Bez kategorii

Dzień Myśli Braterskiej.

By on Luty 22

Jest taki dzień. Bardzo ciepły choć lutowy. ;)

Bardzo wiele zawdzięczam ZHP. Na przykład męża. :)
Nie będę używać górnolotnych słów, żeby opisać co zyskałam – tego po prostu nie da się opisać, trzeba przeżyć.
Moja przygoda zaczęła się wiele, wiele lat temu i do dziś żałuję, że już się skończyła.
Na mojej drodze spotkałam wiele fantastycznych osób, na zdjęciu moja drużyna sprzed kilku lat, generalnie prawie już wszystkie pełnoletnie, a tu takie dzieciaki!

eh. mam nadzieję, że Tymko zapragnie być zuchem! :)

a teraz kończę, ponieważ przybyli państwo S. z dalekiego Elbląga. :)

Continue Reading

ciąża | Ozi | rodzinnie

Dzień pod znakiem Oza.

By on Luty 21

Byłam dziś na pierwszych warsztatach w mojej pracowni rękodzieła, przybyły same sympatyczne dziewczyny. Generalnie bardzo miło było oby tak pozostało. :)
Klaudyna przy pracy:

Mąż mnie dziś zaskoczył. Idziemy sobie na warsztaty, doszliśmy na przystanek, coś tam opowiada, nagle ze zdziwieniem na mnie spojrzał i ze mówi: „Jak ty ładnie dziś wyglądasz”…

A dzień pod znakiem Oza, bo dziś nas nieźle urządził. W sumie siebie i Tomka najbardziej. ;)

Zacznę od tego, że jak coś zbroi kiedy nas nie ma, to od wrót pokłada się poddańczo na nasz widok albo ucieka pod stół. Jego przewinienia to spanie w naszym łóżku, zjedzenie czegoś ze stołu czy rozgrzebanie śmieci. Ktoś mógłby pomyśleć, że Oza bijemy, że tak reaguje, ale nigdy od nas nie dostał. Jak już mega nabroi to Tomek na niego krzyknie, mnie tak rozczula, że nie potrafię się złościć.

Ale dziś przeszedł samego siebie. Tomek wszedł do mieszkania, ja jeszcze wpełzałam po schodach, Ozi wyszedł na klatkę i już się pokłada, weszłam do domu, a pies został na wycieraczce i się pokłada, wołam go a on nic, Tomek przyszedł go przywołać Ozi dalej leży, Tomek zamknął za nim drzwi, żeby ten skusił się na powrót, otwiera na chwilę, a pies dalej od drzwi, ale wciąż przy ziemi, T. wciągnął go do domu.
I przeczuliśmy, że coś odwalił…
Zaczęły się oględziny domu. Okazało się, że psina sięgnęła sobie z regału (ok. 75cm od ziemi) paczkę swoich smakołyków i całość pożarł. Tak mnie rozśmieszył, że zapomniałam o zmęczeniu, od razu mu wybaczyłam, tylko zmartwiłam się czy nie zaszkodzi mu taka ilość…
W między czasie z czymś tam zadzwoniłam do mamy* i opowiadam historię, a tu Tomek wyskakuje z tekstem, że Oz zwrócił całość. Na dywan pod stołem. Cóż. Ja już ze śmiechu nie mogłam, mama słuchać śmiechu nie mogła i się rozłączyła, a Tomek zabrał się za sprzątanie…
Domyślam się, że dla postronnych historyjka mało śmieszna. ;)

*mama poza standardowym pytaniem o samopoczucie dopytywała czy spakowałam torbę.
Hm. Włożyłam ręcznik, dwie koszule i japonki pod prysznic. W minimalistycznej wersji w sumie styknie co? ;)

Continue Reading

Bez kategorii

Sowie podusie.

By on

Szycie aplikacji wciągnęło mnie strasznie i sprawia duuużo radości! I nadarzyła się kolejna okazja – zamówienie na sowie podusie.

I każda z osobna:

poszewki są wielkości 40×60 cm, więc musiałam je do zdjęcia wypełnić różnymi mniejszymi jaśkami,  bo akurat takiego formatu poduch nie posiadamy.  Przyznam, że podobają mi się bardzo mocno i z żalem się z nimi rozstanę ;)
No i szycie sówek wciąga!

Continue Reading

ciąża

Kosmetycznie.

By on Luty 20

Do napisania dzisiejszego posta natchnął mnie Johnson’s baby przysyłając próbki dla malucha.

Prawda jest taka, że mój maluch ich nie użyje (no może spróbujemy kremu na pupę – zanim zaczniemy używać wielo) najprawdopodobniej zaszczytu dostąpi Tomek.
Ja niestety jestem atopikiem i istnieje ryzyko, że dziecko też będzie. Poradziłam się w tej sprawie mojej pani dermatolog. Przede wszystkim zaleciła długie karmienie piersią – jest szansa, że maluch w ogóle nie będzie miał dzięki temu alergii, ale z kosmetykami nie poszalejemy. Najprawdopodobniej skazani będziemy na emolienty (ja sama ich używam, bo inaczej z moją skórą bywa bardzo ciężko…).

Bardzo lubię czytać blogi kosmetyczne, ale opisywane tam produkty niestety nie są dla mnie.
Co prawda dla własnej przyjemności pozwalam sobie czasem na kąpiel w płynie zapachowym (wczoraj np. czekolada z miętą! mniam!), ach jak przyjemnie kiedy skóra pachnie! ;)

 Wczoraj zaczęłam ogarniać zamówienie szyciowe i coś co normalnie zajęło by mi z godzinkę, może dwie pochłonęło wczorajszy wieczór i prawie cały dzisiejszy dzień. A wszystko przez ból pleców.
Chwila stania przy desce do prasowania czy siedzenia przy maszynie skutkuje przymusowym leżeniem minimum kwadrans. Eh. A tu jeszcze tyle szycia przede mną. I tyle ciąży ;)
Nic kończę i liczę na masaż. O.

Continue Reading

ciąża | zabawki

50!

By on Luty 19

Ha. jutro będę za połową wyzwania – 50 dni pisania. Całkiem nieźle :) Z tej okazji nowy imidż blogaska.
Nie wiem czy jest lepiej, ale na te chmurki już nie mogłam patrzeć ;)

Od kilku dni kręcę się po domu i opowiadam Tomkowi co bym zjadła. Czasem nawet już mu nie mówię, bo wiem, że produkt nie zdobycia. ;)
I tak chodzą za mną ostatnio czereśnie, arbuz, serek brie, bitki wołowe. No i piwa bym się napiła. Smakowego. Najlepiej Śliwki w piwie Kormorana albo Portera. No, ale ostatnia zachcianka zupełnie do zapomnienia na jeszcze długi czas. ;)

W ramach imprezki pożegnalnej ciocia Ola (mimo zakazu!) przyniosła prezent Tymoszkowi.

Zeberkę Lamaze! Śliczna jest :)
I zaprojektowana tak, żeby stymulować maluszka od pierwszych chwil – kontrastowe kolory doskonale widoczne, w główce grzechotka, w uchwycie szeleszcząca folijka, do tego wstążeczki do ssania i podgryzania, a do tego super leciutka. :)
I co najważniejsze (dla nas) – wpisuje się w naszą estetykę! :)

A Wam jak się podoba?

Continue Reading

Bez kategorii

Wprawki.

By on

W czwartek w Strefie rozwoju rusza moja pracownia rękodzieła. Na pierwszy ogień idzie filcowanie. A że dawno tego nie robiłam wyciągnęłam dziś wełenkę i ciepłą wodę i powstało etui. A może raczej minipiórniczek?

zmieści się w nim sześć cienkopisów :)

a zapinane jest na słodki guziczek – drewniany kwiatuszek:

i jak Wam się podoba?

Continue Reading

ciąża

Pierwsze pieluszki.

By on Luty 18

Jakiś czas temu wspominałam o tym, że będziemy pieluchować wielorazowo i że część pieluszek planujemy uszyć sami.

Nadszedł czas prezentacji :)
Za pieluszki zabraliśmy się w Ostródzie. Siedliśmy sobie wieczorkiem (mama, Tomek i ja) i wykroiliśmy kilka sztuk, wszyliśmy gumeczki ręcznie, a następnego dnia miało nastąpić zszywanie do kupy. Nie doszło, bo lekarz kazał mi jechać do szpitala, więc w pośpiechu zwinęliśmy się do Olsztyna, a pieluchy zostały. Na szczęście mama je zszyła i wczoraj nam podrzuciła. :)
To są trzy otulacze polarkowe (takie na dzień) w noworodkowym rozmiarze.

i środeczek:

zostało nam dokupić wkłady chłonne i czekać na testera. :)

Continue Reading

ciąża | rodzinnie

Niedzielnie.

By on Luty 17

Wpadli do nas z wizytą moi rodzice i siostra. Co tu dużo pisać, rodzinnie i sympatycznie.
Co mnie zadziwiło to przykaz mojego taty żeby spakować szpitalną torbę. :)
Tata każe córka jutro spakuje. :) Co prawda nie mam jeszcze żadnych porodowych gadżetów, ale w razie konieczności jakiegoś wcześniejszego pobytu łapiemy tylko torbę a nie przeżywamy czy na pewno wszystko mam. ;)
I bardzo miło zaskoczył mnie zachwyt rodziców nad abażurem :) 

Jutro muszę zadzwonić do położnej w sprawie szkoły rodzenia, bo tak na prawdę to nie wiem co zapakować do tej nieszczęsnej torby, co szpital wymaga a co zapewnia.
Chyba, że Gianka się wiedzą podzieli ;)

Brzuch w obwodzie ma już 107 cm, ostatnio chyba mocno urósł, bo nawet Tomek, który widzi mnie codziennie zadziwiony jest, że jest taki wielki.Sama też to czuję – ciężko mi się przekręcić z boku na bok czy wyleźć z łóżka, strasznie często biegam też do kibelka, aż się sama nadziwić nie mogę.
Za to pępek nie wylazł, więc na razie Tomek ma szansę na wygraną w zakładzie. A może nie wszystkim ciężarnym wyłazi? 

Chodzę jakaś nienażarta – mam ochotę na jakieś smaki, ale sama nie potrafię określić jakie – dziś sobie wymyśliłam sałatkę owocową, a chce mi się jej tak bardzo, że chyba nawet sama wywlekę się z domu po jogurcik do niej (normalnie poczekałabym, aż Tomek mi kupi wracając z pracy ;)).

Wylazłam dziś na Starówkę na ulubione lody do Kroczków (może z 500 m od domu), ale mieli zamknięte, więc zadowoliliśmy się gorszymi z cukierni obok. Ale do domu myślałam, że już nie dojdę. Cała wyprawa zajęła nam godzinę! Szok! ;)

a na koniec pokażę Wam moją dzisiejszą dumę – etui tabletowe z Mamusią Muminka:

a już jutro pokażę Wam nasze pierwsze pieluchy hand-made (współudział mamy my i moja mama:))

Continue Reading