101 w 101 | ciąża | pieluchy | robótki

30.Praca wre.

By on Styczeń 30

Oczekiwania wobec fundacji okazały się nieco na wyrost. Pożyjemy zobaczymy co nam wyjdzie.

Pojechaliśmy zapisać się do lekarza na jutro. Już na schodach minęłam swoją „ulubioną” ciężarną (od września co miesiąc wizyty wypadają nam zawsze w tym samym terminie i na pamięć znam już wspaniałe historyjki związane z jej ciążą, poprzednimi porodami i ogólnie życiorysem… ;/ nie ważne jak daleko od niej siądziemy w poczekalni nie da się nie słyszeć…). Kiedy doszliśmy pod rejestrację okazało się, że ustanowiła nowe prawo pt. „mam wielki brzuch wchodzę bez kolejki” i zbulwersowała oczekujące towarzystwo :) tak w jej stylu.
Mam nadzieję, że jutro będziemy na inne godziny – położna rejestrując mnie powiedziała, że wysoka ciąża to po 13 mam przyjść (a zawsze zjawialiśmy się koło 11).

Zapomniałam z Olsztyna zabrać kartę ciąży – mam nadzieję, że położne nie zjedzą mnie za to żywcem… ;)
I będzie to chyba moja ostatnia wizyta u dr S. – zbyt uciążliwe okazuje się takie jeżdżenie do Ostródy na wizyty. 6 lutego mam wizytę u lekarza z Olsztyna. Liczę na to, że będzie równie sympatyczny co dr S. :)

A wieczorem pochłonęły nas robótki ręczne. Szyjemy pierwsze pieluchy! :)
Fajnie, fajnie, tylko mama każe mi wszystko fastrygować. W domu pewnie poszłabym na żywioł z maszyną. ;)

Wykroiłyśmy dziś 4 sztuki, 3 są prawie gotowe więc za kilka dni pewnie się pochwalę efektami :)

Kurcze jedno mnie martwi – wystarczy, że przejdę się 300-400 metrów i zaczyna mnie boleć brzuch. Twardy się strasznie robi, czasem skurcze łapią. Nie wiem czy to normalne.
Lekarz stwierdził, że czasem musi twardnieć, że macica się przygotowuje, ale z drugiej strony jak niepełnosprawna się czuję. Ciężko mi się gdzieś z domu wypuścić, bo boję się czy dam radę doleźć z powrotem. ;/

Za to Tymek tak szaleje w moich chwilach odpoczynku, że cały brzuch tańczy. :)

Continue Reading

101 w 101 | ciąża | pieluchy

Osiemnasty.

By on Styczeń 18

Osiemnastego świętuje Sylwia – więc jeszcze raz – sto lat, sto lat! :)

dziś zacznę od zdjęcia:

a na zdjęciu pielucha. wielorazowa. takich będziemy używać z Tymkiem i Tomkiem.
Ten pomysł chodził nam po głowach od dawna, jeszcze dziecka nie było, a dla nas obojga było oczywiste, że takich będziemy używać.

Nasze otoczenie podchodzi do tematu różnie – większość próbuje nas zniechęcić, że pranie, że kupy, że szybko nam się odwidzi, bo dużo z tym zachodu. Najczęściej nie wiedząc jak wygląda taka pielucha, kojarząc tylko dawne czasy… ;)

A te „nowoczesne” generalnie używa jak jednorazówki, z tym, że pierwsze wędrują do pralki, a drugie do śmietnika. Mało ekologicznie – żeby nie było – nie mam świra na punkcie ekologii, ale smutna jest dla mnie wizja podwojenia jak i nie potrojenia ilości śmieci w naszym domu (ze wstydem muszę przyznać, że generujemy ich sporo…)

Istotny jest dla mnie aspekt ekonomiczny – nie będę tu przytaczać super wyliczeń – jeśli ktoś ciekawy łatwo znajdzie je w internecie. Pieniążków dużo nie mamy, więc po co wyrzucać kolejne złotówki z kupą ;).
Fakt – zestaw startowy pieluch nie jest tani, ale przecież dziecko w domu nie pojawia się z dnia na dzień i odpowiednią ilość można kupować na raty. Albo i bliskim zasugerować, że jeśli chcą nam sprawić prezent z okazji narodzin to pielucha będzie dla nas wymarzonym podarunkiem :)

Tu jeszcze dla nas dodatkowy plus mają wielorazówki, że sami je sobie możemy uszyć :) i przyznam, że nie mogę doczekać się, kiedy sama zasiądę do produkcji własnych :)

Więcej na razie pisać o tym nie będę, bo jestem na razie tylko teoretykiem – ale z czasem pewnie dam znać jak nam się pieluchuje wielorazowo. :)

***
Za to na froncie zdrowotnym jakaś porażka – ze dwa ostatnie dni może czułam się przyzwoicie zdrowa. Dziś rano znów obudziłam się zachrypnięta i obolała. Syn tak daje czadu, że mnie mdłości biorą od kopniaków – nie są to już pojedyncze ruchy, ale całe serie – jak by trenował do jakiejś bokserskiej walki.
A do tego jakiś paskudny ból w żebrach się odezwał. Żadna pozycja nie jest dla mnie komfortowa.
Przez to wszystko chodzę (a właściwie poleguję) rozdrażniona i jak się Tomek w złym momencie napatoczy to obrywa. I ja wiem, że to hormony i on wie, ale się złościmy na siebie wzajemnie.
Może przyczyną jest też to, że w sumie od prawie miesiąca jesteśmy ze sobą prawie 24 godziny na dobę i mamy dosyć?
Byle do wiosny…!

Continue Reading