ciąża

Kiedy spełniają się marzenia…

By on Maj 17

Przyjęło się, że o ciąży nie mówi się otoczeniu do 12 tygodnia. Tak jakby przekroczenie tej granicy dawało gwarancję, że już zawsze wszystko będzie dobrze. A wcześniej? No przecież się zapeszy, zauroczy i jeszcze dziecku kołtun urośnie!
Dużo rozmawialiśmy o tym z Tomkiem. Chodzi chyba o tabu, że co ludziom powiedzieć w razie utraty ciąży. Temat na pewno trudny, ale czy to powód do wstydu?

Continue Reading

ciąża | poród

Stresik.

By on Kwiecień 2

Jutro kolejna wizyta w poradni patologii ciąży. Stresuję się nieco czy mi się te nieszczęsne wody zmniejszają. Mam nadzieję, że będzie dobrze.

A do tego trochę stresu w związku z mocno słabą sytuacją finansową. Czekam na 10 z utęsknieniem, bo kasa topi się szybciej niż śnieg (o co teraz w sumie nietrudno…), na szczęście były święta i lodówka jakoś zaopatrzona, bo już na pieniężnych oparach jedziemy. Z tego powodu wolałabym, żeby Tymek jeszcze te kilka dni w brzuchu posiedział, bo obawiam się jakichś niespodziewanych wydatków po porodzie, a rodziców o pomoc prosić nie mam sumienia.

Żeby stresy odpędzić i czas czymś zająć realizuję wielkoformatowy projekt heksagonowy – czyli szyję sobie ręcznie kapę na nasze łóżko. Radochę sprawia mi to wielką i sama jestem zaskoczona, że tak chętnie szyję ręcznie, bo w przypadku przytulanek staram się możliwie wszystko zszywać na maszynie, a tu zszywam sobie sześcianki ręcznie (a format to będzie ok. 180x200cm) :).

Muszę przypomnieć Tomkowi, żebyśmy spróbowali zamontować fotelik w samochodzie, żeby po porodzie umiał to zrobić na szybko.
Ze spraw, które muszę zrobić jeszcze przed to plan porodu. Niby o tym pamiętam, a jakoś zabrać się nie mogę. No i przepakować torbę, ale to razem z Tomkiem, tak żeby wiedział w razie W gdzie co jest.
A. No i przygotować ubranka na wyjście dla siebie i Tymka.
Nie mamy takiego typowo zimowego kombinezonika, mamy jakiś welurowy gruby, ale nie wiem czy będzie wystarczający z kocykiem… A teraz przecież bez sensu kupować taki noworodkowy…
Zimo idź sobie!

Continue Reading

ciąża | rodzinnie

Przez te seriale…

By on Kwiecień 1

Właśnie sobie doszliśmy do wniosku, że brzydko mówię, jestem mocno „wulgarystyczna” ;),
ale wszystko przez seriale.
Nie wiem czy znacie Girls? Produkcji HBO.

serial okrutny. Wizualnie, treściowo, ale przy tym taki życiowy. Nie ma w nim lukru typowego dla amerykańskich produkcji, może wręcz szokować swoją obleśnością.
Mimo wszystko polecam. A ja muszę popracować nad grzeczniejszym językiem. ;)

Była dziś moja rodzina na obiedzie. Babuszka moja dotarła, co bardzo mnie ucieszyło. Mama mocno zestresowana wycieczką – nie lubi jeździć samochodem, a do tego śnieżyca… Dobrze, że to tylko 40 km.
Żarcikiem rzuciłam, że do zobaczenia jutro na porodówce  – nie wyglądała na szczęśliwą… ;)

Raczej się na tą porodówkę dziś nie wybierzemy, brzuch boli i stawia się, ale szału i regularności to to żadnej nie ma. Próbuję tłumaczyć Tymkowi dlaczego warto, żeby już wyszedł, ale głuchy jest na moje prośby, na Tomka nawet paluszkiem nie kiwnie, a argumentów używamy już przeróżnych… ;)

Oprócz argumentów w ruchu są czyny, mające go do tego zachęcić, ale nic. Albo uparty albo leniwy – może stwierdził, że się podhoduje do tych 4 kg i sami go wyjmą? Niech nawet na to nie liczy, bo czeka na niego cudny malusi sweterek – i nie ma opcji, żeby urodził się za wielki! ;)

A poważnie mówiąc, zmęczona już jestem. Lekarz narobił nadziei, że sprawa szybko pójdzie, a tu się okazuje, że d… czarna. Wiem, że każdy dzień w środku to same korzyści dla Tymka, ale nie mam już sił. I doczekać się nie mogę tej mojej kuleczki!
Mama i babcia stwierdziły, że brzuch mam jeszcze wysoko, ale ja mam inne odczucia – nie męczy mnie zgaga, łatwiej mi się oddycha, pod biustem jestem w stanie wyczuć 2-3 żebra (wcześniej nie było żadnego czuć!). Ale optymistycznie za to stwierdziły, że już niedługo, bo buzia mi się zmieniła – to fakt, opuchnięta już jest.

Śniła mi się dziś cesarka – była chyba moja, ale ja siedziałam na fotelu obok i patrzyłam, lekarze mówią, że jest dziecko i pytają czy chcę zobaczyć, a ja stwierdziłam, że nie – niech tylko powiedzą czy jest rude.
I tu się obudziłam. Po cichutku przyznam, że marzę, żeby Tymek był rudy… :)

a to już 91 post – rewelacja – jeszcze 10 i podołam swojemu wyzwaniu! :)))))

Continue Reading

ciąża | kulinarne

Takie święta…

By on Marzec 31

to ja lubię. W związku z tym, że mieszkamy w Olsztynie, a nasi rodzice w dwóch różnych miastach od jakiegoś czasu święta straciły dla mnie urok. Bo wpada się na chwilę tu, na chwilę tam, nie ma czasu na świąteczne rytuały, które uwielbiałam jako dziecko.
W Wigilię ubierało się u mnie choinkę, teraz ta przyjemność nas omija, bo w Wigilię najczęściej jeszcze pracujemy i do rodziców docieramy dopiero na kolację, a choinka już ubrana.
W zeszłym roku mieliśmy swoją własną, ale w tym roku Tomek kategorycznie odmówił wnoszenia jej na 3 piętro… ;)

W święta wielkanocne uwielbiałam malować jajka, czuwanie przy Grobie Pańskim z drużyną harcerską, rezurekcję. Niestety przez „wyjazdowe” święta te przyjemności też mi przepadały.

Z racji mojego stanu zostaliśmy w domu, czuwania przy Grobie ani rezurekcji nie było.
Jajek też nie pomalowałam, bo Tomek stwierdził, że nie będzie ich jadł. Eh.

Ale mimo wszystko jest dobrze. Jesteśmy sobie naszą małą rodzinką, Świętujemy tak jak najbardziej lubimy – na leniwie, bez ciśnienia, że trzeba teraz zjeść białą kiełbę, a zaraz się pakować i jechać do kolejnych rodziców, albo marzyć o poniedziałku po południu, żeby jechać już do domu i odpocząć po tym całym zamieszaniu.
Jutro na obiad przyjeżdżają moi rodzice i babcia, rodziców Tomka też zaprosiliśmy, ale stwierdzili, że bez sensu jechać teraz, jak za tydzień może się Tymek urodzi i znów będą musieli jechać. Trochę szkoda. Przykro mi ze względu na Tomka, bo ja się z rodzicami w święta zobaczę, a on nie. Cóż.

Cieszy mnie też to, że pierwszy raz mamy szansę „dorośle” się poczuć i to my zapraszamy na świąteczny obiad. I przygotowania sprawiają mi dużo radości. Nie będzie to jakaś szalona ośmiodaniowa uczta, ot zwykły obiad, ale że w święta to jego ranga urosła w moich oczach. :)

Upiekliśmy dziś mazurka pomarańczowego i ciasto marchewkowe. W sumie Tomek piekł, ja nadzorowałam, zmęczenie szybko mnie dopada. Dobrze, że mąż taki dzielny i chętnie gotuje i piecze. :)

A Wam jak minęła świąteczna niedziela? Mam nadzieję, że równie przyjemnie jak nam! :)

Continue Reading

ciąża

E tam!

By on Marzec 30

Nie rodzę. Szczerze, to już straciłam wiarę, że urodzę. ;) Gdyby nie to, że ktoś mi się tam w środku kotłuje to stwierdziłabym, że po prostu trochę się utyło…

Brzuch dalej się napina, pobolewa i kuje, ale i Tymek jakieś tańce przywołujące wiosnę chyba wykonuje, więc chyba jeszcze nie czas.

Ja staram się ruszać w miarę możliwości, a to na spacer wyjdziemy, a to ogarnę coś w domu. Ale dopada mnie też nieziemska senność. Śpię w dzień – czyżby już na zapas? Wcześniej mi się to na prawdę rzadko zdarzało, a teraz mogłabym spać i spać. Obawiam się jedynie, że jeśli sobie na to pozwolę to spędzę noc przy „Arkanach magii” i innych usterkach…
Stwierdzam też, że niezła musi być już ze mnie foka, bo jak zasnę to pozycji przez sen nie jestem już w stanie zmienić, najczęściej po godzince czy dwóch przebudza mnie ból bioder i pełny pęcherz…

Ograniczyłam sól do maksimum wg. przykazań pana doktora i stwierdzam, że nie jest tak źle smakowo.
Dziś np. rybka smażona była całkiem niezła, ogórki czy pomidory ze śmietaną wyłącznie na prawdę mi smakują! :)

Skończyłam przed chwilką kolejny kocyk dla Tymona, w najbliższych dniach pewnie jakaś fotka się pojawi, i do kompletu zaczęłam jeszcze robić przytulaczka. Ogólnie jakoś mam robótko-wstręt, wszystko idzie mi jakoś topornie. Pewnie przez te spuchnięte ręce.

Już dziś życzymy Wam wesołych i rodzinnych świąt, 
chociaż sami świętować będziemy dopiero w poniedziałek. 

Jutro u nas będzie dzień lenia! ;)

Continue Reading

ciąża | poród

Czy to już dziś?

By on Marzec 29

Od wczoraj wieczorem czuję się jakoś nieswojo.
Brzuch mi się stawia, ale nie są to bóle jak przy okresie, bardziej jak by Tymek rozpychał się we wszystkie strony. Poszłam dziś do sklepu zielarskiego po tą osławioną herbatkę z liści malin, przy okazji zrobiłam zakupy obiadowe. Odczuwałam w trakcie wędrówki kłucie w dole brzucha.
Tylko przy tym wszystkim jestem jakaś bardzo spokojna i radosna, więc nie wiem czy to może być już.

Dla ewentualnego wzmocnienia efektu wyszorowałam kuchenkę, zlew i szafkę w kuchni, na więcej zabrakło mi czasu, bo wrócił Tomek. Zaraz jeszcze przejdziemy się na pocztę, bo znalazłam w skrzynce awizo, a dziś ostatnia szansa przed świętami żeby odebrać paczkę, a przy okazji spacer i schody może dzieciaka zmotywują. Wczoraj mu obiecałam, że jak się uwinie sprawnie to i prezent od zajączka dostanie. ;)

Żal mi tylko zaplanowanego na jutro wyjścia na targ po zakupy warzywno-świąteczne, gdyby jednak dziś miało się coś zadziać, bo uwielbiam tam chodzić! ;)

Herbatka jedna dziś wypita, nie powiem, żeby smak był rewelacyjny, ale jak poród ma być lżejszy to się poświęcę ;)

Continue Reading