Bullet Journal | życie prywatne

Polecam te blogi – share week 2017

By on Marzec 19

Czuję, że przełamałam się na nowo do tymoszkowego kawałka internetu, częstotliwość postów wzrosła zaskakująco, może jeszcze będzie ze mnie rasowa blogerka…? ;) Nie wiem, czy wiecie, ale początki bloga sięgają 2009 roku! Tych postów już nie ma, bo zdjęcia w trakcie przenosin z blogera trafiły w internetowy niebyt, kolejne lata też muszę uporządkować.

Continue Reading

Bullet Journal | czas

Pomidorki.

By on Styczeń 25

Pierwszy krok, który zrobiłam ku uporządkowaniu swojej rzeczywistości było wprowadzenie bullet jounala. Wszystkie notatki lądują w nim zamiast na luźnych karteczkach lub w głowie (że niby będę pamiętać). Jedak druga ważna, jeśli nie ważniejsza sprawa to realizacja każdego z zapisanych zadań w odpowiedniej kolejności. Ustalenie priorytetów i efektywne wykonanie.

rlw-uc03gwc-glenn-carstens-peters

Jakiś czas pracowałam metodą ABC, czyli przyporządkowywałam zadania do 3 grup według statusu pilności wykonania i tak sobie powoli działałam. niestety po pewnym czasie przeglądając notatki stwierdziłam, że zupełnie się u mnie nie sprawdza. O ile grupa A (najważniejsze, nie mogę ich zawalić) oraz B (wciąż ważne, ale nie na „wczoraj) były w zasadzie realizowane. Umykała mi niestety grupa C, z pozoru błahe zadania, których odpuszczenie nie powinno wpłynąć znacząco na funkcjonowanie firmy czy naszego domu. Ale okazuje się, że jednak drobiazgi też są ważne – wrzuciłam w tą kategorię np. aktywność w SM. O ile nie pojawi się żaden post na Tulankach przez dzień czy dwa to fakt, nic złego się nie dzieje. Natomiast kiedy przez tydzień nie publikuję żadnej treści, to wiadomo, spadają zasięgi, trudniej dotrzeć do klientów. To samo w domu. Odkładam duże zakupy tyogdniowe, bo szkoda mi tych dwóch-trzech godzin w supermarkecie, bo czas wolałabym spędzić z chłopakami lub pracując. Dlaczego okazało się to zgubne? Bo nie dość, że codziennie tracę czas na wyjście do sklepu (będzie z pół godziny!) to i pieniądze uciekają bo w koszyku zawsze znajdzie się coś dodatkowego – nie wspominając o tym, że osiedlowe delikatesy są po prostu droższe niż supermarket.
Szukając innej metody pracy trafiłam na POMODORO, opracowana przez Francesco Cirillo. Nazwa wzięła się od kuchennego minutnika w kształcie pomidorka. :) Na czym polega?

jvlahcbxajs-deniz-altindas

Pracujemy w systemie 25-minutówek, po których następuje 5 minut przerwy. Banalnie proste, co? Jest jedna bardzo ważna zasada – w czasie tych 25 minut nie odrywamy się od zadania, pracujemy i skupiamy się wyłącznie na nim. U mnie oznacza to, że wyciszam telefon, żeby żaden facebookowy czy smsowy alert nie oderwał mnie od pracy, herbatę przygotowuję wcześniej, nastawiam minutnik i pracuję. Świadomość upływającego czasu motywuje mnie do szybkiego działania –  zamiast rozmyślać jak powinnam daną rzecz wykonać działam, bo chcę skończyć zanim upłynie czas. :)
Co jeśli potrzebuję więcej czasu na realizację niż 25 minut? Dzielę zadanie na dwa albo 3 pomidorki. Dlaczego nie pracuję w ciągu, żeby szybciej się z czymś uporać? Bo spada mi motywacja, po pewnym czasie moja uwaga rozprasza się, a myśli wędrują swobodnie po domu.
A tak, po 25 minutach efektywnej pracy robię sobie przerwę, przygotowuję nową herbatę, czasem do kogoś zadzwonię lub zjem kostkę czekolady i znów jestem gotowa do pracy  (a w głowie mam, że już tylko 25 minut i zadanie będzie można skreślić z listy!).
Są oczywiście zadania, na wykonanie których nie potrzebuję aż 25 minut – łączę je wtedy w grupy i wykonuję w jednym pomidorku.
Trzeba pamiętać też, że po mniej więcej 4 pomidorach zrobić sobie dłuższą ok. 30 minutową przerwę. :)
Więcej o tej technice możecie przeczytać na oficjalnej pomidorowej stronie.

Słyszeliście o pomidorkach? A Wy jaką metodę w pracy stosujecie? :)

Zapisz

Zapisz

Continue Reading

Bullet Journal

Bullet journal po mojemu.

By on Styczeń 6

Na instagramie pokazałam kilka stron swojego nowego kalendarza, padły głosy, że chcecie zobaczyć więcej, więc obiecałam, że przygotuję taki wpis. Z obietnicy wywiązuję się szybko, żeby sprawa mi nie umknęła.

img_20170104_1310071

Inspiracją do powstania mojego BuJo był post Kasi z Worqshop. Nie namyślając się długo zamówiłam swój pierwszy zeszyt i zabrałam się do pracy.

Jaki notes wybrać?

Ikoną bullet journalistów jest Leuchtturm 1917, doszłam jednak do wniosku, że wydanie 50 zł na notatnik na początek jest nierozsądne. Nie wiedziałam, czy ta metoda u mnie się sprawdzi, czy nie porzucę takiego planowania po tygodniu a notes trafi na półkę jak wyrzut sumienia. Zależało mi, żeby był w kropki, wiec poszukałam alternatywy – znalazłam MemoBook. Polska produkcja, ciekawy format i przede wszystkim atrakcyjna cena. Część osób narzeka na słabą jakość papieru, że widać przybijanie z drugiej strony. Przyznam, że mi to nie przeszkadza jakoś szczególnie, a w teście notatników u Agaty LT1917 też wypada słabo. Wiele osób radzi początkującym – nie kupuj drogiego zeszytu, sprawdź czy ten system jest w ogóle dla ciebie. I tak, tu przyznam rację, nie warto na start kupować super drogiego notesu, ale nie zgadzam się z teorią, żeby użyć czegokolwiek. Przynajmniej u mnie taka teoria się nie sprawdzi. Zaczęłam od razu w ładnym notatniku, bo po miesiącu na pewno nie chciałoby mi się przenosić wszystkich list, kolekcji do „ładniejszego” notesu. W końcu nie zawsze drogi równa się ładny. :)

Co zawiera mój bullet journal?

Przede wszystkim tygodniowe układy (weekly spread). Notuję w nich codzienne, bieżące sprawy do załatwienia.

Każdy miesiąc rozpoczynam rozkładówką (monthly log) z celami, zadaniami i planami w ujęciu miesięcznym.

Codziennik i dziękczynnik (gratitude) to dwie strony pamiętnikowe, pierwsza pomaga spamiętać najważniejsze wydarzenia każdego dnia, druga zmusza do refleksji nad każdym dniem i znalezienie czegoś pozytywnego.

Śledzenie nawyków (Habit tracker) – to prosta tabelka, w której wierszach wpisuję monitorowane czynności,a w kolumnach kolejne dni miesiąca – motywuje mnie do pracy nad sobą oraz monitoruje moje codzienne zadania.

Roczny kalendarz (future log) to miejsce w którym notuję wydarzenia z odległym terminem (czyli w zasadzie wszystko co wybiega o miesiąc do przodu, bo tygodniówki mam rozpisane tylko na miesiąc), jak choćby stałe imprezy firmowe w roku.

Ostatnia rzecz którą można znaleźć w moim BuJo to kolekcje (colletions). To takie sympatyczny dodatek urozmaicający cały kalendarz, u siebie mam całkiem sporą listę kolekcji: książek, filmów, seriali, rzeczy o których marzę, posiłków, gier planszowych, mas plastycznych, itd. Kolekcje można stworzyć wszystkiego co tylko przyjdzie nam do głowy. :)

I tyle. Obejrzyjcie mój pierwszy mówiony film, w którym możecie zajrzeć do środka mojego bujo. :)

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Continue Reading