kulinarne

Chłodnik po mojemu.

By on Maj 29

Chłodnik to zupa mojego dzieciństwa. W upały wprost wymarzona. A do tego bez gotowania, więc nie ma prawa się nie udać! :)

Co nam będzie potrzebne?

Botwinka, rzodkiewka, ogórek (zielony lub kiszony), koper może być i szczypiorek, maślanka i kefir w proporcjach pół na pół (na dwie osoby kupuję po pół litra każdego).

Jak przygotować?
Botwinkę drobno kroimy i gotujemy. W jakiejś telewizji śniadaniowej usłyszałam, że nowalijkowe buraczki są niezdrowe, więc ich nie użyłam, ale takie dobre letnie buraczki też kroimy i gotujemy. :)
Następnie wyciągamy je z wody, wrzucamy do miski, wszystkie pozostałe warzywa i zieleninę kroimy w kawałki – kostki, paski, co kto lubi, również wrzucamy do miski.
Jeśli mamy w domu czosnek to ząbek przeciskamy praską i do miski. Ja nie miałam więc dodałam granulowany. Trochę soli, trochę pieprzu. Zalewamy całość kefirem i maślanką.

I gotowe!

A jeśli dacie chłodnikowi trochę czasu w lodówce to składniki się przegryzą i botwinka puści sok i zabarwi zupę na buraczkowo. :)

Można ugotować jajo i dodać, będzie zupa treściwsza.

Znacie chłodnik? Lubicie? Spróbujecie?

Smacznego!

Continue Reading

kulinarne

Z kwiatka na kwiatek.

By on Luty 14

Nie wiem na czym polega ten fenomen, że kiedy wylewam żale tak wiele osób się aktywuje, a kiedy napiszę o Tymku zapada cisza?
Oczywiście dziękuję za szerokofalowe wsparcie i tu i w realu, poczułam się wysłuchana, przez większość zrozumiana. Ulżyło mi!
Przykro mi, że część z Was ma podobne odczucia względem swoich znajomych, bo z autopsji wiem, jak smutny to stan…
Jak będę dorosła i super bogata to kupię sobie odrzutowiec i będę Was odwiedzać po kolei! Albo jeszcze lepiej, zaproszę Was na pokład i zrobimy sobie super imprezkę! :D

Mam nadzieję, że między wierszami czujecie, że humor mam dużo lepszy. ;)

I jeszcze dla jasności – Tyma nie zamieniłabym na nikogo ani na nic. Wiem, że każda minuta jest na wagę złota, choć czasem minuty ciągną się jak godziny… ;)

Dziś walentynki. Nie celebrujemy ich wcale. Nie nasz klimat. Owszem, podarowałam Tomkowi trufelki, na które miał ochotę od poniedziałku. I wyznałam miłość na tablicy. Różową kredą. ;)

Jednak nie wyszliśmy na romantyczną kolację, ani do kina czy teatru. W planach był film, ale zabrakło czasu. ;) Za to pobyliśmy dziś ze sobą tak zwyczajnie. Swojsko, znajdując czas na rozmowę i włócząc się po Skłodowskiej.
Lubiłam naszą kawalerkę tam. Nie lubiłam faktu, że mieszkaliśmy na szczycie góry i ostatnim piętrze, ale to było mieszkanie, w którym czułam się jak u siebie.
Tu, w obecnym wciąż mi obco. Chyba przez poczucie tymczasowości. (I oby okazało się, że to faktycznie tymczasowo. ;)) Drażni mnie nieustawność pokoi, nasz brak ogarnięcia, mieszkamy tu już pół roku, a do tej pory szafy nie są uporządkowane jak to planowałam. I chaos się tu wdarł. Wiadomo, aspiracji na perfekcyjną panią domu nigdy nie miałam, ale to co teraz się dzieje, to nawet dla mnie za dużo. ;)

Dziś zaczynając pisać czułam, że będę skakać po tematach, stąd ten tytuł.

Za to kuchennie czuję się nawrócona. Już chyba nieraz pisałam, że nie umiem gotować.
W ogóle mnie to nie kręciło, kiedyś bardzo dużo piekłam, ale po urodzeniu Tymka nie umiem się zmotywować.
Od jakiegoś czasu sama gotuję Timkowi obiady. Czasem aż mi ślinka cieknie pachną!
Wielkiego pola do popisu nie mam, robię miksy warzywne w różnych kompozycjach (marchewka, brokuł, cukinia, pietruszka, ziemniak, burak, kalafior, brukselka, groszek, fasolka szparagowa, wczoraj pierwszy raz podałam pomidora, zastanawiam się nad kukurydzą i szpinakiem) dodając mięsko z kurczaka albo łososia, kupiłam kawałek wołowiny ostatnio, ale ostatecznie wrzuciłam do zamrażalnika, bo nie wiem jak to ugotować, żeby nie było twarde. A dla „zagęszczenia” zupek do konsystencji dana dodaję różne kasze, ryż lub płatki ryżowe (ostatnie robią szał!).
W naszej rodzicielskiej diecie też próbuję wprowadzać innowacje, bo żywiliśmy się głównie „pomysłami na” i gotowymi daniami, teraz mniej więcej 5-6 obiadów tygodniowo jest gotowanych NA PRAWDĘ!
Nie zawsze mi wychodzi tak super jak bym chciała, czasem  ogóle poniesie mnie fantazja i do jedzenia się owo coś nie nadaje, ale myślę, że wchodzimy na dobrą drogę. Staram się jeść śniadania, to też spory postęp. Gdyby dało radę wyeliminować słodycze z naszej diety w ogóle byłoby cudnie. (A na talerzyku leży ta trufelka czekoladowa i pachnie, aż się w głowie kręci ;))
Aha no i kalarepka rządzi!

A co do przepisu na cieciorkowe chrupki. Cóż. Moje wyszły paskudne, zjadłąm dosłownie jedną kulkę i wystarczyło.
Ale może ktoś lubuje się w dziwnych smakach:
Paczkę cieciorki zalać na 12 godzin w wodzie, ugotować zgodnie z opisem na opakowaniu, posypać ulubionymi przyprawami (ja dałam sól morską, słodką paprykę i czosnek granulowany) można dodać 2 łyżki oliwy i piec 40-50 minut w piekarniku.

I na koniec Tymek wspinacz wysoko-krzesłowy dorwał się do zakazanych kabli, a jak zobaczył, że robię mu zdjęcie to jeszcze zapozował i pięknie się uśmiechnął! Łobuz! ;)

Continue Reading

kulinarne | rodzinnie | Tymko

Buziaki i mięsne rozważania.

By on Styczeń 21

Przede wszystkim buziaki od Tymka dla babć! :)

 Wszystkie babcie laurki od Tymka dostały, ale co tam, miłości nigdy za dużo! ;)

A teraz pytani do Was drogie mamy!
W związku z tym, że gotować nie umiem to Tymka żywimy słoikami (chociaż nie mieszkamy w Warszawie… ;))
Chcę jednak zacząć gotować mu sama.
O ile zupka warzywna nie stanowi dla mnie problemu to dania mięsne stają się już wyzwaniem.
Wiem, mogę użyć piersi z kurczaka. Ale jakiego innego mięsa?
Królik odpada, cielęciny w okolicznych sklepach nie ma, indykiem pluje dalej niż widzi.
Zostają mi wołowina i wieprzowina. Tylko jakie części mięsa będą najlepsze?
Pytam poważnie, bo zupełnie się nie znam.

Kupiliśmy jakiś czas temu książkę BLW (tą wersję z przepisami), ale przeglądam przepisy i mam wrażenie, że jeszcze za wcześnie na proponowane tam dania.
Może Wy mi coś poradzicie?

Continue Reading

firma | kulinarne

Niebo…

By on Wrzesień 14

kiedyś ktoś mi wytłumaczył dlaczego chow-chow mają niebieskie języki… Bo Pan Bóg dał im polizać niebo…

Skoro tak, Tymko musiał oglądać niebo…! a do tego dzięki niemu i jego tacie mam swoje własne niebo… :)

a do tego czuję się dziś jak w raju!
skończyłam!

wyszły mi 124 strony. Na bogato. Duma mnie rozpiera. :)

A na obiad niebo w gębie tagiatelle z rukolą i pieczarkami w sosie czosnkowym!

Udanej soboty!

Continue Reading

ciąża | kulinarne

Takie święta…

By on Marzec 31

to ja lubię. W związku z tym, że mieszkamy w Olsztynie, a nasi rodzice w dwóch różnych miastach od jakiegoś czasu święta straciły dla mnie urok. Bo wpada się na chwilę tu, na chwilę tam, nie ma czasu na świąteczne rytuały, które uwielbiałam jako dziecko.
W Wigilię ubierało się u mnie choinkę, teraz ta przyjemność nas omija, bo w Wigilię najczęściej jeszcze pracujemy i do rodziców docieramy dopiero na kolację, a choinka już ubrana.
W zeszłym roku mieliśmy swoją własną, ale w tym roku Tomek kategorycznie odmówił wnoszenia jej na 3 piętro… ;)

W święta wielkanocne uwielbiałam malować jajka, czuwanie przy Grobie Pańskim z drużyną harcerską, rezurekcję. Niestety przez „wyjazdowe” święta te przyjemności też mi przepadały.

Z racji mojego stanu zostaliśmy w domu, czuwania przy Grobie ani rezurekcji nie było.
Jajek też nie pomalowałam, bo Tomek stwierdził, że nie będzie ich jadł. Eh.

Ale mimo wszystko jest dobrze. Jesteśmy sobie naszą małą rodzinką, Świętujemy tak jak najbardziej lubimy – na leniwie, bez ciśnienia, że trzeba teraz zjeść białą kiełbę, a zaraz się pakować i jechać do kolejnych rodziców, albo marzyć o poniedziałku po południu, żeby jechać już do domu i odpocząć po tym całym zamieszaniu.
Jutro na obiad przyjeżdżają moi rodzice i babcia, rodziców Tomka też zaprosiliśmy, ale stwierdzili, że bez sensu jechać teraz, jak za tydzień może się Tymek urodzi i znów będą musieli jechać. Trochę szkoda. Przykro mi ze względu na Tomka, bo ja się z rodzicami w święta zobaczę, a on nie. Cóż.

Cieszy mnie też to, że pierwszy raz mamy szansę „dorośle” się poczuć i to my zapraszamy na świąteczny obiad. I przygotowania sprawiają mi dużo radości. Nie będzie to jakaś szalona ośmiodaniowa uczta, ot zwykły obiad, ale że w święta to jego ranga urosła w moich oczach. :)

Upiekliśmy dziś mazurka pomarańczowego i ciasto marchewkowe. W sumie Tomek piekł, ja nadzorowałam, zmęczenie szybko mnie dopada. Dobrze, że mąż taki dzielny i chętnie gotuje i piecze. :)

A Wam jak minęła świąteczna niedziela? Mam nadzieję, że równie przyjemnie jak nam! :)

Continue Reading

ciąża | kulinarne

Głuchy mąż?

By on Marzec 1

Często zdarzają nam się sytuacje, w których mówię do Tomka, a on nie reaguje, ja szybciutko się złoszczę i już wrednie powtarzam prośbę, a Tomek zdziwiony, że o co mi chodzi.
Przykład choćby z wczoraj – leżymy w łóżku i jemy chipsy, Tomek od brzegu więc ma dostęp do wszelkiego zgromadzonego dobra – wody, herbaty, soku, tabletek na zgagę, itd ;). Sięgnął sobie sok, mówię mu, że też chcę a ten nic, po upomnieniu z łaską podał…
Ale przed chwilą przyłapał mnie na tym, że wydaje mi się, że coś mu mówiłam, a tak na prawdę pomyślałam… ;) I jak on śmiał nie wyczytać tego w moich myślach ;)
Więc może nie taki złośliwy i głuchy ten mój mąż? :)))

A teraz będzie o dobrej żonie. Małżeństwem jesteśmy już dwa i pół roku. Ale przyznam, że rzadko mam poczucie, że jestem żoną, że prowadzę (z Tomkiem) własne „gospodarstwo domowe”.
Po części wynika to z tego, że większość obowiązków domowych wziął od początku na siebie Tomek, a po części dlatego, że nie umiem gotować.
A ta refleksja wzięła się stąd, że ugotowałam samodzielnie obiad – ostatnio zdarza mi się to częściej, ale nie są to jakieś wyrafinowane dania (ot, kurczak po chińsku z pomysłu na…, ryż z jabłkami czy zupa z mrożonki…). Dziś pokusiłam się o klopsiki w sosie pieczarkowo-śmietankowym! Wiem, wiem żaden wyczyn w dobie internetu i przepisów krok po kroku, ale sos był moją wesołą improwizacją i poczułam się jak dumna żona. Ugotowałam bardziej skomplikowany obiad i to z głowy. :)
Zachęcona wykombinowałam od razu obiad na jutro i przyznam, że podoba mi się to. Zwłaszcza kiedy wiem, że Tomek jest zaskoczony, że coś ugotowałam i mu to smakuje. :)

Co prawda plecy bolą niemiłosiernie bo za długo stałam przy garach pilnując czy nic się nie przypali (a za późno wpadłam na to, żeby usiąść na krześle… ;)), ale za zasługi dla rodziny na deser był torcik goplana :)).

Być może jutro moi rodzice podrzucą nam łóżeczko Tymoszka i za kilka dni będę mogła pochwalić się Wam tym gadżetem – bo nie będzie typowe. :)

A teraz muszę zagonić mojego robola do pracy, bo jarmark już za 15 dni. o.

Continue Reading

ciąża | kulinarne

Dieta ciężarówki?

By on Luty 12

Na początku ciąży jadłam niewiele, mało co udawało mi się utrzymać w żołądku. Pamiętam, że miałam parcie na nektarynki.
Kiedy nudności minęły jadłam jakoś normalnie, nie zwracałam uwagi szczególnej na kwestię jedzenia. To był czas mocno jabłkowy.
Od jakiegoś czasu cały czas odczuwam głód, a przy tym męczy mnie zgaga.

Nie miałam jakichś wymyślnych zachcianek ciążowych, ale ostatnio mam wrażenie, że moje życie kręci się wokół jedzenia.
Marzę o różnych potrawach na które wcześniej jakoś nie patrzyłam łaskawie. Prawda jest taka, że przed ciążą byłam bardzo wybredna, było zaledwie kilka potraw, które akceptowałam a do tego ja sama nie gotowałam (nie potrafię, nie smakuje mi to co ugotuję, a do tego mam obawy czy jest na pewno dobrze ugotowane – czy nie surowe). Mieliśmy ograny zestaw 3 czy 4 dań gotowanych wymiennie, do tego z warzyw jedliśmy w sumie tylko ziemniaki (i to pod postacią frytek).
Ciąża poszerzyła mi horyzonty ;)
Odkryłam, że kocham buraczki na ciepło! Przypomniała mi się marchewka z groszkiem z czasów przedszkolnych. Ostatnio miłością darzę sałatę z rzodkiewką, ogórkiem i wielką ilością śmietany. Polubiłam pomidory. Miałam straszną fazę na zupy jarzynowe ze śmietanką!
No i mięso. Chce mi się mięsa. Wcześniej mięso u nas istniało w formie kurczaka po chińsku, albo spaghetti (ale wyłącznie boloński sos!). Teraz marzą mi się bitki wołowe, pieczony kurczak, klopsiki w sosie koperkowym, kabanosy. Mam też marzenie mięsne, które zrealizuję pewnie dopiero jak urodzę (kiełbasa Balcerzaka surowa długodojrzewająca… aż mi ślinka na wspomnienie pociekła…)

Ciekawa jestem czy takie moje jedzeniowe zachciewajki wynikają z braków jakichś niezbędnych składników?

Wczoraj weszliśmy do biedronki i poczułam zapach truskawek – ale takich prawdziwych! No po prostu obłęd!
Truskawkowe love mnie dopadło (a w sezonie jakoś szczególnie atrakcyjne dla mnie nie były…)

widzicie jak mi się brzuch do nich śmieje? :D

Continue Reading