Olsztyn

Mum bloga 3.0

By on Lipiec 22

Blogowanie, blogowanie, blogowanie. Dla mnie Tymoszkowy blog to taka pamiątka z wakacji, pocztówka do rodziców, którzy są na co dzień za daleko, żeby podglądać Tymka na bieżąco.

Ale to też doskonały pretekst, żeby brać udział w blogowych przedsięwzięciach. W ostatni weekend czerwca Ola i Sylwia zorganizowały fantastyczną imprezę dla lokalnych blogerek. :)

Spotkałyśmy się w restauracji U Artystów i już od samego początku nie zamykały nam się buzie! Po prostu nie mogłyśmy się nagadać! :) Ale, żeby nie było, że blogerkom tylko plotki w głowie – Sylwia wprowadziła nas w tajemny świat pozycjonowania (altów dalej nie poprawiłam!), zdradzając co robić, żeby dobrze robić ;)

Roksana za to opowiedziała jak dbać o twarz latem i znów się dowiedziałam, że coś robię źle. ;) Ale poprawiłam się, filtrów używam codziennie. :)

Dzięki dwóm wspaniałym Karolinom ze studia  Wizart mogłam w spokoju słuchać, zajadać się pysznościami i plotkować, ponieważ dziewczyny w tym czasie czuwały nad moim smykiem. :)

Na koniec organizatorki zasypały nas taką furą prezentów, że musiałam wzywać na pomoc tragarza w postaci Tomasza :)

                                             Zobaczcie ile wspaniałości podarowali nam:

Tylko jedno mi się nie podobało… że spotkanie trwało tak krótko :(

Continue Reading

Olsztyn | spotkanie

Randka z teatrem.

By on Październik 14

Okazuje się, że fajne olsztyńskie znajomości procentują w zupełnie nieoczekiwanych momentach!

Marcin z głową pełną pomysłów znów zrealizował świetną akcję – Online2Offline #1. W ramach zderzenia świata social mediów z życiem offline mieliśmy okazję kilka dni temu zwiedzić Teatr Jaracza w Olsztynie. :)

6

Znam te kąty dzięki pani Krysi Spikert, która w ramach zajęć na studiach pokazała nam kawałek swojego świata. Ale to było dawno, jeszcze przed generalnym remontem teatru, więc chętnie skorzystałam z zaproszenia Marcina i wybrałam się na randkę z teatrem.

Przyznam, że to zwiedzanie spodobało mi się o wiele bardziej. Nie wiem czy to za sprawą czarującego Macieja (wyczarował choćby śnieg!), który w naprawdę fascynujący sposób opowiadał nam o tajemnicach teatru, a może aury niezwykłości tego miejsca, która została spotęgowana ciemną nocą.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od tarasu widokowego, miejsca, o którym niewielu ludzi wie. Widok nie jest spektakularny, bo najbliższe kamienice przy Ratuszowej wiele zasłaniają, ale jak ktoś z obecnych słusznie zauważył można zaobserwować jak rozwijało się miasto.

Następnie przeszliśmy do malarni – pomieszczenia, które zainteresowało mnie najbardziej – to właśnie tu powstaje scenografia i wszystkie potrzebne rekwizyty. Zachwyciłam się miniaturą scenografii, a kiedy okazało się, że jest obrotowa, to już przepadłam bez reszty!

2

3

Chwilę później wędrowaliśmy już dalej i dalej odkrywając coraz to nowe zakątki. Jaskółka, kulisy, zapadnie, scena, foyer (w którym straszy!), garderoby, balkony stały dla nas tej nocy otworem.

1

7

8

Nie ominęliśmy też muzeum teatru, w którym zgromadzone są dawne teatralne „przydasie” jak maszynka do produkcji styropianowego śniegu czy wiatru, centralki telefoniczne, wyjątkowe rekwizyty (np. tron), a nawet fotel golibrody czy… stare maszyny do szycia!

4

5

Przy okazji uświadomiliśmy sobie jak wielu ludzi tworzy teatr! Bo przecież to nie tylko reżyser i aktorzy. Scenograf, kostiumolog, fryzjer, inspicjent, sufler, dźwiękowcy, oświetleniowcy, a nawet pani farbiarka! Już nie wspominając o rzeczniku prasowym, który nam o tym wszystkim opowiedział! Hihi!;)

Jeśli przydarzy się Wam okazja do takiego zwiedzania serdecznie polecam! Sama chętnie obejrzałabym wszystko jeszcze raz spokojnie! :)

Continue Reading

imprezy | Olsztyn | spotkanie

W dzień gorącego lata…

By on Wrzesień 15

dzięki uprzejmości Oli i Sylwii wzięłam udział w spotkaniu Czytajmy dzieciom 2.

To świetna inicjatywa – łączy w sobie literaturę dziecięcą, babskie plotki, pyszne jedzenie i cały wór merytorycznej wiedzy!

Pierwszy raz wybrałam się na spotkanie bez Tymka – już widzę ile mnie zawsze omijało!

Tym razem korzystałam z okazji i z zapartym tchem słuchałam wszystkich spotkaniowych prelegentek.

Pierwszą była moja ulubiona pisarka – Ula Witkowska, autroka bloga Pełen Zlew, opowiedziała nam o swojej książce.

„Czytuś odkrywa tajemnice. Skąd się biorą książki?”, odkryła tajemnice związane z publikacją, a także podarowała każdej z nas własny egzemplarz czytusiowych przygód z osobistą dedykacją.

Następnie Ola Gizan opowiedziała nam o interesującej serii Poczytajki Pomagajki, książeczkach terapeutycznych pomagająych się uporać z dorosłymi problemami w dziecięcy sposób. Więcej przeczytacie o nich na blogu Oli.

Ostatnia głos zabrała Karolina Burdalska, pokazała nam w jaki sposób czyta swoim dzieciakom bajki – pełna ekspresji i emocji. Już po pierwszych słowach czytanej bajki dzieci zrgomadzone wokół niej pękały ze śmiechu. :)

Przepyszne jedzenie było dopełnieniem spotkania! Jak widać nie mogłyśmy się oprzeć! ;)

tort

Aby mamy mogły w spokoju porozmawiać na spotkaniu znalazła się również Magda, animatorka z Krainy Wiśni. Przyznam, że występ, który przygotowała z dzieciakami bardzo mnie wzruszył!

Dodatkowo spotkanie wzbogacili o piekne wydawnictwa sponsorzy:

 

Jeszcze raz dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tym spotkaniu i z niecierpliwością czekam na kolejne! :)

Continue Reading

Olsztyn | rodzinnie | życie prywatne

Jestem stąd.

By on Sierpień 14

Wciąż przeżywam naszą zmianę adresu – była to niewątpliwie doskonała decyzja, jednego mi tylko żal – osiedla! Wokół starego domu roztaczał się świetny park, spokojnie urządzaliśmy sobie przechadzki rowerowo – biegowe.

Nie obawiałam się o bezpieczeństwo Tymka, bo nie było tam w zasadzie ulic, więc mógł gnać przed siebie bez opamiętania.

Tu pierwsza wizja lokalna nie wypadła najlepiej. Dość ruchliwa ulica, po której jeżdżą rozpędzone samochody podsuwała mi w wyobraźni wiele czarnych scenariuszy…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na szczęście okazało się, że po przejściu przez tą ulicę rozciąga się ogromny park! Nie wiem jak mogłam nie połączyć naszego adresu z tym parkiem! :)

Nic straconego, odkrywamy te mniej znane nam trasy spacerowe, Tymek bezpiecznie może szaleć, a my mamy czas na rozmowy, no i pies szczęśliwy, że stado w komplecie się przechadza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ozi Dog
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Miłość od drugiego wejrzenia?
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Cyklista!
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Nigdy nie zwróciłam uwagi, że tam wioślarz siedzi!

Chociaż mieszkamy w centum zatłoczonego miasta, czuję się zupełnie jak na odludziu! Czasem jakiś biegacz nas minie, a tak cisza, sielsko, anielsko.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Moja drużyna
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I malwy takie swojskie, bartoszyckie.

Continue Reading

Olsztyn | uszyłam

Bluzkę sobie uszyję!

By on Maj 4

Z tą myślą powitałam sobotę. Plan Tomkowi nakreśliłam, dobry mąż przystał na mój plan.
A potem okazało się, że idziemy na spacer. Po lody. No i Tymek zasnął, więc jeszcze rundka po parku, o i targi po drodze. I tak minęły 2 godzinki… Nic to do wieczora jeszcze czasu sporo.
Szybki obiad i się biorę! A! Zaraz dziś miałam gołąbki zrobić… A tak mi się nie chce… No może spontaniczny grill u Marka? W sumie czemu nie i tak wiedziałam, że tej bluzki nie uszyję… ;)

Objedliśmy się grilowanymi pysznościami, pooddychaliśmy wiejskim powietrzem, pobawiliśmy z jamnikiem sąsiadki. Do domu wróciliśmy padnięci. Tymek zasnął nie wiadomo kiedy, myślę sobie noc jeszcze taka młoda, bluzka ma tylko 4 elementy, dam radę!

Po pokonaniu trudności z przytarganiem maszyny z pracownio-sypialni, odnalezieniem papieru do wykrojów, znalezieniem w gąszczu burdowych szlaczków tych właściwych samo szycie było już pikusiem!
Rach ciach i gotowe. 21.30 a ja z dumą wciągam ją na kark…
I co? Wyszła mi sukienka w stylu Kelly Familly. Rękawy tak szerokie, że mogłabym na moje wcale nie chude uda wciągnąć. Długość sukienki sugerowałaby przeznaczenie kościelne, grzecznie za kolano, workowata forma… Gdyby nie dekolt sięgający prawie pępka…

A jeszcze dodam, że wycinając plecy zagadałam się z Tomkiem zapominając o zapasie na szew i szyłam z trwogą czy się zmieszczę…!

Mówię sobie ok. Mam bazę, gorzej być nie może, czas na eksperymenta!
Rękawy zwężałam 4 razy. Całość tylko 3. Wyszło lepiej. Całkiem zacna koszula nocna. Skróciłam z długości, o zaczyna mi się podobać! Szkoda tylko że wisi jak worek.
Ha! Słyszałam kiedyś o zaszewkach! Strzelę sobie takie! (Nigdy tego nie robiłam, ale przecież do odważnych świat należy).

Wszyłam pierwszą biustową, nawet Tomasz dostrzegł poprawę. Szyję drugą. I tu poniosła mnie fantazja, bo z rozpędu wszyłam sobie jeszcze na plecach. Przód rewelacja! Dopasowało mi się wszystko tam gdzie powinno, dumna prezentuję się mężowi… Aż tu nagle w oknie widzę swoje odbicie – garb jakiś na plecach mi urósł. W sumie co się dziwić, nad maszyną pochylam się, to i plecy garbate…
Zerwałam z siebie podróbkę koszuliny, patrzę garba nie ma! A to ci wredne zaszewki – taką mi zemstę przygotowały?
Wyprułam! Uf. Północ dochodzi…
Za tu jeszcze coś z tym dekoltem trzeba zrobić… W burdzie pisali coś o pliskach ze skosu, pora już za późna na konsultacje z teściową, o co im w tej gazecie chodzi. Wycięłam sobie paseczek i doszyłam po długości. ukontentowana skończyłam kilka minut po północy! Czyli plan sobotniej bluzki zrealizowany!
I teraz uwaga. Będą efekty zdjęciowe.

Continue Reading

Olsztyn

Olsztyn miastem możliwości.

By on Maj 2

Wybrałam się kiedyś na spotkanie forumowe do Poznania. Wróciłam oczarowana. Tyle kobiet łączących wspólną pasję w jednym mieście. Strasznie im tego zazdrościłam, Wybrałam się kolejny raz z Tomkiem. Oboje stwierdziliśmy, że Poznań to miasto naszych marzeń, tyle się dzieje, tyle możliwości.
Na szczęście nie spakowaliśmy się pod wpływem chwili i nie rozpoczęliśmy życia tam na nowo.

Próbowaliśmy poznać olsztyńskich rękodzielników, niestety nasze starania spełzły na niczym. Poznaliśmy dwie, trzy nowe osoby, jednak, żeby zebrać się jakoś w grupę nigdy się nie składało.

Jakiś czas później zawiązał się nasz babski klub „Druciar i szydziar” (od drutów i szydełka, nie, że szydercze z nas baby…), mamy swoją zgraną bandę, którą spotykamy się co wtorek na robótki i ploteczki.

Nagle pewnego dnia spłynęło olśnienie, trafiłam na olsztyńską blogerkę, potem kolejną, był i bloger!
Zajęło mi to ładnych kilka lat, ale przecież nie ma tego złego i lepiej późno niż później, prawda?

I wiecie co się okazało? Tak zazdrościłam Poznaniankom, później i Gdańskowi, że potrafią się spotkać, dowiedzieć czegoś ciekawego, poznać nowe twarze.

Teraz i ja tak mam. Olsztyńscy blogerzy spotyka się regularnie. Grupa na facebooku liczy 160 członków, tylu jeszcze nie poznałam, ale na każdym spotkaniu poznaję jakąś nową twarz, nową historię.

Z czasem znajomości z nad klawiatury przeradzają się w realne znajomości i dyskusje przy cieście, piwie czy kolacji. We wspólne wypady na wieś.

Wiadomo, znajomości są nie do przecenienia. Okazuje się, że każdy kogoś zna, a jeśli nie zna osobiście, to jego znajomy już na pewno! I nie wiadomo kiedy spływa na nas moc takich znajomości. Cudownie jest usłyszeć od kogoś kogo cenimy: Fajnie to robicie. Macie fajny produkt.
Słysząc takie pochwały i czując za plecami wsparcie znajomych wreszcie w Olsztynie czujemy się jak u siebie.

Continue Reading

firma | Olsztyn | Ostróda

Czym skorupka…

By on Kwiecień 4

W moje ręce trafiły urocze zdjęcia Tymka z akcji Uszyj jasia.

Jak nic pójdzie w ślady mamy! I odziedziczy firmę. Tymkowy dziadek żartował, że wnuk przejmie jego firmę, ale chyba nic z tego. ;)
Za maszyną czuje się jak wprawiony krawiec!
Były drobne wprawki na mini-maszynie, ale to zdecydowanie nie to samo…
A i na tkaninach świetnie się zna. :)
A jak już mu zabrali maszyny, to nadzorował czy wszystko dobrze zszyte. :)
By na koniec usnąć przy terkocie maszyn do szycia – jednej z ulubionych kołysanek… ;)
Bo nasze życie to… szycie. 
A aktualnie intensywnie krążymy między Olsztynem a Ostródą, bywamy na kawkach, na kawki do nas wpadają, toniemy w papierach i kwitach, a do tego szykujemy niedzielne URODZINY Tymoteusza! 

Continue Reading

Olsztyn | życie prywatne

Namieszało nam się.

By on Marzec 22

 Wiosnę poczuliśmy, potrzeba zmian uderzyła ze zdwojoną siłą i namieszaliśmy.
Nie wiem, czy ktoś zaglądał tu w ostatnim czasie, ale rządni przygód włączyliśmy dynamiczny szablon.
Miało być fajnie, wyszedł nieczytelny misz-masz. Wracamy do starej wersji, bez udziwnień, czysta forma.

Przez jakiś czas zastanawialiśmy się co z tym blogiem począć. Wiadomo – Tulanki.pl to firmowy blog, tu wątpliwości nie ma. Migdałowa mama to nasze rodzinne przygody. Czy jest jeszcze coś o czym możemy pisać tu?
Coś nam w głowie kiełkuje, klaruje się pomysł, mamy nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. :)

Dziś o tym, że pierwsze wrażenie bywa złudne.

Stąd widać prawie cały Olsztyn…

Jakiś czas temu szukaliśmy mieszkania. Powodów było kilka – mieszkaliśmy w kawalerce, a jeden pokój to bałagan zawsze na wierzchu… ;) do tego było to trzecie piętro (trzecie piętro niby nic, ale żeby na nie wejść trzeba było wdrapać się pod najbardziej stromą górę w Olsztynie. Całości dopełnili uciążliwi sąsiedzi (mieszkali na parterze, ale często było im po drodze do nas – najczęściej pod wpływem, a to pożyczyć pieluchę, a to w poszukiwaniu psa… Gdy dodamy do tego muzykę disco-polo od rana do nocy i głośne awantury, to na prawdę odechciewa się tam mieszkać).
Dla pełnego obrazu – mieszkanie było przestronne, sam pokój miał z 25 m! Do tego wielkie okna, w kuchni okno w dachu… Pięknie! No ok, może nie najpiękniej nie było, bo mieszkanie wymagało remontu… Ale cóż. Decyzja zapadła – wyprowadzamy się i kropka.
Nie zdążyliśmy się dobrze rozejrzeć, a trafiliśmy na mieszkanie powiedzmy znajomego. Długo się nie namyślając pojechaliśmy obejrzeć. Na moje nieszczęście pierwsze co zobaczyłam to widok z okna.
I przepadłam. Nie istotna już była kuchnia, łazienka, metraż…
Tak się na to mieszkanie nakręciłam, ze Tomek wiedział, że już nie ma odwrotu…
Dwa dni później podpisaliśmy umowę i dostaliśmy klucze.

Na początku euforia nowości przysłaniała mi widok na ciasnotę. Niestety z każdym dniem coraz bardziej duszę się tu… Za mało miejsca. Tak, mamy dwa pokoje, ale w ogólnym rozrachunku 12 metrów mniej. Tą różnicę czuć od pierwszego kroku. Bo robiąc drugi już jesteśmy w pokoju, a przy trzecim w kuchni i można powiedzieć, że jesteśmy w najodleglejszym kącie mieszkania…
Nigdy nie byłam perfekcyjną panią domu. Zawsze jakiś mniejszy (czasem większy) nieład mi towarzyszy. Taka jestem. Ale ostatnio stwierdziłam, że zupełnie mi nie zależy. Nie umiem w tych 4 ścianach zapanować nad chaosem. Dla motywacji oglądałam panią Rozenek. Coś tam pod jej wpływem sprzątałam.
Tak, lubię mieć porządek, ale w związku z tym, że w tym domu nie czuję się jak u siebie bałagan mnie zwyczajnie pokonał.
Ale odbiegłam od tematu. Niestety (albo i stety) w tym mieszkaniu mam poczucie tymczasowości.
A wprowadzając się w głowie pojawiła się myśl – może to już nasze ostatnie…? Może następne będzie już własne?
Teraz już wiem, że nie. Ukradkiem przeglądam oferty mieszkań, może coś fajnego się w końcu trafi?
A robię to ukradkiem, bo Tomek na myśl o przeprowadzce pewnie dostaje zimnych dreszczy… Po co go więc dręczyć…?

Jedyna ma pociecha to ten widok z okien, główny winowajca… Ale piękny jest.

A za każdym światełkiem człowiek stoi…

Continue Reading