Ostróda | rodzinnie

366 wspólnych nocy…

By on Kwiecień 7

Czyli Tymek ma już rok!
Wczoraj był czas świętowania, dziś czas na rodzinne zdjęcia :)
Całość zrelacjonuje Wam bohater dnia, bo nam ze wzruszenia zaschło w gardłach.

Cześć to ja! Tymek, a to mój piękny torcik. Uwierzycie, że mama sama go zrobiła?

Posadzili mnie i mówią dmuchaj. Ale jak tam nie wiem o co im chodziło. Złapałem ten płomyk w ręce i znikł!

Potem ten piękny tort pokroili i wiecie co? Dali mi kawałek!

I nawet galaretki słodkiej pozwolili mi spróbować!

Normalnie tak się objadłem, że koszula na brzuchu się za ciasna zrobiła!

I goście byli – tu moi rodzice chrzestni z rodzinami:

Serio mam już rok?!

A tradycję z wyborem życiowej drogi znacie? Ja wybrałem pieczątkę mamy. Będę szefem wszystkich szefów.

A jaką fajną książeczkę dostałem! Od razu musiałem ją przeczytać. A mama taka ciekawska przez ramię mi zaglądała ;)

Wiecie co? Takie urodziny to fajna sprawa. Chcę częściej. ;)

A na koniec „tradycyjna” co półroczna fotka. Widzicie, że jest nas na niej już czworo? ;)

Continue Reading

firma | Olsztyn | Ostróda

Czym skorupka…

By on Kwiecień 4

W moje ręce trafiły urocze zdjęcia Tymka z akcji Uszyj jasia.

Jak nic pójdzie w ślady mamy! I odziedziczy firmę. Tymkowy dziadek żartował, że wnuk przejmie jego firmę, ale chyba nic z tego. ;)
Za maszyną czuje się jak wprawiony krawiec!
Były drobne wprawki na mini-maszynie, ale to zdecydowanie nie to samo…
A i na tkaninach świetnie się zna. :)
A jak już mu zabrali maszyny, to nadzorował czy wszystko dobrze zszyte. :)
By na koniec usnąć przy terkocie maszyn do szycia – jednej z ulubionych kołysanek… ;)
Bo nasze życie to… szycie. 
A aktualnie intensywnie krążymy między Olsztynem a Ostródą, bywamy na kawkach, na kawki do nas wpadają, toniemy w papierach i kwitach, a do tego szykujemy niedzielne URODZINY Tymoteusza! 

Continue Reading

firma | Olsztyn | Ostróda | rodzinnie

Laba.

By on Grudzień 27

Nadszedł wreszcie dzień odpoczynku. Bo święta to dla nas dość męczące przedsięwzięcie.
W tym roku już tydzień przed wylądowałam u rodziców (zawodowe sprawy mnie tak urządziły). Tomek kursował między Olsztynem a Ostródą, bo praca. Pierwsze dni minęły całkiem przyjemnie.
Dotarły moje wypaśne maszyny (teraz najchętniej szyłabym i szyła!), dzięki temu że rodzice zajmowali się z radością Tymem ja mogłam oddać się radości szycia i haftowania. Ogólnie radosnym eksperymentom. :)

Niestety sprzedaliśmy całej rodzinie jelitówkę, więc rodzina ostatnie dni przed Wigilią dogorywała.
Na dzień przed zaczęła się nerwówka, a samą Wigilię wspominam raczej przykro, mimo, że starałam się pomóc jak tylko mogłam, to mam wrażenie, że złość mojej mamy skumulowała się na mnie. Eh.
Następnego dnia rano my ruszaliśmy do Elbląga, a rodzice do babci do Bartoszyc, w dalszym ciągu atmosfera była zepsuta. Do Elbląga wpadliśmy w okolicach południa. Tu przynajmniej miałam poczucie, że ktoś cieszy się z naszej obecności. Drugiego dnia świąt szybko zwinęliśmy się do Ostródy, odwiedziliśmy moją babcię i powrót do Olsztyna. I wreszcie odrobinę świątecznie się poczułam. Na kolację zjadłam pierogów, obejrzałam świąteczny odcinek Downtown Abbey, poplotkowaliśmy z chrzestym i „macoszką” Tyma. Wreszcie luz.

A dziś z rana przyjechała moja mama i zabraliśmy się za urządzenie mojej pracowni.
Kupiliśmy blat godny maszyny (która waży prawie 20 kg!), ogarnęliśmy przestrzeń w kantorku, zostało mi ułożyć tkaniny na regale, zawiesić retro półeczkę, zwieźć wszystkie maszyny i przeciąć różową wstążkę na znak oficjalnego otwarcia. Cóż może jakieś Picolo z tej okazji nawet zakupimy i gości zaprosimy. ;)

A co u Tymka?
Ciężki ma żywot ostatnio. Oprócz jelitówki, w dalszym ciągu towarzyszy mu lęk separacyjny. Do tego w święta mnóstwo obcych twarzy, hałas, harmider, biedak sam nie wiedział co ze sobą robić…
Dzisiejszej nocy wszystko odreagował – naliczyłam 9 pobudek na karmienie, przed 5 ja złapałam kryzys i po prostu wstałam, bo już nie mogłam wytrzymać nerwowo. Złożyłam i pochowałam pranie, jeszcze nie ochłonęłam, więc poszłam zmywać naczynia. A w tym czasie udało się Tomkowi uśpić Tyma. Zrobiła się 5.30 i  Tomek poszedł do pracy, a Tym okazał mi łaskę i spał do 6.30.
Jestem po prostu wykończona. W dzień też ma problem z zaśnięciem. Krzyczy w niebo głosy i wyrywa się. W ramach ostateczności sięgnęłam po chustę. W sumie bez nadziei na cokolwiek, a tu niespodzianka – nie wiem czy minęła minuta i usnął!

A ogólnie z innych wydarzeń z życia Tyma – zafundował sobie uśmiech Jokera przeciągając sobie włóczkę po twarzy… Na szczęście już mu schodzi, ale pierwszego dnia wyglądał strasznie…

Staje przy wszystkim czym się da, a jak podłoże pozwoli wędruje wzdłuż złapanych przedmiotów.

Z premedytacją gryzie. Najczęściej mnie, ale zdarza się tatę czy babcię. Najgorsze, że go to bawi… :(

I dokładnie za 100 dni będzie obchodził swoje pierwsze urodzinki!
Szok! Rok temu siedziałam pod kocem z Tymoszkiem kotłującym się w brzuchu i stwierdziłam, że założę bloga. A dziś mój malec tyle potrafi…! ♥

Rzucam sobie kolejne wyzywanie 100 dniowe. Tym razem będzie to 100 zdjęć Tymka czyli jedno dziennie aż do urodzin na instagramie. Część pewnie trafi tutaj, ale wiem, że codziennie nie dam rady tu pisać. W końcu trzeba zająć się dzieckiem. ;)

Continue Reading

firma | Ostróda

Jako pchacz wózka.

By on Listopad 13

Czasem narzekam sobie w Olsztynie na utrudnienia. Np. mini CH obok mnie jest piętrowe, a w środku tylko ruchome schody, którymi nie można jeździć z wózkiem. Żeby przemieścić się między piętrami musimy wyjść z budynku, objeść spory kawałek naokoło i wejść z powrotem…
Albo latarnie uliczne postawione na środku wąskich chodniczków przy moim wieżowcu.
Ale to głupotki w porównaniu do Ostródy. Mam wrażenie, że to jest miasto schodów i stromych podjazdów!
Musiałam dziś zrobić rundkę po urzędach.
Na pierwszy ogień – urząd gminy. Przed wejściem podjazd – super, ale przechodzimy przez drzwi i niespodzianka – 10 schodów. Jest ten podnośnik dla wózków inwalidzkich, ale chętnych do pomocy w odpaleniu urządzenia brak. Nic to. 10 schodów dam radę.
Urząd skarbowy – nie będę narzekać, że na końcu miasta, bo dla każdego koniec wypada gdzie indziej, ale po drodze przy głównej ulicy chodniki przecięte bocznymi uliczkami i schodkami. Niby nic, ale na odcinku 100 m wciągać wózek na schodki 4 razy (i tyle samo targać w dół) i się człowiek ostro spoci!
A sam urząd też dostarcza emocji – podjazd dla niepełnosprawnych taki, że bez rozpędu nie ma co podchodzić! Poważnie pchając w górę wózek zastanawiałam się ile siły musi mieć osoba na wózku, żeby dać radę samodzielnie tam podjechać!
I hit dzisiejszego dnia! Urząd miasta. Wszystko elegancko, winda dla niepełnosprawnych od tyłu budynku, podjechałam na odpowiednie piętro zadowolona, że chociaż tu gładko idzie. I niespodzianka. Nie mogę wejść z wózkiem do „pokoju” pani urzędniczki. Dlaczego? Bo drzwi są za wąskie! Tu mi ręce opadły, bo miałam sporo do załatwienia w krótkim czasie, a cały dzień miałam pod górkę (i te wózkowe problemy to był najmniejszy pikuś). Pani urzędniczka wyszła przed gabinet i mówi, że niestety nie ma jak mi pomóc, bo żeby załatwić moją sprawę musi siedzieć przed komputerem. A w ogóle to najłatwiej by było gdybym poszła do domu i w internecie załatwiła co potrzeba, a potem wróciła i ona mi potrzebny druk wydrukuje, bo tak będzie szybciej niż gdyby ona miała wpisywać sama. (Do urzędu mam jakieś 20 minut wędrówki w jedną stronę!) Stanęło na tym, że poczekałam w tym nieszczęsnym urzędzie aż Tym się obudzi i weszłam z nim do pokoju, wózek zostawiając na łaskę i niełaskę urzędu… 35 minut później wyszłam z drukiem w ręce. Masakra! Potem znów wizyta w urzędzie skarbowym i padnięta wróciłam do domu.
Na ZUS nie starczyło mi sił. Będę szturmować go jutro. ;)

Nie wiem czy w Olsztynie nauczyłam się tak dobrze planować trasę, żeby minimalizować ilość problematycznych wózkowo miejsc czy faktycznie jest lepiej zorganizowany? Faktem jest, że po dzisiejszej wędrówce padam na twarz. I czekam aż Tym zacznie chodzić! ;)

I zostało mi jeszcze tylko 30 minut najdłuższego w życiu urlopu! ;)

Continue Reading

Ostróda | rodzinnie

Lubię banany!

By on Październik 18

Musiałam załatwić pewne sprawy w Ostródzie, więc spakowaliśmy się z Tymem i pojechaliśmy.
Już nie zliczę, która to nasza wspólna podróż pociągiem, a jeszcze nas coś potrafi zaskoczyć! ;)
Tym razem pan konduktor chodzący co 10 minut do pomieszczenia opisanego jako gaśnica.Było to o tyle kłopotliwe, że w pociągu ciasno, więc wózek blokował dojście. Ale pan widocznie bardzo musiał ochłonąć, albo chodził gasić pragnienia… ;)

Nic to, sprawy udało się szybko załatwić, więc odwiedziliśmy prababcię.
Tymo chyba zdziwiony nieco – jak to kolejna babcia? ;)

Prababcia też w sumie zdziwiona – że Tymo już taki wielki. :)
No i rozsmakował nam się chłopak w bananie. :)

 tylko ten banan niesforny z ręki ucieka!
A dziś jedliśmy gotowaną dyńkę i chyba nawet smakowało, tylko Tym ma za dużo siły w rączkach i zanim kawałek trafił do buzi w zaciśniętej rączce robiła się miazga. ;)

Continue Reading

Ostróda

O Tymisia chrzeczeniu…

By on Sierpień 27

miałam napisać już dawno…! Ale jakoś się nie składało – dziś nadrabiam. :)
Uwaga – będzie sporo zdjęć! ;)

Wzruszony wujek ks. Mariusz przyjechał do Ostródy specjalnie żeby ochrzcić Tymcia :)

jak widać ciekawych dzieciaczków wokół było bardzo dużo. I uważam, że to fajna inicjatywa, że mogą się przyjrzeć z bliska jak taki chrzest wygląda.
Tymko polewanie główki zniósł bardzo dzielnie – jak to mężczyzna. ;)

Tu już w białej szatce – mucha na wierzch obowiązkowo!

i już po uroczystości chłopaki podali sobie ręce – w końcu woda nie była taka zimna ;)

No dobra, w podziękowaniu jeszcze buziak dla wujka :D

A tu wszyscy rodzice Tymka, ci rodzeni i ci duchowi.

i jeszcze zestaw powiększony o żony i prawie mężów ;)

i znów szczęśliwa rodzinka wśród kwiatków:

a na koniec Tymko i dwie zakochane w nim prababcie :)

To był bardzo udany dzień. Było pięknie, słonecznie, wesoło (no może w kościele nieco za gorąco…), wielka szkoda, że Tymcio nie będzie pamiętał w przyszłości tego dnia.

Continue Reading

firma | Ostróda

Dacie wiarę?

By on Sierpień 11

Przetrwaliśmy!
Środa Tymciowi upłynąła baaaardzo ciężko.
Rano przyszedł na konsultacje rehabilitant (dostaliśmy skierowanie od pediatry przy szkoleniu, ale w poradni termin mamy na za dwa tygodnie dopiero). Wymęczył Tymka, pokazał nam jak prawidłowo podnosić i stymulować. Stwierdził, że ma lekko obniżone napięcie i dlatego nie podnosi się na tych przedramionkach.  Tym po godzinie zajęć był już wyczerpany.
A tu za chwilę mama musiała biec na zajęcia. Tym dał popalić sobie i babci, prawie nie spał, tak, że mama musiała na chwilę zwiać z zajęć i utulić synka.

Czwartek znów słońce i Tymko grzecznie spał i spacerował, przetrwaliśmy kolejny dzień.

Piątek był bardzo ciężki dla mnie. Zmęczenie materiału, zarwana noc, a do tego w trakcie przerwy Tym odmówił jedzenia. Byłam już skłonna wrócić z nim do domu, bo bałam się jak przetrwa te trzy godziny…
A on bidulek zasnął. I jakoś się udało. Tomek przyjechał do nas z Olsztyna i było mi już raźniej.

Sobota była spoko, Tym chyba przywykł do takiego trybu.

Inna sprawa, że moją nieobecność rekompensował sobie nocami – przysysał się na całe godziny, nie dając mi spać. Jak tylko udało mi się odsunąć kawałek już czułam, że podpełza i jęczy…

Ale daliśmy radę. :)))

A szkolenie?
Mam wodę z mózgu. Odwykłam od uczenia się. I siedzenia tyle godzin w miejscu.
Ale dzięki „wyrywności” najtrudniejsze dla mnie sprawy mam załatwione. Na moim przykładzie omawialiśmy bilans i analizę finansową, więc większość tabelek w exelu mam uzupełnione :))))
Została część opisowa biznesplanu i już niedługo zostanę milionerką! :D

Przyznam, że generalnie odpoczęłam w Ostródzie. Tyle chętnych rąk do noszenia i zabawiania dobrze na mnie działał, a do tego sesje planszówkowe, nic tylko tu zamieszkać na stałe ;)

Continue Reading

firma | Ostróda

Pierwszy dzień za nami.

By on Sierpień 6

Uf. Przetrwaliśmy.

Tymko zniósł rozłąkę całkiem elegancko.
Babcia skutecznie go zabawiała, dzielnie spacerowała, dostarczała na karmienie. Jakieś tam łezki przytrafiły się już na sam koniec, więc było na prawdę super.

Mama po 6 godzinach edukacji zmęczona psychicznie.
Odwykłam od takiego siedzenia w miejscu. I ludzie w grupie jacyś tacy nieżyciowi, więc się lekko denerwowałam… ;) Dobrze, że w ławce siedzę z moim tatą i śmiejemy się z tego wszystkiego. ;)

Już tylko 4 dni.

Continue Reading