firma | szycie | tulanki | uszyłam

Kostka manipulacyjna

By on Wrzesień 19

Jeśli śledzicie Tulanki to nasza nowość dla Was nowością nie będzie. Ale tutaj jeszcze ich nie było, więc czas na prezentację.

Kostka manipulacyjna to alternatywa dla książeczki. Na pewno łatwiej będzie się nią bawić maluchom na dywanie – skupiają się w danym momencie tylko na jednej stronie, nie rozpraszają dodatkowymi zadaniami. Ze względu na gabaryty robią wielkie wow przy wręczaniu prezentu. :) Mają na razie mały minusik – na kostce na razie może się znaleźć tylko 6 aktywności, ale i nad tym już pracujemy.

Druga pełna różnorodnych zwierzaków:

 

 

 

Jak Wam się podoba taka wersja naszej sztandarowej zabawki? :)

PS: Jeśli o Tulankach słyszcie pierwszy raz zapraszamy do naszego sklepu (klik) i na nasz profil facebookowy (klik)

Continue Reading

firma | tulanki | życie prywatne

Moja ścieżka zawodowa.

By on Sierpień 18

Po blogach krąży bardzo ciekawy temat. Pierwsze siedem prac. Na początku pomyślałam, e… to nie dla mnie, w końcu nie pracowałam w aż tylu miejscach. Jednak po przemyśleniu – chyba się nazbiera. ;)

  1. Rozpoczęłam od pracy na własny rachunek. ;) z koleżanką z podwórka zbebrałyśmy jabłka z pobliskiego „dzikiego” sadu i sprzedawałyśmy na murku pod osiedlowym sklepem. Chyba po 0,50 gr za kilogram. Miałyśmy po około dziesięć lat.Nie wiem skąd miałyśmy wiaderko, jak odmierzyłyśmy kilogram, szczerze nie pamiętam czy w ogóle coś sprzedałyśmy. ;)
  2. Znów w owocach – z przyjaciółką i siostrą wybrałyśmy się na truskawki. Raz. Może dwa. Pieniędzy zupełnie nie pamiętam, za to brzuch obolały z przejedzenia baardzo dobrze. To chyba najcięższa praca z całej mojej kariery. Ale przy tym jaka słodka. ;)
  3. Pilnowanie Domu Harcerza. Tu już musiałam mieć osiemnaście lat. Super praca, niestety bardzo krótka. Polegała na pilnowaniu dobytku i gości, którzy w okresie wakacji mieszkali w DH. Siedziałyśmy tam z przyjaciółką i świetnie się bawiłyśmy. Zarobków niestety nie pamiętam.
  4. Opiekun kolonijny. Brzmi sielankowo. Ale w rzeczywistości po prawie 10 latach zastanawiam się jak to możliwe, że chciałam tam pracować. Powiem jedno. Masakra. A za turnus zarabialiśmy o ile dobrze pamiętam 450 zł. (pierwszy rok byłam sama na kilku turnusach, w drugim roku pracowaliśmy z Tomkiem przez całe wakacje). Chociaż były plusy tej pracy – poznaliśmy fajnych ludzi, objeździliśmy trochę Polski. :)
  5. Sprzedawca w sklepie zoologicznym. Wytrzymałam dwa tygodnie. Praca dość ciekawa, ale nie dla mnie. Pierwsze dni uczyłam się szamponów dla psów, kolejne roślin i rybek akwariowych, a do tego moim zadaniem była zmiana wody bojownikom w takich plastikowych kubeczkach. Wycierałam też kurze z wszystkiego co się dało. Stawka 5 zł/h.
  6. Opiekunka do dziecka.  To była miła praca, opiekowałam się małą dziewczynką, chodziłyśmy na spacery, bawiłam się z nią, luz blues ameryka. :) Jedyny minus – raz czy dwa w tygodniu musiałam być o 6 rano na Jarotach – więc 5.06 miałam autobus z drugiego końca miasta. :)
  7. Praca w pasmanterii – miał być staż, wyszedł rok pracy na czarno. ale miło go wspominam. Zdobyłam dużą wiedzę o materiałach, którą wykorzystuję aktualnie, poznałam super kobiety, pewnie gdyby nie brak umowy to pracowałabym tam dłużej. Aha no i pierwszy raz w życiu zarabiałam tysiąc miesięcznie, jakie mi to się wtedy bogactwo wydawało! ;)

JARMARK

Jak widzicie żadna praca mi nie straszna. Po pasmanterii pracowałam jeszcze prawie rok w Empiku, a potem już powstały Tulanki.  Więcej grzechów nie pamiętam. ;)

Continue Reading

imprezy | rodzinnie | spotkanie | szycie | tulanki | Tymko | wyjazdowo

Pałac Galiny skradł mi serce.

By on Marzec 28

Czasem w głowie zapala się żarówka – spływa pomysł, który muszę natychmiast wcielić w życie.

Tak było z BlogiWeekend. Miałam w głowie wizję, poruszyłam więc niebo i ziemię aby widzenie przeistoczyć w jawę.

Zaprosiłam 13 rodzin do Pałacu Galiny, po to by wspólnie błogo spędzić czas.  By blogowa pasja połączyła nas w wielką rodzinę.

Udało się! Udało się, bo chciałam ja, bo chcieli ONI, bo wszechświat nam sprzyjał.

ld

Do niedawna nazwa Galiny kojarzyła mi się wyłącznie z reklamą przy drodze na Bartoszyce.

Od niedawna jest dla mnie synonimem błogości. Piękny zakątek prawie na końcu świata.

Bardzo często podróżujemy, poznajemy wiele miejsc, ale nie zdarzyło mi się, żebym od pierwszych chwil poczuła się jak w domu! Mój ukochany sielski klimat panujący w Folwarku, obsługa traktująca nas jak przyjaciół, niezależnie od pory dnia czy nocy z szerokim uśmiechem na twarzy, przepyszne swojskie jedzenie, niesamowicie wygodne łóżko (!),przepiękna okolica i… słaby zasięg telefoniczny (tak, cudownie czasem zwyczajnie nie odbierać telefonu!)

Dzięki tym kilku wymienionym i tysiącu nie wymienionym zaletom hotelu już miałam gwarancję, że to będzie udany czas. Nawet gdybyśmy czas spędzili tylko na pogaduszkach przy kawie i spacerach po okolicy to każdy złapał by tak potrzebną chwilę oddechu.

Ale! Czas na plotki każdy mógł sobie wygospodarować sam, a ja dzięki uprzejmości naszych wspaniałych partnerów mogłam zorganizować uczestnikom zajęcia angażujące każdego członka rodziny.

Dzięki Marcinowi (Koziołkuj.pl) blogerki pogłębiły wiedzę o social mediach (tak żałuję, że mnie to ominęło!).

CottonBee ufundowało nam tkaniny, z których uszyłyśmy na tulankowych maszynach pamiątkowe ekotorby.

Coricamo podarowało dzieciakom nowego przyjaciela i to nie bylejakiego, a własnoręcznie wykonanego!

Bartbo zadbało o mężczyzn, bardzo się cieszę, że paintball spotkał się z tak wielkim entuzjazmem panów! Dopiero w domu dowiedziałam się, że został nawet wyłoniony mistrz strzelecki!

W oczach większości panów po powrocie można było dostrzec dziecięcą radość, bezcenne! :)

Niesamowici panowie Leśniczy zabrali nas w podróż w czasie – odwiedziliśmy las pamiętający czasy Prusów, ku zaskoczeniu wielu okazało się również, że nie odpoczywamy na Mazurach tylko w Barcji! :)

Hotel również zagwarantował nam niezapomniane atrakcje!

Wspólnie otworzyliśmy sezon ogniskowy, bo wiadomo, że w gwieździstą ciepłą noc kiełbasa znad ognia smakuje najlepiej.

Dzieciaki miały okazję poznać bliżej zwierzaki z Farmy Miniatur. I tu rodzinna ciekawostka – Tymek nie może znieść widoku koni, natomiast kucyki czy osły nie robią na nim najmniejszego wrażenia… ;) A ja miałam plan wspólnej przejażdżki konnej…! ;)

Był też czas na wspólną wycieczkę wozem zaprzężonym w konie po okolicy hotelu. Wybraliśmy się w dwóch grupach, okazało się, że druga grupa to mocno okrojony skład – my i Agnieszka z synkiem. Ale nie umiejszyło to w niczym doznaniom! Pan woźnica zapoznał nas z historią okolicy, opowiedział o koniach, swojej pracy! Uwielbiam rozmowy z ludźmi pełnymi pasji!

 

Ale wiecie, można robić cuda na kiju i nic z tego nie będzie jeśli towarzystwo okaże się np. nadęte!

Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

Dziękuję Ilonie i Andrzejowi, Sylwii i Mariuszowi, Karolinie, Ani (i Tomkowi – dzielnemu stróżowi własnych dzieci) Karolinie i Łukaszowi za nocne plotki, wspólne posiłki, grupę wsparcia! I ten strecz w tle! ;)

Dziękuję Uli i Damianowi (oprawa foto, ogarniecie graficzne ;)), Nataszy i Rafałowi (no jak się ktoś tak zachwyca moim dzieckiem to jak go nie kochać! ;)) i Klaudynie i Filipowi (potwierdza się moja teoria – Klaudyna to nie imię to styl życia! ;)) czyli „bezdzieciatej ekipie za świetne towarzystwo i wyrozumiałość… ;)

Dziękuję Bożenie i Marcinowi, Marcie i Karolowi, Agnieszce i Tomkowi, Karolinie i Jarkowi, Angelice i Kamilowi za świetnie spędzony czas! Szkoda, że czasu było tak mało, że zdążyliśmy zamienić tylko kilka słów….

Dziękuję wszystkim tym, dzięki którym mogliśmy błogo spędzić czas!

Zespół Pałacowy Galiny

 Bartbo – Park Rozrywki Aktywnej | Tulanki | Lasy Państwowe |Portal dla kobiet VitWoman Koziolkuj.pl |

PEPSI | PEPSICOCottonBee | BuziakStyle |Mama3 | Instadruk.pl | Coricamo | Birko | Zakamarki | MMZ | Babie Wianki | Per Voi | Joanna Orlikowska | Simpapa |Łasica


PS: Zdjęcia podkradłam Uli, Pani Rolnik i Tosinkom. ;)

PS2: To co? Kto jedzie z nami na drugą edycję?

Continue Reading

firma | rodzinnie | tulanki | Tymko

Mama w domu.

By on Październik 22

Byłam bardzo szczęśliwa wiedząc, że mój urlop macierzyński nie będzie się wiązał z powrotem do pracy na przepisowe osiem godzin. Cieszyłam się, że będę mogła spędzać czas z moim dzieckiem, że nie będę musiała go codziennie oddawać do przechowalni. Mogłam sobie na to pozwolić dzięki Tulankom. I mojemu mężowi.

Dzięki temu, że mnie wspiera w każdej decyzji, że ufa, że jest.
Minął pierwszy rok. Równolatki Tymka trafiły pod opiekę instytucji państwowych i prywatnych. My spędzaliśmy czas we dwoje (a w weekendy we troje!). Tak się cieszyłam, że nie musimy się rozstawać, że zapewniam mu to co najlepsze!
Koleżanki zasiały we mnie dziwne myśli. Te koleżanki, które wróciły na etat. Ich dzieci w żłobku tak wspaniale się rozwijają, zawierają nowe znajomości, opanowują umiejętności na miarę trzylatków i w ogóle same achy! Do tego mamy takie dzielne, pracują po osiem godzin, zmęczone wracają do domu, ale jak to prawdziwe heroiny stoją jeszcze godzinę przy garach, by wykarmić rodzinę, potem rundka z odkurzaczem i mopem. Może znajdzie się jeszcze chwila na zajęcie się dzieckiem i pada zmęczona i umęczona swoim bohaterstwem. Z kanapy rzuci mi zdziwione spojrzenie: „Czym Ty możesz być zmęczona? Przecież siedzisz cały dzień z dzieckiem w domu!”.
Może i racja. Coraz bardziej w głowie drążyłam ten temat. Może powinnam zapisać Tymka do żłobka, może zabawy, które mu proponuję nie są zbyt rozwijające, w końcu nie skończyłam pedagogiki, nie znam się na dzieciach. Może powinnam iść gdzieś do pracy, być jak moje „dorosłe” znajome?
Z głupiego myślenia o żłobku wyrwały mnie równe babki z grupy o Rodzicielstwie Bliskości. Upewniły mnie w tym, że najlepsze co mogę teraz Tymkowi dać to moja obecność. Żadne żłoby, klubiki nie dadzą mojemu dziecku bliskości. Na rozwijające zabawy wybierzemy się od czasu do czasu na zajęcia dla takich maluchów jak Tymek, po inspirację i kontakty z rówieśnikami.
Wróciła sprawa pracy. I tu sama doszłam do mądrego wniosku. Przecież ja mam pracę! Pracuję dużo. Najczęściej nocą, kiedy Tymek już smacznie śpi. Zarywam noce, żeby skończyć jakiś projekt, odpisać na maila, wysłać fakturę czy ogarnąć nadchodzący jarmark. Połowa weekendów w roku to praca. Na szczęście możemy spędzić ten czas całą rodziną często również świetnie się bawiąc, ale przecież nie będę sobie z tego powodu robić wyrzutów. Nie wiem skąd wzięło się we mnie poczucie nic nie robienia.
Czy miały na to wpływ osoby trzecie, niezadowolone ze swojego życia, chcąc obrzydzić mi moje?
Zawsze będę powtarzać, że każdy jest kowalem swojego losu. Ja mam to szczęście, że mogę być pełnoetatową mamą i pełnoetatową szefową (na razie samej siebie, ale wkrótce…!). Kocham to co robię, nie budzę się z myślą „o nie! znów poniedziałek”, wciąż się rozwijam i mam jeszcze czas na hobby.
Jestem po prostu najlepsza.

Continue Reading

tulanki | wyjazdowo

Piękne maja początki!

By on Maj 2

Maj przywitaliśmy w olsztyneckim skansenie.
Wiosnę, a może już lato czuć w powiewie wiatru, widać po każdym mleczyku (a nawet i dmuchawcach!), promienie słońca przyjemnie łaskoczą w nos.
Lubię te nasze wyjazdy – mamy czas na wspólne bycie razem. Na wygłupy na trawie, tulenie. Pokazywanie zadziwiającego świata Tymisiowi.

A to żółte tato? Co to?

Zobacz mamo! Mrówka chodzi!
Miała być rodzinna fotka, ale mam za krótkie ręce ;)
Piegi łapię!

I już się cieszę, bo za chwilę kolejne weekendy i wspólne wyjazdy. A po co jeździmy? Na jarmarki. :)

Tulanki – Jarmark w Olsztynku.

Continue Reading

tulanki

Rozkoszniaczek!

By on Marzec 29

Pisałam posta o tym, że Tymowi się pozmieniało, że jęczy płacze, żyć nie daje.
A tu co? Dziś mu się znów odmieniło. :)
Tuliś mały, na rękach najfajniej, ale nabrał też odwagi i czarował dziś „ciocie” na akcji „Uszyj jasia” (o niej więcej na Tulankach będzie, jak do zdjęć się dorwiemy).

Za tydzień urodziny. Pierwsza rocznica narodzin.
Z maleńkiego okruszka stał się dzielnym chłopczykiem z własnym zdaniem.
Charakterek ma po mamusi. Szybko się wścieka, rzuca przedmiotami kiedy coś mu nie pasuje.
W zasadzie codziennie zaskakuje nas nowymi zachowaniami.

Mimo, że narzekam pod nosem, że broi, psoci, spać nie daje to kocham go nad życie.
Kiedy śpi na rękach jest taki pięny i kruchy…!
Kiedy broi ma chochliki w oczach…
Kiedy się uśmiecha to jakby wiosna przyszła…

Tymek mój!

To nic, że czasu na nic nie ma, bo liczy się On. Trudno, maile, facebookowe pogawędki, czy wędrówki po blogach poczekają. Bo czas tak szybko płynie, że każda minuta z moją PrzyTulanką jest na wagę złota. Albo i platyny. ;)

Continue Reading