleżanka ze szpitala miała paczkę 1 i okazały się za małe, więc stwierdziliśmy z T., że poczekamy aż się dziecko wykluje i wtedy Tomek podskoczy i dokupi (mamy małą paczkę Huggisów1, ale chyba ich nie starczy zanim odpadnie pępek i się przerzucimy na wielorazowe). Herbatki ulubionej w R. też nie było, została Biedronka ostatniej szansy na wydanie kasy ;), ale tam też nic nie znalazłam fajnego. Porażka. ;)

Kupiłam za to maść na sutki.

 
[*]

Chociaż tyle. ;)

Przy temacie Ziajki. Próbuję upolować od jakiegoś czasu ten płyn do kąpieli:

 
od razu uprzedzam, że nie wiem czy jest dobry – chodzi o to, że rybka nazywa się Klaudyna i muszę go mieć! ;) Więc gdyby ktoś w Olsztynie czy Ostródzie trafił to będę wdzięczna za wszelkie informacje. :)
A teraz o beciku.:)
Podziwiam śliczne kolekcje niemowlęce do łóżeczek – np. ochraniacz, becik i organizer czy pościel.
Ale zwyczajnie szkoda mi zawrotnych kwot na takie ekstrawagancje. A że myślenie w ciąży idzie mi jakoś opornie dopiero kilka dni temu wpadłam na pomysł, że przecież mam dwie ręce i maszynę i mogę sobie takie cuda sama uszyć. :D
Wczoraj w szale ekscytacji uszyłam ochraniacz, dziś stuningowałam becik, a wieczorkiem do kompletu uszyję jeszcze organizer i będzie bosko. :)
Fotorelacja jutro, bo dziś musimy meble przestawić, żeby te zdjęcia jakoś zrobić. 
 

Continue Reading